Zmywał, sam z siebie, dobrowolnie, a we mnie cierpło...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagÅ‚a krew zaleje! — zawoÅ‚aÅ‚ Tay Tay...
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, ¿e jestem jakz³odziej, co chce wyj¹æ z cudzej kieszeni zegarek i daæ go komuœ innemu...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
No, ciężary nosił swobodnie...
I piękny był po wierzchu. I przesadnie czysty. Nie śmierdział.
— Czekaj, wróćmy może lepiej do kryminaÅ‚u, bo coÅ› mi siÄ™ robi. Już chyba wolÄ™
zbrodniÄ™.
— Ja też. ReasumujÄ…c, diabli wiedzÄ…, jakie jego szpargaÅ‚y mogÅ‚y siÄ™ u mnie zaplÄ…tać,
ale chyba rychło wyjdzie to na jaw, bo powiedziałam glinom o zamianie piwnic i nawet
dałam im moje klucze. Może właśnie teraz odwalają robotę, a zapewniam cię, że weso-
Å‚o im nie jest.
— A co ty tam wÅ‚aÅ›ciwie trzymasz?
— Ja nie trzymam, to jest. DÄ™bowa dwucalówka cztery metry dÅ‚ugoÅ›ci, pÅ‚yta pil-
śniowa twarda laminowana, trzy metry kwadratowe, drabina malarska, całkiem nowy
zagłówek tapicerski z rozbitego statku pasażerskiego chyba, morze wyrzuciło na pla-
żę, potworna ilość butelek, części karoserii samochodowej, mnóstwo drewna meblowe-
go i opałowego, książki, których nikt nigdy nie czyta, resztki kredensu z mojej dawnej
kuchni, stary piecyk gazowy zepsuty, rura z kolankiem, dwa koła od roweru, tyle pamię-
tam, a co więcej, to już nie wiem, ale tego więcej jest znacznie więcej. Może z ciekawo-
ści ich zapytam, co znaleźli, ale boję się, że nie będą chcieli ze mną rozmawiać. A, jesz-
cze ze trzy skrzynki na ryby, takie plastykowe, też z morza...
Grzegorz opanował atak śmiechu i przyrządził drugi, równie łagodny koktajlik.
— Czekaj, nie skoÅ„czyÅ‚em jeszcze relacji. Pozwalam sobie na daleko idÄ…ce skojarze-
nia, biegną mi skokami, a między nimi widzę głębokie luki. W tej rozrzutności telefo-
nicznej znalazła się Hania, dopadłem jej, siedzi, jak wiesz, w Kanadzie...
Można powiedzieć, zastrzygłam uszami. Hania była niegdyś najlepszą przyjaciółką
Miziutka, piknęło mnie tajemnicze przeczucie.
— ...roztkliwiÅ‚a siÄ™ i rozgadaÅ‚a obÅ‚Ä™dnie — kontynuowaÅ‚ Grzegorz. — Na pierwsze
słowo o Renusiu rzuciły się na nią wspomnienia. Aktualnego nie było w tym nic, za to
dowiedziałem się, że Miziutek przeżył wielką miłość, która mu złamała serce, amant ją
rzucił, ale jej nie przeszło i cierpi całe życie. Za mąż wyszła z rozpaczy, Renusia zaś do-
strzegła, bo podobny był do niewiernego. Zdaniem Hani, poślubiła go jako namiast-
kÄ™...
106
107
— I kiedy to byÅ‚o? — przerwaÅ‚am z niesmakiem. — Za moich czasów żadne cierpie-
nia z niej nie biły, a do starości dosyć dużo nam brakowało.
— MiaÅ‚a podobno siedemnaÅ›cie lat.
— A, to może. PoznaÅ‚yÅ›my siÄ™, jak już miaÅ‚a osiemnaÅ›cie.
— Zauważ, że sama mi przypomniaÅ‚aÅ› o tej scenie przed lustrem w kawami. RenuÅ›
i jakiś drugi, podobny. Bez komentarzy na razie. Renuś, mówisz, kombinuje z Nowakow-
skim, otóż może o tym nie wiesz, ale Nowakowski stanowił niejako warstwę wierzch-
nią, jawną, za plecami miał Sprzęgieła. Sprzęgieł robił swoje świństwa jako tajemnicza
twarz, nigdy osobiście, zawsze przez posły. Mnie niszczył przeważnie Nowakowskim,
dlatego ugruntowało się mniemanie, że to Nowakowski świni, a ja wolałem nie demen-
tować z hukiem. Ze Sprzęgiełem rozmawiałem ze dwa razy przez telefon, niechętnie te
konwersacje wspominam, a na własne oczy w życiu go nie widziałem.
— I nawet nie wiesz, jak wyglÄ…da?
— PojÄ™cia nie mam. Chyba sama rozumiesz, że nie rwaÅ‚em siÄ™ do oglÄ…dania wrednej
mordy? Podejrzewam, że jedyną osobą, która z pewnością zna go z aparycji bardzo do-
kładnie, jest Halina. Nie sądzę, żeby ją pieprzył wyłącznie w ciemnościach.
— I siedziaÅ‚ w MSW — wtrÄ…ciÅ‚am w zadumie. — O ile wiem, oni sobie nie wybierali
panienek jak popadnie, musieli się ograniczać do takich specjalnie przydzielanych. No
owszem, eks-twoja Halusia miała prawo budzić wielkie namiętności...
Grzegorz spojrzał na mnie z niedowierzaniem i wzruszył ramionami.
— W duchy wierzysz? NamiÄ™tnoÅ›ciom nie przeczÄ™, tym bardziej, jaki normalny facet
nie potrafi wyskoczyć z przepisów? Musiał trąbić na rynku, że za Halusią lata?
— A jednak przyjaciółki wiedziaÅ‚y. Co najmniej jedna.
— Z donosem do UB nie poleciaÅ‚a. Może Halusia byÅ‚a jedynym wypaczeniem
Sprzęgieła. Słuchaj, czy musimy akurat to rozważać? Sprzęgieł stanowi w tej chwili tyl-
ko jedno ogniwo z łańcucha moich skojarzeń. Na wszelki wypadek chciałbym wiedzieć,
co siÄ™ z nim dzieje obecnie?
— Tego ci powiedzieć nie potrafiÄ™. Ale może doszÅ‚abym jakoÅ› drogÄ… żmudnych do-
ciekań i znęcania się nad ludźmi.
— Spróbuj.
— A pewnie, że spróbujÄ™. Też mnie to ciekawi.
— WracajÄ…c do baranów... SkÄ…d wÅ‚aÅ›ciwie ty w tej imprezie?
Skupiłam się i postarałam powtórzyć wszystko, co od początku ględziłam do niego
nieco chaotycznie. Nie musiał w końcu pamiętać każdego mojego słowa, szczególnie
w sytuacji nietypowo skomplikowanej.
— Z dwóch źródeÅ‚. Jedno oficjalne, mówiÅ‚am ci, w prasie spaskudziÅ‚am im parszywy
biznes, nie wiedząc wcale, o kim piszę. Kontynuują, zatem spaskudziłam bardzo mier-
nie, ale mogą się obawiać dalszego ciągu. Może ktoś tam z tej całej odgórnej sitwy wy-
106
107
straszył się i zaczął stwarzać trudności, co podwyższyło koszty. Były kontrole, mogły nieco nabruździć, należało zamknąć mi gębę. Drugie źródło, chyba raczej prywatne,
to ta cholerna Helena, świeć Panie nad jej duszą. Ciągle słyszę gadanie o zbrodni, wią-
że się ściśle z Renusiem i Miziutkiem, a Helena, na moje oko, weszła w komitywę z tym
eks-moim, może wysnuła własne wnioski, kłapnęła gębą i wystawiła mnie na strzał. Tak
to widzę. Papiery... Papiery mogą przybrać rozmaitą postać, na przykład zdjęcie, na któ-
rym Renuś podrzyna komuś gardło, albo odwrotnie, a to zdjęcie, ich zdaniem, powin-