zdecydowałem się zbadać bliżej sprawę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Bourbon – zdecydował Eric...
- dobiegł do jej wytężonego słuchu — cichy jak brzęczenie komara daleki dzwonek, za chwilę ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- i rozmaitych spółek, parę silnych branż, jak górnicy, jeszcze zachowu- je resztki dawnej potęgi, ale zdecydowana większość trzyma się teraz za...
- — Nie podchodź bliżej, Grul — ostrzegł Belgarath lodowatym, groźnym tonem...
- i Hegel, stanęli zdecydowanie na stanowisku obiektywnego idealizmu, które przedstawia ją w formie niesłychanie mętnej i pełnej hipostaz...
- 168Oprcz witaminy E, podawanej pacjentom trzy razy dziennie, drHaeger poleci im uprawia gimnastyk i zdecydowanie zabronipalenia...
- najmocniejszymi wiatami, wyapywa bezbdnie wszystkie te znaki, ktre muludzie wskazywali, i przystawa jak gdyby na pami, ani bliej, ani dalej...
- Asmodean wydobywał ze swej harfy przypadkowe akordy, Rand podszedł bliżej i usiadł przed nim na poduszkach...
- dni jeszcze czynnik psychologiczny a w szczeglnoci spraw po-Tadeusz Kowalak, Ewa Le^k--' ze sje Jest ubogim, wynikajcego gwnie z porwnywania...
- Samotność ma swoje dobre strony, pomyślał i zdecydowanym krokiem wszedł napodwyższenie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Cóż to mi szkodzi? Bo niby dlaczego kostki
granitowe znalazły się na Uroczysku? Ile stąd będzie do kolegiaty? Ze czterysta metrów.
Z jakiej więc racji materiał, z którego stawiano kolegiatę, znajduje się w takiej
odległości, na samotnej wysepce otoczonej bagnami? W pobliżu nie ma złóż eretycznego
granitu, musiano go tu sprowadzić. To dość cenny materiał, zresztą już obrobiony przez
kamieniarzy. Nie znalazł się tu przez przypadek. I oto, jak sam usłyszałeś, okazało się, że
na Uroczysku są fundamenty jakiegoś budynku.
Miałem do Nemsty trochę żalu, sam nie wiem o co. Na złość powątpiewałem:
- Wiem, do czego zmierzasz. Że ten budynek stanął w tym samym czasie co kolegiata,
ponieważ jest zrobiony z takiego samego materiału. Zgoda.
Najprawdopodobniej było tu mieszkanie księży z kolegiaty czy jakieś inne pomocnicze
pomieszczenie. Żadna rewelacja.
- Nonsens. Mieszkanie księży, o czterysta metrów od kolegiaty? Sądzisz, że stąd biegli
ścieżką przez błoto i bagna? Czy nie prościej było zbudować pomocnicze pomieszczenie
w pobliżu kolegiaty?
- Hm - chrząknąłem okropnie zakłopotany, bo podszedł do nas Nietajenko.
Zobaczywszy mnie znowu zdumiony zatrzepotał powiekami jak wtedy, gdy wyzywająco
rzuciłem mu owe łacińskie wyrazy. Było w jego oczach jakby nieme pytanie prośby o
wyjaśnienie. Już nawet otworzył usta, ale nagle zrezygnował, odwrócił się i powiedział
Nemście:
- Spacerowałem po wsi, panie kolego... e, tego braciaszku... - jąkał się. - Chciałem
sprawdzić pewne swoje przypuszczenie. - Nabrał w piersi dużo powietrza, jakby
zamierzał nurkować, i wyrecytował: - U gospodarzy w Opornej podmurówki obór i
domów zrobione są z granitowych kostek. Spytałem skąd je wzięli. Przyznali, że z
Uroczyska. Przed laty leżało tu bezużytecznie całe rumowisko obrobionego kamienia.
Więc wywieźli na podmurówki. Taka sprawa, braciaszku...
A o kurze, którą kupił, ani słowa! Przecież po kurę chodził na wieś, a nie „sprawdzać
przypuszczenia”. Świadomy kłamstwa Nietajenki nie czułem się już wobec niego ani
winny, ani zawstydzony.
30
Uradowany Nemsta w zamyśleniu gładził palcami swą czarną brodę.
- Tak, panie doktorze. Na Uroczysku była jakaś budowla. Średniowieczna budowla.
Przywołał do siebie Babie Lato i rozporządził:
- Trzeba dokładnie odgarnąć ziemię i miodownik. Odkryjemy całe fundamenty i one
chyba najlepiej powiedzą, jak duży był budynek. Stąd już tylko krok do wiadomości o
jego przeznaczeniu.
Z baraku doszedł nas głos gongu. Dyżurujący dziś w kuchni ukończył pitraszenie
obiadu. Kiedy usiedliśmy przy stole, postanowiłem, że czas już skończyć z powstającą o
mnie na Uroczysku opinią jako o ślamazarnym sportowcu, który nie tylko nie potrafi
grać w siatkówkę, a chyba także jest człowiekiem niezbyt rozgarniętym intelektualnie.
Dlatego ni stąd ni zowąd oświadczyłem:
- Nasza kolegiata kryje tajemnice. Mur południowej ściany jest o półtora metra
grubszy niż mur ściany północnej. Podejrzewam, że znajduje się tam jakieś maleńkie
zamurowane pomieszczenie, jakaś skrytka.
- No tak - klasnął w ręce doktor Nietajenko - Właśnie coś takiego podejrzewałem.
Skrytkę.
- I ja także - podchwycił Narkuski. I dodał - Czy nie sądzicie, że warto natychmiast
zbadać tę sprawę?
Przerwał mi sucho profesor Nemsta: - Uroczysko, jak się okazuje, kryje wiele
zagadek. Podobnie jest ze starą kolegiatą. Ale my przybyliśmy tutaj, aby rozkopać
prasłowiański kurhan, a teraz zjawiła się sprawa owych granitowych kostek na wysepce
Uroczyska. Nie mamy dość sił i środków, aby natychmiast zgłębić wszystkie tajemnice
tego zakątka. Tym bardziej, że przeszkadza nam ciągle ów legendarny diabeł Kuwasa.
Dlatego proponuję, aby na razie dać spokój zagadce odkrytej przez pana redaktora. Co
do mnie, radzę mu, aby raczej zajął się Kuwasą, nie zaś kolegiatą.
I tak oto, choć wykazałem swoje detektywistyczne talenty, niewiele tym osiągnąłem.
Mało tego, zostałem delikatnie zbesztany przez profesora Nemstę.
31
ROZDZIAŁ PIĄTY
SENNE WIDZIADŁA • ROZMOWA NA KURHANIE • NIEUDANY „HACZYK” • VIVE
DIU... • ZAGADKA UROCZYSKA • CO ZE STAUROTEKĄ? • TAJEMNICA Z 1331 ROKU •
ZEZNANIA PĄTNIKA BOGUSŁAWA • NOCNI PRZEŚLADOWCY • BÓJKA
Piękne są noce na Uroczysku, choć nie słychać tu łagodnego poszumu drzew leśnych
ani dźwięcznego cykania świerszczy w wiejskich sadach. Gdy na chwilę milkną żabie
rechoty, wyczuwa się pustynną ciszę rozległych moczarów, ledwie uchwytny szelest
owadów chroboczących w wysokich łodygach miodownika. I czasem tylko w tej ciszy
bez dna pluśnie coś groźnie, tajemniczo. Aż dreszcz przechodzi na myśl przestrzeni