za późno, żebym się przebrała, ale uwierz mi, więcej jej nie włożę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Copyright by Wydawnictwo Złote Myśli & Piotr Surdel FOREX – ANALIZA TECHNICZNA – darmowy fragment – kliknij po więcej ● str...
- Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
- - Niedobitki Shaido wycofują się na północ - oznajmiła ponuro Amys - a coraz ich więcej przekracza Mur Smoka, jednak Rand al'Thor najwyraźniej o nich...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- Melanię to wszystko razem więcej śmieszyło, niż irytowało, Felicja była wściekła, miała własne poglądy na nakrycie stołu i nie przywykła, żeby nią ktoś...
- pili, miali si,575a matka miaa wraenie, e co wicej widzi tymi wytrzeszczonymi oczami, nitylko to, e oni jedz, pij, miej si...
- wzrok, by dojrzeć coś więcej przez gęsty śnieg, lecz światło zamrugało i zgasło...
- Nigdy więcej tego nie chcę, myślała, leżąc w ciemności...
- że niebawem jedną więcej unieszczęśliwią...
- dowd, e coraz wicej ich wida"...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Chwileczkę.
Chwycił jej dłoń. Wyczuł gładkość obrączki na palcu prawej ręki. Ciągle była jego
Laurą. Wystarczyło spojrzeć w jej oczy.
- Muszę przygotować Michaela - powiedziała, próbując przejść obok.
- Czy powinienem cię przepraszać za to, że jestem mężczyzną i bywam zazdrosny?
Zamrugała.
- Nie włożyłam jej, żeby zwracać uwagę innych mężczyzn. Kupiłam ją, bo mi się
podobała i pasowała do mnie.
Dotknął jej twarzy.
- Spójrz na mnie. Pamiętaj, kim jestem, Lauro. Nie zniosę, gdybyś stale porównywała
mnie z kimś innym.
- Nie robię tego.
- Pewnie podświadomie, ale robisz.
- Chciałbyś, żebym zmieniła się w ciągu dwóch tygodni. Nie potrafię.
- Nie. - Pogładził palcem obrączkę. - Nie oczekuję tego, ale pamiętaj, że należę to
twojej teraźniejszości, nie przeszłości.
- W ogóle go nie przypominasz. Tylko widzisz, lepiej jest przygotować się na
najgorsze, niż oczekiwać, że spotka nas wszystko, co najlepsze.
- Nie mogę obiecać ci tego, co najlepsze.
Nie dawał obietnic bez pokrycia. To była jego zaleta.
- Ale możesz mnie przytulić. - Zrobił to i napięcie opadło. - Ja też byłam zazdrosna.
- Czyżby?
Uśmiechnęła się i spojrzała mu w oczy.
- Wyglądasz bosko w tym garniturze.
- Naprawdę? - Poczuł się zarazem skrępowany jak i rozbawiony. - Nigdy wcześniej
nie widziałem cię w stroju wieczorowym.
- A ty wyglądasz jak bohater. Zaśmiał się, ujmując jej twarz.
- Nie żartuj sobie, aniele. Nie ma we mnie ani krztyny bohaterstwa.
- Mylisz się. - Jej głos brzmiał najzupełniej poważnie. - Dla mnie jesteś prawdziwym
bohaterem. Chociaż raz pozwól mi to powiedzieć otwarcie.
Wzruszył ramionami, po czym musnął palcem jej nos.
- Chodźmy po Michaela. Mama nie znosi spóźnialskich i wie, jak uprzykrzyć im
życie.
Gabe nie uważał siebie za kogoś niezwykłego. Czuł się świetnie, dyskutując o swojej
pracy lub obstawiając wyniki meczów w nadchodzącym sezonie. Wolał rozmawiać, niż
spełniać dobre uczynki.
Kiedy ktoś uzna cię za bohatera, myślał, na pewno kiedyś go rozczarujesz. Nie
sprostasz nadmiernym oczekiwaniom, bo popełniasz błędy, nie znasz odpowiedzi na
wszystkie pytania, nie dostrzegasz światełka w ciemnościach. Brat miał go za bohatera i
oczywiście się zawiódł.
Michael uwielbiał takie przyjęcia, pomyślał Gabe, sącząc szampana. Ubóstwiał
towarzystwo, śmiech, gwar i plotki. Ludzie zakochiwali się w nim od pierwszego wejrzenia.
Był otwarty, zabawny, urokliwy i ciepły. Zawsze chętny do pomocy, życzliwy, uczynny,
pełen entuzjazmu. Bohater dnia codziennego, jedna z tych wyjątkowych postaci, dzięki któ-
rym świat stawał się odrobinę lepszy.
Znał jednak umiar i gdy trzeba było, zachowywał dystans.
Dobry Boże, jak strasznie mu go brakowało. Byli tu ludzie, którzy znali Michaela,
przyjaźnili się z nim. Gabe nie czuł się dobrze w domu rodziców, gdzie dorastali i dzielili tak
wiele.
Trzeba żyć dalej. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, normalna kolej rzeczy. Gabe
spojrzał na Laurę. Właśnie rozmawiała z jego ojcem.
Spotkał ją podczas szalejącej burzy śnieżnej, a niedługo potem trzymał w objęciach jej
synka. Zakochał się w niej cicho, niepostrzeżenie, bez fajerwerków, bez miłosnych
manewrów, bez uwodzenia. Najgłębszą prawdę mówi się szeptem.
To anioł zesłał Laurę w chwili, kiedy najbardziej jej potrzebował. Była mu wdzięczna
i gotowa ofiarować miłość w zamian za to, co jej dał. Były dni, kiedy myślał, że to wystarczy.
Ale były też inne dni.
Chciał ją chwycić i bezustannie żądać, by patrzyła na niego, na to, kim jest i co czuje.
Żeby zapomniała, co się kiedyś zdarzyło i zaufała temu, co dzieje się teraz. Chciał wymazać z
jej pamięci wszystkie chwile, które sprawiały, że uśmiechała się niepewnie i z obawą. Ale
wiedział też, że doświadczenia, dobre i złe, ukształtowały Laurę, tę Laurę, którą pokochał. I
domagał się wzajemności, bez cienia wdzięczności i poddania. Wiedział jednak, że jego chęci
się nie liczą. Jedynie czas mógł coś zmienić.
Usłyszał śmiech i brzęk kieliszków. Aromat wina mieszał się z wonią kwiatów i
perfum. Poświata księżyca rozświetlała ciemny taras, a pokój tonął w półmroku lamp. By
choć przez chwilę zażyć samotności, Gabe wymknął się na górę do synka.
- Mały staje się coraz bardziej podobny do ciebie. Stwierdzam to za każdym razem,
gdy go widzę - powiedział Cliff.
- Naprawdę tak uważasz? - rozpromieniła się Laura.
- Absolutnie, chociaż jeżeli chodzi o ciebie, nikt by nie uwierzył, że niedawno
urodziłaś dziecko.
- Pogładził jej policzek, co ją nieco onieśmieliło.
- Nasz Gabe ma znakomity gust.
- Cliff, wstydź się, flirtować z piękną kobietą za plecami żony.
- Witaj, Marion. Jak zwykle spóźniona.
- Amanda już mi dała reprymendę. - Sącząc szampana, spojrzała uważnie na Laurę. -
A więc to jest ta tajemnicza Laura.
- Moja nowa córka. - Cliff uścisnął synową.
- Stara przyjaciółka, Marion Trussalt. Galeria Trussaltów wystawia prace Gabe'a.
- Tak, wiem. Miło mi panią poznać.
Nie była ładną kobietą, zauważyła Laura. Przylizane, czarne włosy i ciemne oczy nie
lśniły żadnym pięknem. Miała na sobie obszerną kolorową tunikę, w zamyśle
demonstracyjnie swobodną, „artystyczną”, lecz tak naprawdę zbyt wyszukaną, przez co efekt
raził sztucznością.
- Oczywiście że miło, przecież łączy nas Gabe.
- Marion stukała paznokciami o kieliszek i uśmiechała się, ale jej oczy były chłodne.
Pod płaszczykiem uprzejmości Laura wyczuła pogardę. - Można by powiedzieć, że ty masz
jego serce, a ja duszę.
- A zatem obie chcemy dla niego tego, co najlepsze.
- Prawda, tego, co najlepsze. - Marion uniosła kieliszek. - Cliff, Amanda prosiła, by ci
przypomnieć, że gospodarz powinien zajmować się gośćmi.
Cliff uśmiechnął się krzywo.
- Wracam do pracy. Lauro, nie zapomnij zejść na dół i coś zjeść. Ostatnio trochę
zmizerniałaś.
Uścisnął delikatnie jej ramię i odszedł do gości.
- To prawda, jesteś zaskakująco smukła jak na kogoś, kto urodził dziecko jakiś...
miesiąc temu?
- Prawie dwa.
Laura przełożyła szklankę wody do drugiej ręki. Nie radziła sobie dobrze z tak
subtelnymi atakami.
- Czas leci. To dziwne, że dotąd nie znalazłaś chwili, by zajrzeć do galerii.