- Yo! - powiedział Schleppeł...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
(Gdzieś w ciemności, gdzie tłum był najrzadszy, wychudzona sylwetka pana hcolite, ostatniego żyjącego banshee, podbiegła do dygoczącego budynku i dyskretnie wsunęła pod drzwi karteczkę.
Na karteczce byio napisane: OOOOeeeOOOeeeOOOeee).
Wózek zarył się kółkami w ziemię i zahamował. Nikt się nie oglądał.
- Jesteś za nami, prawda? - zapytał wolno Reg Shoe.
- Zgadza się, Reg - potwierdził radośnie Schleppel.
- Czy powinniśmy się martwić, bo może stanąć przed nami? -zapytał Ridcully. - Czy może jest jeszcze gorzej, ponieważ wiemy, że jest za nami?
- Ha! Ten strach już skończył z szafami i piwnicami! - oświadczył Schleppel.
- To szkoda, bo na uniwersytecie mamy naprawdę wielkie piwnice - wtrącił pospiesznie Windle Poons. Schleppel zastanawiał się przez chwilę.
- Jak wielkie? - zapytał badawczo.
- Ogromne.
- Tak? Ze szczurami?
- Szczury to drobiazg. Siedzą w nich różne demony, które wyrwały się spod kontroli. Prawdziwa plaga.
- Co ty wyprawiasz? - syknął Ridcully. - Przecież tu chodzi o nasze piwnice!
-Wolałby go pan pod własnym łóżkiem? - mruknął cicho Windle. - Czy żeby chodził za panem? Ridcully stanowczo kiwnął głową.
- To fakt, te nieszczęsne szczury naprawdę się rozpanoszyły -powiedział głośno. - Niektóre mają... no, chyba ze dwie stopy długości. Prawda, dziekanie?
- Trzy stopy - stwierdził autorytatywnie dziekan. - Co najmniej.
- I tłuste jak masło - dodał Windle. Schleppel pomyślał chwilę.
- No dobrze - zgodził się z ociąganiem. - Może przespaceruję się tam i rzucę okiem.
Wielki sklep eksplodował i implodował równocześnie. Uzyskanie takiego zjawiska jest prawie niemożliwe bez ogromnego budżetu efektów specjalnych albo trzech zaklęć, działających przeciwko sobie. Zjawisko przypominało trochę ogromną chmurę, rozszerzającą się, a jednocześnie oddalającą tak szybko, że wkrótce zmieniła się w punkt. Ściany wygięły się i zostały wessane. Wyrwana ze zdeptanych pól gleba zwinęła się w spiralny wir. Nastąpił gwałtowny wybuch niemuzyki, który ucichł niemal natychmiast.
A potem już nic, tylko błotniste pole.
I tysiące białych płatków, niczym śnieg spływające z porannego nieba. Opadały bezgłośnie i lądowały na głowach gapiów.
- To chyba nie nasiona? - wystraszył się Reg Shoe.
Windle chwycił jeden z płatków. Był to nieregularny prostokąt, nierówny i pobrudzony. Z pewną dozą wyobraźni można było rozróżnić słowa:
Likwidacja sklepu
Wszystko na spzredaż!
- Nie - uspokoił Rega. - Chyba nie.
Spojrzał w niebo i uśmiechnął się. Nigdy nie jest za późno, żeby przeżyć dobre życie.
A kiedy nikt nie patrzył, ostatni ocalały wózek na Dysku zgrzytając smętnie, odtoczył się w zapomnienie nocy, zagubiony i samotny[18].
- Puka-gruka-fuk!
Panna Flitworth siedziała w kuchni. Z podwórza dochodziły smutne brzęki - to Ned Simnel i jego uczeń zbierali pogięte resztki Kombinatora Żniwnego. Garstka ludzi w teorii przyszła mu pomóc, ale tak naprawdę wykorzystywali okazję, żeby się rozejrzeć. Panna Flitworth zrobiła dla nich herbatę. Teraz siedziała z brodą opartą na dłoni i patrzyła w pustkę.
Ktoś zastukał w otwarte drzwi. Kurek wsunął swoją czerwoną twarz do wnętrza.
- Przepraszam, panno Flitworth...
- Hm?
- Przepraszam, panno Flitworth, ale w stodole jest szkielet konia! Je siano!
- Jak?
- Wszystko wypada z powrotem!
- NaprawdÄ™? W takim razie go zatrzymamy. Przynajmniej tanio siÄ™ wykarmi.
Kurek stal nieruchomo, mnąc w rękach kapelusz.
- Dobrze siÄ™ pani czuje, panno Flitworth?
- Dobrze się pan czuje, panie Poons? Windle wpatrywał się w pustkę.
- Windle! - zawołał Reg Shoe.
- Hm?
- Nadrektor pytał, czy czegoś byś się nie napił.
- Chciałby szklankę wody destylowanej - odpowiedziała pani Cake.
- Jak to, zwykłej wody? - zdziwił się Ridcully.
- Tego właśnie chce.
- Chciałbym szklankę wody destylowanej, jeśli można - poprosił Windle.