Wysiedli
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Richie przekazał butelkę Bobby’emu, który pociągnął sporego łyka, mimo że nie znosił smaku owocowego wina...
- bitwie dostał takie straszliwe cięcie mieczem przez twarz, że mu wypłynęło lewe oko i na21resztę życia pozostała głęboka blizna...
- 70 8
- tak się nie wahał przelać krew cudzą, jak drudzy wytoczyć własną...
- RELIGIE ZBAWIENIATen typ religii jest związany z refleksją człowieka nad śmiercią i pragnieniem szczęścia wiecznego...
- tylko ojciec Karola, ale jego byÂła pewna, Âże nie zdradzi...
- Żeby nie obrazić Phila, utkwił wzrok w okrągłych przymglonych lampach na ścianie za i nad kazalnicą...
- II)
- xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxc
- 2
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Myron wolałby, żeby Greg został w samochodzie, wiedział jednak, że nic nie wskóra. Zapukał do drzwi i niemal natychmiast usłyszał gruby głos:
– Daniel? Czy to ty, Danielu?
– Szukam Davisa Taylora – powiedziaÅ‚.
– Daniela?
– Nie! – krzyknÄ…Å‚ przez drzwi. – Davisa Taylora! Ale może on nazywa siÄ™ Daniel.
– Å»e co?
Starzec otworzyÅ‚ drzwi, z wielkÄ… podejrzliwoÅ›ciÄ… mrużąc oczy. Na nosie miaÅ‚ za maÅ‚e okulary – ich metalowe ucha wbijaÅ‚y mu siÄ™ w faÅ‚dy skóry poniżej skroni – na gÅ‚owie okropnÄ… żółtÄ… perukÄ™ w stylu noszonych kiedyÅ› za czÄ™sto przez Carol Channing, na jednej nodze papuć, na drugiej but, a jego szlafrok wyglÄ…daÅ‚ jak sponiewierany relikt z wojny burskiej.
– MyÅ›laÅ‚em, że to Daniel – powiedziaÅ‚, próbujÄ…c poprawić okulary, ale ani drgnęły. ZmrużyÅ‚ oczy. – WyglÄ…da pan jak on.
– To pewnie przez te chmury na paÅ„skich oczach – odparÅ‚ Myron, czerpiÄ…c przenoÅ›niÄ™ z CzÅ‚owieka z La Manchy.
– SÅ‚ucham?
– Nic, nic. Pan siÄ™ nazywa Davis Taylor?
– Czego chcecie?
– Szukamy Davisa Taylora.
– Nie znam żadnego Davisa Taylora.
– Czy to North End Drive dwieÅ›cie dwadzieÅ›cia jeden?
– Tak.
– I nie mieszka tu żaden Davis Taylor?
– Tylko ja z synem Danielem. Ale wyjechaÅ‚. Za ocean.
– Do Hiszpaaaanii? – spytaÅ‚ Myron, przeciÄ…gajÄ…c gÅ‚oskÄ™ tak, że nie powstydziÅ‚by siÄ™ tego Elton John.
– Co?
– Nic, nic.
Starzec obrócił się w stronę Grega, znów próbując poprawić okulary i ponownie mrużąc oczy.
– Znam pana – powiedziaÅ‚. – Gra pan w kosza, tak?
Greg uśmiechnął się do niego łagodnie, a nawet z wyższością, jak Mojżesz patrzący na niedowiarków po rozstąpieniu się Morza Czerwonego.
– Tak.
– Nazywa siÄ™ pan Dolph Schayes.
– Nie.
– Ale jest pan podobny do Dolpha. Åšwietny strzelec. W zeszÅ‚ym roku widziaÅ‚em go w Saint Louis. Co za styl!
Myron i Greg wymienili spojrzenia. Dolph Schayes zakończył karierę w roku 1964.
– Przepraszam. Z kim mamy przyjemność? – spytaÅ‚ Myron.
– Nie nosicie mundurów – rzekÅ‚ starzec. – WiÄ™c nie przyszliÅ›cie w sprawie Daniela. BaÅ‚em siÄ™, że jesteÅ›cie z wojska i...
Zawiesił głos. Myron domyślił się reszty.
– PaÅ„ski syn stacjonuje za granicÄ…? – spytaÅ‚.
Starzec skinął głową.
– W Wietnamie.
Myron kiwnął głową, żałując, że sparodiował Eltona Johna.
– Wciąż nie wiemy, z kim mamy przyjemność – przypomniaÅ‚.
– Jestem Nathan. Nathan Mostoni.
– Panie Mostoni, szukamy Davisa Taylora. W bardzo ważnej sprawie.
– Nie znam żadnego Davisa Taylora. To znajomy Daniela?
– Być może.
Starzec chwilę się zastanawiał.
– Nie, nie znam go.
– Kto tu jeszcze mieszka?
– Tylko ja i syn.
– Tylko wy dwaj?
– Tak. Ale syn jest za granicÄ….
– A wiÄ™c mieszka pan tu w tej chwili sam?
– Na ile jeszcze sposobów spytasz mnie o to samo, chÅ‚opcze?
– To caÅ‚kiem duży dom.
– I co z tego?
– Nikomu nie wynajmowaÅ‚ pan pokoju?
– WynajmowaÅ‚em. Studentce, ale siÄ™ wyprowadziÅ‚a.
– Jak siÄ™ nazywaÅ‚a?
– Stacy jakaÅ›. Nie pamiÄ™tam.
– DÅ‚ugo tu mieszkaÅ‚a?
– Z pół roku.
– A wczeÅ›niej?
Zastanawiając się nad pytaniem, Nathan Mostoni podrapał się po twarzy jak pies drapie się po brzuchu.
– Jeden gość. Ken.
– Nigdy nie miaÅ‚ pan lokatora, który nazywaÅ‚ siÄ™ Davis Taylor? Lub podobnie? – spytaÅ‚ Myron.
– Nie. Nigdy.
– Czy ta Stacy miaÅ‚a chÅ‚opaka?
– WÄ…tpiÄ™.
– Zna pan jej nazwisko?
– Pamięć u mnie nie ta. Ale dziewczyna studiuje w college’u.
– Jakim?
– Stanowym, w Waterbury.
Myron spojrzał na Grega i coś przyszło mu do głowy.
– Panie Mostoni, a czy sÅ‚yszaÅ‚ pan wczeÅ›niej imiÄ™ i nazwisko Davis Taylor?
Starzec znów zmrużył oczy.
– To znaczy?
– Czy ktoÅ› pana odwiedziÅ‚ lub zadzwoniÅ‚ i pytaÅ‚ o Davisa Taylora?
– Nie. SÅ‚yszÄ™ je pierwszy raz.
Myron znów spojrzał na Grega.
– I nie kontaktowaÅ‚ siÄ™ z panem oÅ›rodek szpiku kostnego?
Starzec przechylił głowę i przytknął dłoń do ucha.
– Kostnego czego?
Myron zadał mu jeszcze kilka pytań, ale Nathan Mostoni znów wyruszył w podróż w czasie. Nie mogli liczyć na nic więcej. Podziękowali staruszkowi i odeszli popękanym chodnikiem.
– Dlaczego oÅ›rodek szpiku kostnego siÄ™ z nim nie skontaktowaÅ‚? – spytaÅ‚ Greg, gdy wsiedli do samochodu.
– Może skontaktowali siÄ™ i po prostu zapomniaÅ‚.
Greg nie kupił tego wyjaśnienia. Myron również.
– Co dalej? – spytaÅ‚ Greg.
– Sprawdzimy przeszÅ‚ość Davisa Taylora. Znajdziemy na jego temat, co siÄ™ da.
– Jak?
– W dzisiejszych czasach to Å‚atwe. Kilka uderzeÅ„ w klawisze i mój wspólnik dowie siÄ™ wszystkiego.
– Wspólnik? Masz na myÅ›li tego narwanego Å›wira, z którym dzieliÅ‚eÅ› pokój na studiach?
– Po pierwsze, nie radzÄ™ ci nazywać Wina narwanym Å›wirem, nawet gdy nie ma go w pobliżu. Po drugie, ten wspólnik to moja partnerka z agencji RepSport MB, Esperanza Diaz.
Greg spojrzał na dom Mostoniego.
– Co teraz?
– Jedź do domu – odparÅ‚ Myron.
– I?
– ZostaÅ„ z synem.
Greg potrząsnął głową.
– Wolno mi zobaczyć siÄ™ z nim dopiero w weekend.
– Emily na pewno siÄ™ zgodzi.
– Tak, jasne. – Greg uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ krzywo i potrzÄ…snÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…. – Nie znasz jej za dobrze, Myron, co?
– Chyba nie.
– Gdyby to od niej zależaÅ‚o, nie zobaczyÅ‚bym wiÄ™cej Jeremy’ego.
– Za surowo jÄ… oceniasz, Greg.
– Za surowo? Za Å‚agodnie.
– PowiedziaÅ‚a mi, że jesteÅ› dobrym ojcem.
– A powiedziaÅ‚a ci też, o co mnie oskarżyÅ‚a w sÄ…dzie, gdy walczyliÅ›my o opiekÄ™ nad dziećmi?
Myron skinął głową.
– Å»e siÄ™ na nich wyżywaÅ‚eÅ›.
– WyżywaÅ‚em siÄ™ to maÅ‚o. WyżywaÅ‚em siÄ™ seksualnie!
– ChciaÅ‚a wygrać.
– To ma być usprawiedliwienie?
– Nie. To godne potÄ™pienia.
– WiÄ™cej. To chore. Nie masz pojÄ™cia, do czego zdolna jest Emily, żeby dopiąć swego.
– Na przykÅ‚ad?
Greg nie odpowiedział, tylko potrząsnął głową, zapalił silnik i ruszył.
– Spytam ciÄ™ raz jeszcze – powiedziaÅ‚. – W czym mogÄ™ ci pomóc?
– W niczym.
– Nic z tego. Mój syn umiera. Nie bÄ™dÄ™ siedziaÅ‚ z zaÅ‚ożonymi rÄ™kami, rozumiesz?
– Rozumiem.
– Masz coÅ› poza tym nazwiskiem i adresem?
– Nie.