Wybrał sobie miejsce w najbardziej odległym kšcie piwnicy, wród starych ksišg o botanice...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Wszyscy będziemy sobie potrzebni, i to już niedługo — odparł tonem prze- powiedni Amerykanin...
- — Czy Weyr zbadał w końcu te pędraki? — spytał P’tero, nagle przypominając sobie cel ekspedycji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Odkšd otwarto LeaVey Library, wszyscy studenci uczyli się tam. Biblioteka Doheny’ego - olbrzymia, wspaniała, pięknie odnowiona - służyła studentom i wykładowcom, ale wszyscy prowadzili swoje badania w Internecie.
Co pewien czas czas który trafiał tutaj, szukajšc jakiego mało znanego tekstu. Najczęciej Isaac miał cały poziom dla siebie. Zupełnie
inaczej niż w domu, gdzie dzielił mały jak cela pokój z braćmi, wcišż słyszał hałas ulicy…
- Lubię samotnoć - powiedział.
- Wiem, że lubisz. - Klara odgarnęła z twarzy falę miedzianorudych włosów. Nie miała pięknej twarzy, w żadnym razie. Raczej…
przyjemnš. Czystš. - Moja córka, Amy, chce być lekarkš. Ni mniej, ni więcej, tylko chirurgiem. Jest bystra, ale powtarzam jej: Masz dwanacie lat, jeszcze zdšżysz podjšć decyzję”. Dostaje same pištki, więc może…
- Musi pani być z niej dumna.
181
- Jestem. Z jej brata też. -Nowy rodzaj umiechu. Otwarty, matczyny. Isaac wyobrażał sobie, jak pieci te kołyszšce się… i wtedy je zobaczył, tuż przed sobš, kiedy Klara się pochyliła.
Nadstawiajšc mu usta.
Zrobił pierwszy krok jak za krawęd urwiska. Jej język smakował cy-trynowo, słodkš cytrynš landrynek. Zaplanowała to? Ta myl podnieciła go jeszcze bardziej i miał wrażenie, że zaraz pęknš mu spodnie.
Siadła mu na kolanach, miękka, ciężka, oplatajšc go ramionami. Jego dłonie odszukały jej plecy, piersi, sięgnęły pod sukienkę, dotknęły miękkiego ciała. Gładkie uda, ciepłe i wilgotne od potu uniosły się… pozwalała się piecić, nie zatrzymywała.
Potem złapała go za rękę, przycisnęła jš do jedwabistego materiału. Motyle podskoczyły.
- Och, Isaac, przepraszam - powiedziała, popychajšc go w dół. - Nie możemy.
Próbował się wyrwać, ale mocno przytrzymała jego rękę. Drugš wcisnęła sobie między nogi. Spojrzała mu prosto w oczy.
- To się więcej nie powtórzy.
Niezgrabnym poruszeniem bioder, ze wzrokiem wbitym w sufit, cišgnęła majtki.
33
Pištek, 21 czerwca, 15.49, pokój detektywów, wydział Hollywood
trze nie było dane cieszyć się z końca tygodnia. Siedziała za biur-m i zastanawiała się, dlaczego Isaac nie przyszedł wczoraj ani dzi.
Spytała Barneya Fleischera, czy widział chłopaka.
- W rodę - powiedział. - Wieczorem. Wyszedł około ósmej.
- Był sam?
- Ja tu byłem. Słyszała o Schoelkopfie?
- Nie, co takiego?
- Rozszedł się z żonš, trzeciš. - Barney umiechnšł się łagodnie.
- To jest Los Angeles - powiedziała Petra.
- To zawsze było Los Angeles.
Usiadła z powrotem. Wyczerpało jš spotkanie.
182
Prowadzenie dochodzenia to wielka frajda.
Po zidentyfikowaniu Omara Seldena jako głównego podejrzanego w sprawie Paradiso następnym logicznym krokiem powinno być natychmiastowe rozpoczęcie poszukiwań masowego mordercy. Zamiast tego Petrze kazano nadrobić dokumentację, wyjanić, skšd wzięła Leona jako wiadka, A potem siedzieć cicho i czekać na polecenia specjalnego oddziału wydziału zabójstw.
Wezwanie przyszło w czwartek. Ważne spotkanie jutro o drugiej.
Skończyło się godzinę temu, o trzeciej. Ona, Mac Dilbeck i trzech złotych chłopaków ze ródmiecia spotkali się o drugiej trzydzieci.
Temat zebrania był wypisany na tablicy: Międzywydziałowe sfery oddziaływania.
Trzech detektywów z oddziału specjalnego okazało się wyluzowanymi facetami, nie mogli się nachwalić, jak Hollywood znalazło Seldena. Pe-tra uważała ich pochwały za gówno warte, ale ładnie się umiechała. Skończyło się na tym, że Petra i Mac wyjawili wszystkie fakty, a bystrzaki z oddziału specjalnego wyrecytowały wszystko, co wiedziały o VVO i innych gangach z Westside i Yalley. Przywieli ze sobš pomoce naukowe -stojak, wykresy, słupki. Ostatniš planszš na stojaku było pokryte wielkimi jak kratery porami powiększenie miękkiej, złowrogiej twarzy Omara Seldena.
Widzšc go takim, nie można było myleć o nim inaczej niż jako o Bardzo Złym Facecie. Petra uwiadomiła sobie, że niemal otarła się o to zło, i z trudem powstrzymała dreszcze.
O drugiej pięćdziesišt osiem szef facetów ze ródmiecia przedstawił plan, najwyraniej przygotowany już wczeniej: nowy Oddział
Zwalczania Gangów z San Fernando Yalley miał się zajšć poszukiwaniami Omara Seldena, bo nawet jeli to tylko Selden strzelał, towarzyszyli mu inni członkowie gangu i pojmanie ich wymagało udziału specjalistów. Oddział Specjalny Wydziału Zabójstw brał
na siebie formalnš współpracę” z tamtymi, a potem miał odezwać się do Maca w sprawie następnego spotkania całej ekipy ledczej”.
Nie dzwońcie do nas, my zadzwonimy do was.
Petra chciała porozmawiać o zaginionej Sandrze Leon.
- Nie sšdzi pani, że ona prawdopodobnie nie żyje? - powiedział szef ródmiecia. - Jeli wemiemy Seldena żywcem, może dowiemy się szczegółów. Dlatego takie ważne jest, żeby to zrobić jak należy.
Petra wyszła z sali konferencyjnej bardziej zmęczona, niż gdyby cały dzień jedziła po miecie, szukajšc Omara.
Teraz siedziała przy swoim biurku i mylała o czerwcowych morderstwach, w sprawie Paradiso nie było już się nad czym zastanawiać. Feralna
183
data nieuchronnie się zbliżała, zostało już tylko siedem dni, a ona nie usiadła nad tym z Isaacem nawet na chwilę.
Dała sobie spokój, Paradiso było pilniejsze, można było jej wybaczyć.
Siedem dni; Boże, dopomóż następnej ofierze. Chyba że Isaac się myli.
Jak mógłby się mylić? Rany były niemal identyczne.
Petra poczuła pod obojczykiem znajomy ból. Wyjęła akta dwudziestego ósmego czerwca, przejrzała je jeszcze raz.
Skoncentrowała się na Marcie Doebbler, wywabionej z teatru. Dlatego że poznała Kurta Doebblera, a on był dziwny.