— Wszyscy będziemy sobie potrzebni, i to już niedługo — odparł tonem prze- powiedni Amerykanin...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- Wyobraz to sobie jako spektrum, z pozycja „Kontuzjowany” u jednego konca i pozycja „Unieruchomiony” u drugiego...
- Dorcas wpięła sobie we włosy stokrotkę; kiedy jednak szliśmy wzdłuż kamiennych ścian (ja owinięty szczelnie w mój płaszcz, a tym samym całkowicie...
- Trzecią córką regenta, z którą najtrudniej sobie radził, była panna de Valois; ojciec nie mógł się oprzeć podejrzeniu, że jest ona metresą diuka de...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
* * *
Odrzutowiec wykołował na kopenhaskim lotnisku Kastrup i stanął. W kabi-
nie pasażerskiej Wiktor Raszkin zapalił papierosa i spojrzał spod przymrużonych powiek na swoją towarzyszkę.
— Jaki będzie twój następny ruch, Wiktorze? — spytała. — Czy nasi prze-
ciwnicy nie zaczynają za bardzo pokazywać zębów?
— Nasi przeciwnicy, a zwłaszcza Beaurain, reagują dokładnie tak, jak prze-
widywałem. — Przeniósł wzrok na czubek swego papierosa. — Najważniejsze,
to przetrzymać go z dala od Danii przez kilka najbliższych dni. Nadchodzi spora partia towaru i za wszelką cenę musi bezpiecznie dotrzeć na miejsce.
— Ile tego jest?
— Według wartości ulicznej, coś koło czterdziestu milionów koron szwedz-
kich. No, chyba pora wysiadać, moja droga.
— Dokąd teraz? — spytała Sonia Karnell.
— Teraz dyskretnie odwiedzimy naszego przyjaciela, doktora Horna.
* * *
— Cześć, Jock, tu Max. Mówię z lotniska Kastrup. Nasz przyjaciel wysiadł
tutaj, zamiast lecieć dalej do Sztokholmu.
— Skąd ta pewność? — spytał krótko Henderson.
— Bo jak kto chce lecieć dalej, to czeka w samolocie, a ten samolot właśnie
wystartował. Bo w tej chwili patrzę na Serge’a Litowa. . .
85
* * *
Do hali rezerwacji wszedł wysoki i potężnie zbudowany mężczyzna — mie-
rzył ponad sześć stóp, ale jak wielu ludzi uczulonych na punkcie swego wzrostu, nieco się garbił — i stanął na uboczu ze składanym parasolem w ręku. Na dużej
głowie miał ciemnobrązowy kapelusz, którego rondo przesłaniało mu prawie po-
łowę twarzy. Kiedy zwrócił się do Litowa, uczynił to po angielsku i w taki sposób, jakby nie miał z nim nic wspólnego.
— Gdzie jest ten człowiek, którym mam się zająć, sir?
Miał wyraźnie zarysowane, mięsiste szczęki, liczył sobie około sześćdziesiąt-
ki i był uosobieniem znakomicie prosperującego maklera giełdowego. Litow nie
mógł uwierzyć, że to jest właśnie człowiek, którego przysłano mu do pomocy
w usunięciu wszelkiego niepożądanego towarzystwa.
— Czy my się znamy? — spytał ostrym tonem, zapalając papierosa, by zasło-
nić ruch warg. Ten dureń nie podał hasła. Czy to była jakaś pułapka? Ale przecież Teleskop nie zwalniałby go tylko po to, żeby zaraz wciągnąć w pułapkę.
— Jestem, oczywiście, George Land. Jadąc z Londynu musi pan tak jak ja
znać i doceniać uroki parku St. James o tej porze roku.
Prawie zupełnie nie poruszał ustami, a jednak Litow słyszał wyraźnie każde
słowo. St. James’s Park — to był identyfikator Landa.
— Cały urok parku St. James to jezioro — odparł. Słowo „jezioro” dopełniło
weryfikującego hasła. — Skąd pan wie, że ktoś mnie śledzi? — Ton głosu Landa
przyprawiał o gęsią skórkę, choć Litowa niełatwo było wytrącić z równowagi.
Ideał angielskiego kamerdynera, a za chwilę wyprawi jednego ze swych bliźnich
w podróż bez powrotu.
— Wiem, że ktoś pana śledzi, sir, ponieważ obserwowałem z zewnątrz drzwi
wejściowe. Widziałem ukradkowe spojrzenia, jakie rzucał pan w pewnym kierun-
ku. A ponadto, jeśli wolno mi o tym wspomnieć, sir, widzę teraz na pańskim czole krople potu.
Nieustanne używanie słówka „sir” w niczym nie polepszało sytuacji. Land był
zimny i wyrachowany; jego powściągliwa grzeczność zaczynała działać Litowowi
na nerwy, więc spytał zaczepnym tonem: — Widzi pan tego człowieka w budce
telefonicznej?
— Widzę tego dżentelmena zupełnie wyraźnie, sir.
— Niech go pan usunie, byle na dobre. Natychmiast, jak tylko stąd odejdę.
— Byłoby wskazane, sir, żeby pozostał pan tu do momentu, kiedy znajdę się
tuż przy budce. W ten sposób nie dostrzeże żadnej zmiany w zachowaniu obiektu
swego zainteresowania, czyli pana.
Land lewą dłonią objął na chwilę trzymany luźno w prawej składany parasol.
86