Wszyscy zbrojni jechali teraz stępa...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- Gdyby tego rodzaju wydarzenie zaszło pierwszej nocy, zaraz pomyślałbym o zmarłych mnichach, lecz teraz najgorszego gotów byłem spodziewać się po...
- UZNANIE Skoncentrujmy siÄ™ teraz na znaczeniu uznania i na tym, co ono tak naprawdÄ™ oznacza...
- — Wyczuwacie takÄ… ingerencjÄ™ nawet teraz? — Åšnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- Teraz – majÄ…c Boga, a z Nim Jego nieskoÅ„czone bogactwa – poÅ›piesznie wyrzekaÅ‚am siÄ™ ich...
- Chciałam to teraz powiedzieć Beacie, żeby ją skłonić do przemyślenia kwestii i urwałam, bo przyszło mi na myśl, że może spowoduję tym pierwszy krok na drodze...
- Czy na zewnątrz wiał wiatr tak silny, że szeleściły liście na drzewach? Czy może mój umysł dał się porwać przez wicher i słuchał teraz, jak tłucze się,...
- cio nie ma worka z pieniędzmi? W gronie najbliższych tak nazywała teraz hrabiego, a panowie nie pytali już o niego inaczej, jak: „Czy widziałaś wczoraj...
- i rozmaitych spółek, parę silnych branż, jak górnicy, jeszcze zachowu- je resztki dawnej potęgi, ale zdecydowana większość trzyma się teraz za...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jim skinął na Theolufa, żeby ten zrównał się z nim.
- Jak myślisz - spytał go - kto może atakować Zamek Smythe? To nie jest wszak najzamożniejsza posiadłość w tych stronach.
- Ale ktoś obcy mógłby uważać ją za jedną z łatwiejszych do zdobycia - zauważył zbrojny.
- Rozumiem - stwierdził Jim, nagle zamyślony. - W takim razie atakujących prawdopodobnie jest niewielu. I nie będzie to nikt z sąsiadów. Sir Brian jest w dobrych stosunkach ze wszystkimi; a w każdym razie normańskie prawo zabrania nam walczyć między sobą.
- Prawo jest tylko prawem - sceptycznie odpowiedział Theoluf. - Jednakże myślę, milordzie, że masz rację. To nie będą sąsiedzi. I nie ma w tej okolicy tak dużych zgraj banitów, żeby porwali się na podobną rzecz; a na najazdy Szkotów jesteśmy za daleko na południe. Możliwe, że napastnicy przybyli morzem ł nadeszli od strony wybrzeża, na los szczęścia przeszukując ląd i wyglądając wszystkiego, co mogliby szybko zdobyć i unieść, zanim ta część Anglii powstanie przeciw nim.
Jim skinął głową. Słowa zbrojnego jasno zarysowały najbardziej prawdopodobny obraz. Nie powiedział nic więcej i Theoluf pozwolił swemu koniowi wrócić na bardziej stosowną pozycję, pół długości za Jimem, nadal po lewej jego stronie. Jechali dalej; Jim starał się, jak umiał najlepiej, panować nad zniecierpliwieniem.
Wrócił do zamku, po wizycie u Carolinusa, w południe. Teraz było już wczesne popołudnie. Nagle, całkiem z innej beczki, przypomniało mu się, że nic nie jadł. A także prawie nic nie pił - tylko pół dzbana wina, które zaczynało już wietrzeć mu z głowy. Przez to wino czuł się teraz ospały i przygnębiony - chociaż z konieczności dostosował się już do tego, że ludzie z jego otoczenia mieli zwyczaj tęgo popijać.
Rozmyślania te przypomniały mu o czymś jeszcze. Odwrócił głowę i skinąwszy nią przywołał do siebie Theolufa, by móc z nim porozmawiać nie będąc słyszanym przez jadących za nimi.
- Theolufie - odezwał się szeptem nieco tylko głośniejszym niż stukot kopyt ich koni - czy ludzie coś jedli od świtu?
Zbrojny spojrzał na niego z półuśmiechem.
- Nie ma obawy, milordzie - odpowiedział. - Wojownik uczy się dbać o to, żeby jego brzuch zawsze był pełen, na wypadek nagłej potrzeby takiej jak ta - zawahał się i zerknął badawczo na Jima. - Czy milord coś jadł?
- W rzeczy samej nie - odrzekł Jim - przynajmniej nie od śniadania. Zupełnie o tym zapomniałem.
- Jeśli zajrzy milord do juków przy siodle - powiedział Theoluf- stwierdzi być może, że zostały zaprowiantowane, nim wyruszyliśmy.
Jim sprawdził lewą torbę i odkrył, że istotnie zbrojny miał rację. Było tam kilka grubych kawałków chleba i sera i duża flaszka wina. Był też kubek do wina.
- Czy będziemy w najbliższym czasie przechodzić przez jakiś strumień?
- Jeszcze dwa furlongi i przekroczymy mały strumyk - odpowiedział Theoluf i spojrzał pytająco na Jima.
Prawdę powiedziawszy Jim wolał w tej chwili uniknąć picia czystego wina - mimo dobrze znanego twierdzenia, że włos psa jest dobrym lekarstwem na każdego, nawet najmniejszego kaca. Mniemanie to, rozpowszechnione w tym świecie tak samo, jeśli nie bardziej, jak w jego własnym, świadczyło o długim żywocie ludowych środków.
Chciało mu się pić i z chęcią zadowoliłby się samą wodą, byle tylko czystą. Na szczęście w tej okolicy można było z reguły pić bezpiecznie wodę ze strumieni. Przyszło mu teraz do głowy, że może coś w rodzaju drinka - wino pół na pół z wodą ze strumienia - mogłoby zarówno ugasić pragnienie, jak i pomóc popić chleb z serem. Zwłaszcza że ser był zbyt suchy, aby go przełknąć bez popijania.
Kiedy dotarli do strumienia, posłał oddział przodem i z Theolufem u boku zatrzymał się dość długo, by napić się wina z wodą i zjeść trochę chleba z serem. Mając coś w żołądku spojrzał na świat bardziej optymistycznie, schował resztę jedzenia, flaszkę i kubek i pojechali dalej, doganiając oddział.