Wprowadziłam go do bawialni...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jak stosować zawarty układA naprzód, co się dotyczy tego wszystkiego, co wyżej wspomnianą umowę ma wprowadzić w zastosowanie; umowę zawierającą, jak...
- W Polsce wprowadza siê dopiero, i z oporami, zasady pañstwowej s³u¿by cywilnej, w zwi¹zku z czym zmiany polityczne na szczytach w³adzy czêsto pro- , wadz¹ równie¿ do...
- Wnioski, które na podstawie tych badañ wprowadzono, zmierza³y do przeorganizowania ca³ego systemu szkolnego, do stworzenia szko³y "na miarê dziecka"...
- Pacjent siada w wygodnym fotelu lub kładzie się na kanapce, prosimy go, aby zachowywał się biernie, nie usiłował pomóc w wprowadzaniu go w stan hipnozy, ani się...
- Ta część praktyki ma na celu wprowadzenie umysłu i prany do kanału centralnego...
- wprowadzaniem differential treatment...
- — Wprowadź go...
- George wziął mnie za ramię i poprowadził przez hali do bawialni...
- Jeszcze większą, niż dla fanatyków religijnych, bonanzą stała się Maszyna dla ludzi związanych z przeżywającym ostatnio ciężkie chwile przemysłem...
- - Płaczesz, bo tak ci smutno na mój widok, Cul? Pociągając nosem, uśmiechnęłam się przytulona do jegopiersi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Potem Peggy i ja zajrzałyśmy przez uchylone drzwi. Każdy by tak postąpił. Nie miałyśmy zamiaru szukać usprawiedliwienia we własnych oczach, a zresztą widok, który zobaczyłyśmy, wart byłby wyrzutów sumienia, gdybyśmy były do nich zdolne. Ciotka Oliwia wstała i wyciągnęła rękę.
— Bardzo jestem rada widzieć pana, panie MacPherson — oznajmiÅ‚a oficjalnym tonem.
— To ty, Lisiu! — pan Malcolm w dwóch susach znalazÅ‚ siÄ™ przy niej.
UpuÅ›ciÅ‚ kwiaty, przewróciÅ‚ stoliczek i odepchnÄ…Å‚ pod Å›cianÄ™ sofÄ™. ChwyciÅ‚ ciotkÄ™ OliwiÄ™ w ramiona i — cmok, cmok, cmok! Peggy przysiadÅ‚a na schodku i wpakowaÅ‚a do ust chusteczkÄ™. CiotkÄ™ OliwiÄ™ caÅ‚owaÅ‚ mężczyzna!
Teraz pan Malcolm MacPherson odsunął ją na odległość ramienia i zaczął się jej przyglądać. Widziałam, jak ciotka Oliwia patrzy znad jego ramienia na przewrócony stoliczek i rozrzucone kwiaty. Starannie odprasowane fałdki pogniotły się, koronkowy kołnierzyk przekrzywił. Wyglądała na przerażoną.
— Nic siÄ™ nie zmieniÅ‚aÅ›, Lisiu — powiedziaÅ‚ z zachwytem pan Malcolm MacPherson. — Cudownie jest ciÄ™ znów zobaczyć. A ty, Lisiu, cieszysz siÄ™?
— OczywiÅ›cie — odparÅ‚a ciotka Oliwia.
Wysunęła się z jego ramion i podniosła stoliczek. Potem skierowała się w stronę kwiatów, ale pan Malcolm już je zebrał, pozostawiając na dywanie sporo łodyg i liści.
— ZerwaÅ‚em je dla ciebie nad rzekÄ… — oÅ›wiadczyÅ‚. — Gdzie je mogÄ™ wÅ‚ożyć? O, to siÄ™ nada.
I chwycił stojący na kominku kruchy, ręcznie malowany wazon, wsadził do niego kwiaty i postawił go na stole. Wyraz twarzy ciotki Oliwii sprawił, że zerwałam się, chwyciłam Peggy za rękę i wybiegłyśmy z domu.
— JeÅ›li dalej siÄ™ tak bÄ™dzie zachowywaÅ‚, ciotka Oliwia przerazi siÄ™ na Å›mierć! — wyjÄ…kaÅ‚am. — Ale jest cudowny i nie widzi poza niÄ… Å›wiata. Och, Peggy, czy kiedyÅ› już sÅ‚yszaÅ‚aÅ› takie pocaÅ‚unki? Å»e też trafiÅ‚o na ciotkÄ™ OliwiÄ™!
Bardzo szybko zaprzyjaźniłyśmy się z panem Malcolmem MacPhersonem. Niemal bez przerwy przesiadywał u ciotki Oliwii, a ta nalega byśmy jej nie opuszczały. Chyba obawiała się zostać z nim sam na sam. Gorszyła się dwanaście razy na godzinę, niemniej była z niego bardzo dumna i lubiła, żeby jej nim dokuczać. Cieszyło ją, że się ni zachwycamy.
— Choć trzeba powiedzieć, że bardzo siÄ™ zmieniÅ‚ — mówiÅ‚a. — Jest teraz taki wielki. I nie podoba mi siÄ™ ta broda, ale nie Å›miem go prosić, by jÄ… zgoliÅ‚. MógÅ‚by siÄ™ poczuć dotkniÄ™ty. KupiÅ‚ tÄ™ starÄ… farmÄ™ Lynde’ów w Avonlea i chce, żebyÅ›my siÄ™ za miesiÄ…c pobrali. Ale to za szybko. ByÅ‚oby to… byÅ‚oby to nieprzystojne.
Obie z Peggy bardzo polubiłyśmy pana Malcolma MacPhersona. Tak samo ojciec. Cieszyliśmy się, że uważa ciotkę Oliwię za ósmy cud świata. Biło od niego szczęście, czego nie dało się niestety powiedzieć o ciotce Oliwii, choć manifestowała dumę i zadowolenie. I mimo że sytuacja zakrawała na komedię, obie z Peggy wyczuwałyśmy, że czai się tu tragedia.
Pana Malcolma MacPhersona nigdy nie udaÅ‚oby siÄ™ wytresować tak, by respektowaÅ‚ staropanieÅ„skie przyzwyczajenia ciotki Oliwii, i nawet ona musiaÅ‚a zdawać sobie z tego sprawÄ™. Nigdy nie wycieraÅ‚ butów wchodzÄ…c do domu, choć ciotka przed wszystkimi drzwiami ustawiÅ‚a ostentacyjnie nowe skrobaczki. W domu stale coÅ› przewracaÅ‚. PaliÅ‚ w bawialni cygara i na podÅ‚ogÄ™ sypaÅ‚ siÄ™ popiół. Co dzieÅ„ przynosiÅ‚ kwiaty i upychaÅ‚ je w pierwszy lepszy wazon, jaki znajdowaÅ‚ siÄ™ pod rÄ™kÄ…. SiadaÅ‚ na poduszkach i szydeÅ‚kowe narzutki zwijaÅ‚y siÄ™ w kÅ‚Ä™bek. OpieraÅ‚ nogi o poprzeczkÄ™ jej krzesÅ‚a. I wszystko to robiÅ‚ najnaturalniej w Å›wiecie, jakby zupeÅ‚nie nie zdawaÅ‚ sobie sprawy z niestosownoÅ›ci swego zachowania. I nie zauważaÅ‚ zdenerwowania ciotki Oliwii. Obie z Peggy zaÅ›miewaÅ‚yÅ›my siÄ™ w owych dniach niemal do Å‚ez. Jakże Å›mieszna byÅ‚a ciotka Oliwia, kiedy niespokojnie krążyÅ‚a po domu, podnoszÄ…c Å‚odygi kwiatów, prostujÄ…c narzutki, ustawiajÄ…c sprzÄ™ty. KiedyÅ› wzięła nawet szczotkÄ™ i Å›mietniczkÄ™ i zamiotÅ‚a spod jego nóg popiół. — Lisiu, daj spokój — zawoÅ‚aÅ‚. — Mnie nic nie przeszkadza ta odrobina Å›mieci.