Wieloryb się wzruszył...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Gdy misjonarze, wielorybnicy, plantatorzy trzciny cukrowej i inni intruzi coraz bardziej wnikali na Wyspy Hawajskie (nie napotykając na opór ze strony...
- Wypisawszy na swych sztandarach hasła antypaństwochodowe, wołając, że lepiej zginąć niż iść na wcielenie w głąb łydy czy brzucha wieloraba, by styrać się...
- Gnom zastanowił się nad tym przez chwilę, po czym wzruszył po prostu ramionami...
- podrabia
- Gdy Helikopter podszedł do drzwi Michela i zapukał, Hans zerknął znad studzienki...
- Rozdział 11 ZAKOŃCZENIE Żyjemy w zadziwiającym świecie...
- xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxc
- nie mogła się uporać pożałowania godna służba sanitarna...
- - Może ja zdołam pomóc - oświadczył po angielsku...
- mek
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Nie możemy go zapomnieć - powiedział. - I nie powinniśmy byli jeść jego warzyw.
- Dlaczego? - rzuciła obojętnie Zora, patrząc na morze.
Wieloryb szybko przeżuł ostatni listek sałaty. Ilekroć Zora mówiła coś obojętnym tonem głosu, zawsze czuł się jak rażony piorunem.
- Jak chcecie to naprawić? - spytała Chmurka.
Postanowili upamiętnić George'a, poświęcając mu kawałek łąki. Ale nie warzywniak, gdzie i tak miały zakaz wstępu. U stóp wzgórza znaleźli miejsce, gdzie rosły ich ulubione zioła, i zdecydowali, że od tej chwili nie może się tam paść żadna owca. Nazwali to miejsce Miejscem George'a. I nagle im ulżyło.
Panna Maple obserwowała ich z daleka. Wspominała, jak stary George czytał im bajki;
uświadomiła też sobie, że ostatnimi czasy przychodził na łąkę coraz rzadziej i rzadziej. Czasem nie przychodził wcale, tylko szybko przejeżdżał obok tym cuchnącym samochodem. Z przedniego siedzenia wyskakiwała Tess i wypędzała ich na pasionek, a wieczorem ona i George wracali, żeby przeliczyć stado. Ale nie było ich przez cały dzień. Początkowo George próbował nauczyć Tess, jak zaganiać ich i spędzać podczas jego nieobecności, ale Tess była przekonana, że jej głównym zadaniem jest spędzanie i zaganianie George'a. Owce zaganiała tylko w ramach przysługi dla swego pana.
Tess. No właśnie. Uciekła? Jeśli tak, George'a musiało zabić coś bardzo strasznego. Tess była wierna jak owcza matka. Zrobiłaby dla niego wszystko. Ale George umarł, a ona zniknęła.
Poruszając się niezwykle szybko i gwałtownie, Wieloryb odbiegł od grupy podziwiającej
Miejsce George'a, ponieważ nabrał ochoty na rosnące tam zioła. Potruchtał w stronę panny Maple.
Ale drogę zaszedł mu Sir Ritchfield. Panna Maple nie wiedziała, skąd się tam nagle wziął. Sir Ritchfield łypnął na niego spode łba i młody baran szybko skręcił, ale nie w kierunku Miejsca, tylko w kierunku urwiska. Tam przystanął i w zamyśleniu spojrzał w dół, na plażę. - Młodych trzeba uczyć szacunku - mruknął Sir Ritchfield. - Inaczej skończą jak Melmoth Wędrowiec.
Panna Maple nie odpowiedziała. Żadna inna owca nie była mniej podobna do Melmotha niż
Biały Wieloryb.
Entuzjazm dla Miejsca George'a powoli osłabł. Owce zajęły się tym co zwykle, czyli
popasaniem i tylko panna Maple wciąż patrzyła na plażę. Dobrze, że się uspokoiły. Kiedy napełnią żołądki trawą, kiedy opadną emocje, ponownie ogarnie je ciekawość i wrócą do sprawy
morderstwa. Oczywiście będą robiły sobie przerwy na jedzenie, będą się jedzeniem pocieszały, ale na pewno sobie nie odpuszczą. Dobrze je wszystkie znała; na jej oczach dorastały młode, ona też dorastała u boku starszych. Kiedy była jeszcze małym jagniątkiem, całe stado przejmowało się i fascynowało eskapadami Sir Ritchfielda i jego brata bliźniaka Melmotha Wędrowca. Od chwili kiedy Sir Ritchfield po raz ostatni wspominał o bracie, upłynęło tak dużo czasu, że chyba o nim zapomniał. Panna Maple poczuła się nieswojo. Powietrze było doskonałe: od morza wiał chłodny wiatr, łąka pachniała świeżo i aromatycznie. Mimo to doszedł ją nagle zapach śmierci, śmierci nowej i starej, niemal już zapomnianej. Maple zaczęła się paść.
Po południu znowu odwiedzili ich ludzie. Od strony wioski nadeszli pulchna kobieta i ubrany na czarno mężczyzna. Mężczyzna miał uderzająco długi nos i sztywny kołnierzyk wokół szyi. Kobieta też była ubrana na czarno, miała za to ogniście rude włosy, niebieskie oczy i różowe policzki, dlatego owce uznały, że wygląda bardzo kolorowo. Pachniała jabłkami. Zapach był tak ładny, że tym razem ich rozmowie przysłuchiwało się aż pięciu obserwatorów: panna Maple, Otello,
Wrzosowata, młoda owieczka imieniem Maisie i Biały Wieloryb.
Ludzie przystanęli przed dolmenem.
-To tutaj? - spytała kobieta.
Mężczyzna kiwnął głową.
Kobieta wbiła wzrok w ziemię. Deszcz zmył wszystkie ślady, więc patrzyła nie tam, gdzie
trzeba.
-To straszne - powiedziała cicho. - Kto to zrobił? To znaczy, kto mógł coś takiego zrobić? Owce nadstawiły uszu. Może wysoki, ubrany na czarno mężczyzna znał odpowiedź na dręczące je
pytanie. Ale mężczyzna milczał.
- Nie zawsze było mi z nim łatwo - dodała kobieta.
- Nikomu nie było łatwo - odparł długonosy. - Był zagubioną duszą, zbłąkaną owieczką, ale Pan w swej nieskończonej dobroci zabrał go do domu.
Zaskoczone owce wymieniły spojrzenia. Chmurka zameczała.
- Szkoda, że nie znałam go lepiej - mówiła dalej kobieta. - Ostatnio był taki obcy. Myślałam, że przybyło mu lat, że zaczyna się starzeć. Często gdzieś wyjeżdżał, zakazał mi otwierać listy. - I... -
Stanęła na palcach, żeby szepnąć mu coś do ucha, ale owce usłyszały ją i tak. - I odkryłam, że potajemnie czytał powieści, romanse, takie o miłości. - Zaczerwieniła się. Z czerwonymi
policzkami było jej do twarzy.
Mężczyzna spojrzał na nią z zainteresowaniem.
- Naprawdę? - spytał.