Wypisawszy na swych sztandarach hasła antypaństwochodowe, wołając, że lepiej zginąć niż iść na wcielenie w głąb łydy czy brzucha wieloraba, by styrać się...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Sytuacje przeciwnie zrnicowane polegaj na tym, e jednostka jest za jedn ze swych cech akceptowana przez jedn osob, a za inn cech odrzucana przez drug...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- Mahskevic nie podniósł nawet wzroku znad swych korzennych roślin, choć przerwał wyrywanie chwastów na dość długo, by zastanowić się nad tą propozycją...
- W końcu mężczyzna zaczął przekazywać nowe informacje - powtarzając przemowę, którą Tremane rzekomo wygłosił do swych oddziałów, wymierzoną...
- Ossendowskiego, Roericha, a szczególnie The Coming Race Bulwera Lyttona, z której niewątpliwiezaczerpnął wiele faktów na użytek swych opowieści,...
- aby zaniechali usprawiedliwiania przed sobą różnych swych zachowań, przyjęli odpowiedzialność za własne czyny i przeżyli poczucie winy...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- - Myślę - powiedział, z uwagą dobierając słowa – że zamiast wydawać pieniądze na obce wojska, lepiej zrobiłbyś odtwarzając milicję wieśniaków,...
- usiądzie i rąk na brzuchu z kręconymi palcami, jak mój świętej pamięci dziad, kiedy się jede- naście stodół w Sławucie naraz paliło, nie założy...
- 7 poladkw, a osabiaj - w rejonie brzucha, ramion i karku), a spada ze wzrostem'testosteronu (ktry wpywa odwrotnie na wzorce odkadania tuszczu, co...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Głos stronnictwa „trzeciej drogi” nie został w nastałym chaosie dosłyszany. Byli to tak zwani ewentualiści. Domagali się przemiany genitaliów w ewentualia, niezdolne normalnie do płodzenia, a zdobywające tę umiejętność jedynie, gdy naczelny dyspozytor płciowy wyłączy impotencjator na pulcie centralnej spółkownicy globu — w razie ewentualnej potrzeby. Strata była niewielka, jako że projekt i tak by się nie przyjął.
Wojna, a właściwie szereg lokalnych, lecz gwałtownych utarczek, trwała krótko. Mając na oku dobro powszechne i poczuwając się do odpowiedzialności za przyszły los Siemi, państwochodyści użyli przeciw irredencie zmasowanych gazów uszlachetniających. Główna kwatera powstańcza została wzięta bez przelewu krwi dzięki zasypaniu z powietrza naręczami róż i fiołków o wiadomym działaniu — widok jej bombardowania miał być podług naocznych świadków po prostu cudny. Gdy już wszczęto przygotowania do fuzji, rozgorzał nowy konflikt, tym razem w środowisku samych genżynierów. Rzucono mianowicie wniosek przewidujący reorganizacje biur projektowych od podstaw. Miały powstać dwa ich oddzielne zespoły. Jeden stanowiłaby Administracja Aglomeracji Męskiej (kryptonim ADAM), drugi zaś — Erotycznie Wyspecjalizowani Autorzy (kryptonim EWA). Co się tyczy surowca, to biura podzieliłyby się ludnością Siemi po połowie. Żadne inne wyjście — głosił wniosek — nie ustrzeże państwochodu przed popadnięciem w brzydki nałóg, uwłaczający sztandarom. Gdy natomiast ADAM zawrze z EWA pakt nieagresji i przyjaźni, po czym oba mocarstwa będą pogłębiały współpracę na bazie wzajemnej równowagi i niewtrącania się w intymne sprawy drugiego, dojdzie z czasem do kontaktów bezpośrednich, których ożywczy wpływ, nadzwyczaj korzystny dla obu wysokich stron, wniknie we wszystkie ich zakątki. Dzięki temu szarzy obywatele, w toku codziennych zajęć handlowych, policyjnych i administracyjnych, będą partycypować w tych wysoce atrakcyjnych stosunkach, dzięki harmonijnej współpracy właściwych organów mocarstwowych. Plan ów niezwłocznie zaatakowały kościoły, widząc w nim niebezpieczeństwo, jakkolwiek pośrednie, dla celibatu kapłańskiego, jeśli już nie wspomnieć o tym, że nie będzie żadnego duchownego, który mógłby zalegalizować ów związek. „Żadne pakty, porozumienia ministerstw i innych organów nie mają nic do rzeczy — głosiło oświadczenie rady kościołów — gdyż w świetle prawa kanonicznego ratyfikacja umów międzypaństwowych nie jest sakramentem małżeńskim, toteż we wniosku chodzi o stręczenie państw do rozpusty, czemu się kategorycznie przeciwstawiamy”. Nie ten wszakże głos przeważył szalę, lecz inna refleksja. Idąc na powtórkę Genesis, zaczęłoby się wszystko jeszcze raz od Adama i Ewy, po czym najwyżej za parę tysięcy lat znów przyszłoby do potwornego ścisku, wywołanego przeludnieniem Siemi — tym razem masą państwochodów. Po następnym cyklu dziejowym wypadnie tedy dokonać kolejnej fuzji, co pachnie już obłędem cywilizacyjnym, boż w tej perspektywie każdy państwochód przyszłej epoki sam składałby się z komórek — państw. Od takich widoków zadrżeli sami wnioskodawcy i wycofali wniosek.
Na marginesie sporu o płeć przyszłego państwa wysunął pewien myśliciel osobliwą hipotezę kosmogoniczną. Wywołana przeludnieniem produkcja państwochodów z obywateli — twierdził — i to właśnie podług projektów dwu — płciowych, jest niechybnie stałą kosmiczną. Wskazuje na to sama istota Wszechświata, zbudowanego z cząstek dodatnich i ujemnych, z materii, której odpowiada antymateria, i tak dalej. Mocarstwa powstają więc jako samce i samice, rozmnażają się, a potomstwo ich tworzy następne federacje państwowe. Proces ów trwa nieustannie, ogarniając stopniowo całe Universum, tak iż na pytanie, z czego właściwie składa się materia — wypada odrzec: z czystego substratu państwowości skomprymowanej wielowiekową mikrominiaturyzacją państw tkwiących w państwach. Jakkolwiek, malejąc, zatracają one swe dawne cechy, można rozpoznać ich płeć, jak się powiedziało wyżej, a co do dalszego uszczegółowienia rzeczy, winni się nim zająć fizycy. Może warto dodać, że ów myśliciel był znakomitym prawnikiem i jurystą cywilistą. Koncepcja jego nie jest aż tak dziwaczna, jak się wydaje. Mówiąc, że atomy składają się z państw, a państwa z atomów, chciał pewno rzec, iż materia, istniejąc zarówno de iure, jak de facto, jest w pełni legalna, że stanowi zarówno terminus a quo, jak i ad quem, czyli ona i prawo to właściwie jedno i to samo, a zatem pytanie, co było pierwej, prawo czy świat, jest bezprzedmiotowe, o ile rozumiecie, o co nam idzie. Była to zresztą dywagacja, a wspomnieliśmy o tej hipotezie, bo stanowiła ostatni wykwit nie skonfederowanej myśli siemiańskiej.
Stanęło, jak wiecie, na jednym organizmie państwowym i po zamknięciu prac ustawodawczych rozpoczęły się w fazie następnej roboty ciałodawcze. O przydziałach do tkanek decydowały losowania, boż każdy by się pchał do organów szczególnie atrakcyjnych, puszczając w ruch wszelkie możliwe chody i protekcje. Co jakiś czas wybuchały afery korupcyjne. Wykrycie jednej z większych, podniebiennej, pociągnęło za sobą przymusowe zesłania winnych w okolicę podpacierzową, gdzie brakowało chętnych osiedlenia i mnóstwo etatów wakowało. Ciągłe zamieszki utrudniały postęp prac państwotwórczych — ten ciągnął do ducha, ten do brzucha, i gdyby się pofolgowało sobkostwu, zamiast zdolnego do życia państwochodu powstałaby olbrzymia głowa z gębą od ucha do ucha na pękatym kałdunie. Wreszcie jednak przyszło do uroczystej chwili przecięcia wstęgi opasującej nasze mocarstwo. Przecięliśmy ją sobie sami, boż nikogo poza nami nie było już na Siemi, i podnieśliśmy się z okalających rusztowań na całą wysokość, w kształcie, w jakim nas tu widzicie. Nie mogąc oprowadzić was jako drogich gości po całym państwie, uczynimy to pokrótce chociaż słowem.