Gnom zastanowił się nad tym przez chwilę, po czym wzruszył po prostu ramionami...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, e (z tyme trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni, lecz w celu ochrony praw zagroonych przez inne instytucje spoeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektw spoecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Istotnie. Cóż, zobaczmy, co pokaże nam kryształowa kula. Drogę twego pościgu, mamy nadzieję, a także być może, to, czy Le’lorinel wygra, czy też poniesie klęskę. – Podreptał w kierunku środka komnaty, kołysząc się jak kaczka, po czym udał się do kryształowej kuli.
– Tylko drogę, nic więcej – sprostował Le’lorinel. E’kressa zatrzymał się gwałtownie i obrócił powoli, by przyjrzeć się tej zagadkowej istocie.
– Większość pragnęłaby poznać rezultat – powiedział.
– A jednak wiem, podobnie jak i ty, że żaden rezultat nie jest postanowiony – odparł Le’lorinel.
– Jest prawdopodobieństwo...
– I nic ponad to. I cóż mam uczynić, o wielki wieszczu, jeśli powiesz mi, że wygram spotkanie z Drizztem Do’Urdenem, że zarżnę go, na co zasługuje, i wytrę skrwawiony miecz w jego białe włosy?
– Radość? – zapytał sarkastycznie E’kressa.
– A cóż mam uczynić, o wielki wieszczu, jeśli powiesz mi, że przegram tę walkę? – ciągnął Le’lorinel. – Porzucić to, czego porzucić nie mogę? Opuścić mój lud i cierpieć, gdy drow będzie żył?
– Niektórzy uważają go za dość porządnego gościa.
– Iluzje ogłupiają niektórych, czyż nie? – stwierdził Le’lorinel. E’kressa zaczął odpowiadać, lecz jedynie westchnął, wzruszył ramionami i dalej toczył się ku kryształowej kuli.
– Opowiedz mi swoje myśli o drodze, jaka cię czeka – polecił.
– Dodatkowa zapłata zapewnia poufność? – spytał Le’lorinel. E’kressa popatrzył na elfa tak, jakby to pytanie było strasznie głupie.
– Dlaczego miałbym poinformować tego całego Drizzta, gdybym go kiedykolwiek spotkał? – zapytał. – I dlaczego miałbym go kiedykolwiek spotkać, skoro jest na drugim krańcu świata?
– A więc już go wyśledziłeś?
E’kressa podchwycił wskazówkę, jaką była ekscytacja w głosie elfa i ten pełen niepokoju wysoki ton sprawił, że wyprostował ramiona oraz wypiął dumnie pierś.
– Być może tak jest – rzekł. – Być może tak jest. Le’lorinel odpowiedział pełnym determinacji krokiem, podchodząc do kryształowej kuli naprzeciwko gnoma.
– Znajdź go.
E’kressa zaczął czarować. Jego małe ręce wykonywały wysokie kręgi ponad głową, podczas gdy z ust wydobywały się dziwne słowa w języku, którego Le’lorinel nie znał i głosem, który zupełnie nie wydawał mu się znajomy.
Szare oczy otworzyły się. E’kressa pochylił się z uwagą do przodu.
– Drizzt Do’Urden – powiedział cicho, lecz stanowczo. – Zgubiony drow, bowiem może być tylko jeden rezultat takich starannych i ostrożnych planów.
– Drizzt Do’Urden – powtórzył gnom, imię to spływało z jego ust równie rytmicznie i miało w sobie tyle samo magii, co tajemne słowa czaru. – Widzę... widzę... widzę...
E’kressa przerwał, powiedział „Hmm”, po czym wyprostował się.
– Widzę zniekształconą twarz nadmiernie podekscytowanego, łysego i groteskowo zamaskowanego elfa – wyjaśnił, wychylając się, by wyjrzeć zza kuli w powiększone oczy Le’lorinela. – Mógłbyś się trochę cofnąć?
Le’lorinel opuścił ramiona i wydał z siebie głębokie westchnienie, lecz zrobił, o co go proszono.
E’kressa potarł o siebie małymi pucołowatymi dłońmi i wymamrotał dalszy ciąg czaru, po czym pochylił się z powrotem.
– Widzę – powiedział znów. – Wicher wieje i zalega głęboki, głęboki śnieg. Słyszę wicher... tak, tak, słyszę w mych uszach wicher srogi oraz biegnące jeleni nogi.
– Jeleni nogi?
E’kressa wyprostował się i zmierzył elfa wzrokiem.
– Jeleni nogi? – powtórzył Le’lorinel. – Rymuje się ze „srogi”, prawda?
– Jesteś kłopotliwy.
– A ty dość denerwujący – odparł elf. – Dlaczego musisz mówić wierszem, gdy tylko wpadasz w wieszczenie? To jakaś zasada czy co?
– Wybór! – odpowiedział zdenerwowany gnom, znów tupiąc swym twardym butem w dywan.
– Nie jestem chłopem, na którym mógłbyś zrobić wrażenie – wyjaśnił Le’lorinel. – Oszczędź sobie kłopotów oraz głupich słów, bowiem nie dostaniesz żadnych dodatkowych monet za atmosferę, ani słyszalną, ani widzialną.
E’kressa wymamrotał pod nosem kilka przekleństw i pochylił się z powrotem.
– Jeleni nogi – powtórzył Le’lorinel, parskając.
– Zakpij sobie ze mnie jeszcze raz, a poślę cię, żebyś polował na Drizzta w samej Otchłani – ostrzegł gnom.