W Londynie napisałem sprawozdanie, którego nie warto tu przytaczać...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- zabiegał u Kazimierza, aby po zgonie wspólnego bratanka Leszka, którego kilkuletnia choroba wróżyła bliską śmierć, jego następcą na stolicy Mazowsza...
- I tak, zaczynając od góry wykresu, efekt przedstawiał się następująco: połączenie cech stałości i ekstrawersji dawało (co oczywiste!) osobnika, którego...
- dziejowe" odbywaj si z tak konsekwencj, e staj si niedostrzegalnymi,niwecz sam zmys, za pomoc ktrego mogyby by ujte...
- Han pos³u¿y³ siê pok³adowym syntetyzatorem ¿ywnoci So- ko³a, by przyrz¹dziæ posi³ek, w którego sk³ad wchodzi³o...
- - Przyjcie ktregokolwiek z tych dwu uj pozwala nam wyjani, dla 2 ' czego prawdziwe s nastpujce dwa...
- kępą krzaków, byli na wysokości tego drzewa, na którego pniu Chris zostawił ślady butów...
- Zygmunt Krasiński-Nieboska Komedia Geneza Zygmunt Krasiński napisał dramat „Nie-boska komedia” w 1833 roku, wydał zaś anonimowo w 1835 r...
- stowarzyszenia do ktrego nale, podobnie jak nie znaj jej prawdziwej organizacji oraz tego kim s jejkierownicy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
W piątek poszedłem przywitać się z don Alejandrem i wręczyć mu ów tekst. Towarzyszył mi Fernández Irala. Zmierzchało i do wnętrza domu napływał wiatr z pampy. Na wprost frontonu domu, od strony ulicy Alsina, stał wóz zaprzężony w trzy konie. Dotąd widzę ludzi zgiętych pod ciężarem pak, które składali na ostatnim patio. Komenderował nimi władczo Twirl. Jakby coś przeczuwając, znaleźli się tam również Nora Erfjord, Nierenstein, Cruz i Donald Wren oraz jeden czy dwóch kongresmanów. Nora uściskała mnie i ucałowała, a ten uścisk i ten pocałunek przywiodły mi na myśl inne. Dobrotliwy i wesoły Murzyn pocałował mnie w rękę.
W jednym z pokoi otwarta była kwadratowa klapa w podłodze prowadząca do sutereny, ceglane stopnie ginęły w mroku.
Nagle usłyszeliśmy kroki. Zanim go ujrzałem, wiedziałem, że to don Alejandro. Nie wszedł, ale raczej wbiegł. Miał zmieniony głos. Nie był to głos ani zrównoważonego dżentelmena, przewodniczącego naszym sobotnim zebraniom, ani głos feudała, właściciela majątku, który zmusza swych gauczów do przerwania bitki na noże i czytuje im Pismo Święte, bardziej jednak przypominał ten ostatni.
Nie patrząc na nikogo, rozkazał:
- Proszę wynieść to wszystko, co zostało złożone na dole. W suterenie nie może zostać ani jedna książka.
Wykonanie zadania trwało niemal godzinę. Na klepisku ostatniego patia ułożyliśmy bardzo wysoki stos. Chodziliśmy tam i na powrót, jedynym, który się nie poruszył, był don Alejandro.
Po czym padł rozkaz:
- A teraz proszę to podpalić.
Twirl był bardzo blady. Nierenstein wybełkotał:
- Kongres Świata nie może się obejść bez tych drogocennych naukowych pomocy, które tak troskliwie wybierałem.
- Kongres Świata? - powiedział don Alejandro. Roześmiał się gorzko, a nigdy przedtem nie słyszałem, żeby się śmiał.
W niszczeniu tkwi jakaś tajemnicza rozkosz; płomienie rozbłysły hucząc, ludzie zaś przytulili się do murów lub schronili po pokojach. Noc, popiół i zapach spalenizny pozostały na patio. Przypominam sobie jakieś zabłąkane kartki; ocalone - teraz bieliły się na ziemi. Nora Erfjord, która kochała don Alejandra miłością, jaką młode kobiety darzą starych mężczyzn, powiedziała, nie wiedząc właściwie, co mówi:
- Don Alejandro wie, co robi.
Irala, wierny literaturze, wypowiedział zdanie:
- Co ileś wieków biblioteka aleksandryjska musi spłonąć.
Potem doszło do nas niespodziewane oświadczenie:
- Cztery lata czekałem na zrozumienie tego, co wam w tej chwili mówię. Przedsięwzięcie, które podjęliśmy, jest tak ogromne, że obejmuje - teraz już to wiem - cały świat. To nie jest sprawa dla kilku agitatorów, którzy sami siebie otumaniają, w szopach jakiejś, hen daleko zagubionej estancji. Kongres Świata rozpoczął się w pierwszym momencie istnienia świata i będzie trwał, gdy my staniemy się już prochem. Nie ma takiego miejsca, którego by nie obejmował. Kongres to książki, któreśmy spalili. Kongres to Kaledończycy, którzy rozbili legiony Cezarów. Kongres to Hiob na swym gnoju i Chrystus na Krzyżu. Kongres to ten nic niewart chłopak, który trwoni mój majątek z ladacznicami.
Nie mogłem się powstrzymać i wykrzyknąłem:
- Don Alejandro, ja też jestem winny. Miałem już skończone sprawozdanie, które panu przywiozłem, ale nadal w Anglii wydawałem pańskie pieniądze przez miłość do kobiety.
Don Alejandro mówił dalej:
- Podejrzewałem to, Ferri. Kongres to moje byki. Kongres to byki, które sprzedałem, i mile ziemi, która nie należy już do mnie.
Rozległ się przerażony głos: był to głos Twirla.
- Nie powie nam pan chyba, że sprzedał pan Kaledonię?
Don Alejandro odpowiedział niespiesznie:
- Tak, sprzedałem ją. Nie pozostała mi ani jedna piędź ziemi, ale nie boli mnie moja ruina, bo teraz rozumiem. Może się więcej nie zobaczymy, lecz Kongres już nas nie potrzebuje, tej zaś ostatniej nocy wyjdziemy razem, by popatrzeć na Kongres.
Był pijany zwycięstwem. Jego pewność i wiara porwały nas. Nikt ani przez sekundę nie pomyślał, że zwariował.
Na placu wsiedliśmy do dorożki. Usiadłem na koźle obok woźnicy, a don Alejandro rozkazał:
- Objedziemy miasto, maestro. Niech pan nas wiezie, dokąd ma pan ochotę.
Murzyn na stopniach nie przestawał się uśmiechać. Nigdy się nie dowiem, czy cokolwiek zrozumiał.