W końcu udało nam się zejść dzięki linie zaimprowizowanej z paska od worka...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Czy Weyr zbadaÅ‚ w koÅ„cu te pÄ™draki? — spytaÅ‚ P’tero, nagle przypominajÄ…c sobie cel ekspedycji...
- do gruzów, zostawionych na drugim końcu miasta, w tamtej sali, oglądając zwisające wy- świecone sznury, ale można przypuszczać, że czuł się już wtedy...
- W końcu wybuchnął jak francuska bomba wodorowa, dwadzieścia pięć kilometrów nad Sidi Ben Hassid, oślepiając wszystkich, którzy na niego patrzyli...
- W pierwszej chwili rozmyÅ›laÅ‚a sennie, że może w koÅ„cu rozkwitajÄ… baÅ›niowe fajerwerki miÅ‚oÅ›ci, żeby rozÅ›wietlić jej życie – ale to zbyt...
- W końcu mężczyzna zaczął przekazywać nowe informacje - powtarzając przemowę, którą Tremane rzekomo wygłosił do swych oddziałów, wymierzoną...
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- – Hej! żeby siÄ™ to tak udaÅ‚o tÄ™ wyspÄ™ i ten zamek ubiec! – Spojrzyj jeno na tych ludzi – odrzekÅ‚ Maćko...
- - Pewnie oczekiwaliśmy zbyt wiele po tej rozmowie, a każdy z nas czegoś innego - wykrztusił w końcu Torin...
- - Nie tylko Mike został tej nocy porznięty jak świąteczny indyk - powiedział w końcu Eddie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Denna zaparła się i schwyciła jeden koniec, ja ostrożnie opuściłem się na ziemię. Oczywiście worek pękł, wszystko się wysypało, niemniej większych szkód – poza zielonymi plamami od trawy na spodniach – nie było.
Potem Denna zawisła na palcach, a ja schwyciłem ją za nogi i ostrożnie postawiłem na ziemi. Choć byłem strasznie posiniaczony, okazja przelotnego choćby potrzymania jej w ramionach znacznie poprawiła mi nastrój.
Pozbierałem swoje rzeczy i zasiadłem z igłą i nitką, żeby zaszyć worek. Po chwili Denna powróciła z krótkiej wyprawy między drzewa, po drodze podnosząc z ziemi koc, który zeszłej nocy został na dole. W kocu było kilka wielkich dziur zostawionych przez pazury wędrującego draccusa.
– Widziałaś kiedyś coś takiego? – zapytałem, wyciągając w jej stronę obciążoną dłoń.
Uniosła brew.
– Ile razy jeszcze usłyszę te słowa?
Uśmiechając się, podałem jej kawałek czarnego żelaza, które otrzymałem od druciarza w zamian za konia.
– To kamień magnetyczny? – zapytała.
– Nie mogę się nie dziwić, że od razu zgadłaś.
– Znałam człowieka, który używał go jako przycisk do papieru. – Westchnęła rozgoryczona. – Bez przerwy musiałam wysłuchiwać, ile jest wart i jaki jest rzadki, i jak to on zrobił sobie z niego właśnie przycisk do papieru. – Parsknęła. – To był kompletny głupiec. Masz jakieś żelazo?
– Sama sobie poszukaj. – Wskazałem gestem mój rozrzucony dobytek. – Musi tu coś być.
Denna usiadła na jednym z powalonych szarych kamieni, zaczęła się bawić magnesem i kawałkiem pękniętej żelaznej sprzączki. Ja zreperowałem worek, potem przyszyłem pasek, mocno, żeby drugi raz się nie oderwał.
Dennę tymczasem pochłonął bez reszty cud kamienia magnetycznego.
– Jak to działa? – zapytała w pewnej chwili, odsuwając sprzączkę i puszczając ją. – Skąd się bierze siła przyciągania?
– To jest rodzaj siły galwanicznej – wyjaśniłem, ale zawahałem się i po chwili dodałem: – Tak naprawdę nie mam pojęcia.
– Czy przypadkiem nie jest tak, że przyciąga tylko żelazo, ponieważ sam jest z żelaza? – zastanawiała się na głos, próbując bezskutecznie osiągnąć ten sam efekt ze swoim srebrnym pierścionkiem. – Może gdyby ktoś znalazł magnes zrobiony z brązu, przyciągałby tylko brąz?
– Może oddziaływałby na miedź i cynk – dopowiedziałem. – Ponieważ brąz jest stopem tych dwóch metali. – Przewróciłem worek na właściwą stronę i zacząłem się pakować.
Denna oddała mi kamień magnetyczny i podeszła do resztek naszego paleniska.
– Zanim odszedł, zjadł całe drewno – oznajmiła.
Poszedłem się rozejrzeć. Ziemia wokół naszego ogniska wyglądała, jakby stratował ją cały legion jazdy. Czubkiem buta rozgrzebałem spory kawał przemoczonej darni. Zobaczyłem coś i pochyliłem się, żeby to podnieść.
– Popatrz na to.
Denna podeszła bliżej, pokazałem jej, co znalazłem. To była jedna z łusek draccusa – gładka i czarna, w kształcie łzy, wielkości mniej więcej mojej dłoni. W środku miała ćwierć cala grubości, na brzegach znacznie mniej.
Podałem łuskę Dennie.
– To dla ciebie, moja pani. Na pamiątkę.
Zważyła podarek w dłoni.
– Jest ciężka – powiedziała. – Poszukam takiej samej dla ciebie... – Pochyliła się i wbiła wzrok w ziemię wśród resztek naszego ogniska. – Myślę, że razem z drewnem zjadł też trochę kamieni. Wieczorem naznosiłam ich znacznie więcej.
– Jaszczurki tak mają – wyjaśniłem. – Kamienie w żołądku pomagają im trawić pożywienie. Miażdżą nieprzeżutą strawę.
Denna przyjrzała mi się sceptycznie.
– To prawda. Kury też tak robią – dodałem.
Pokręciła głową i z powrotem wbiła wzrok w rozgrzebywaną ziemię.
– Posłuchaj, z początku sobie wyobrażałam, że napiszesz piosenkę o tej przygodzie. Ale im dłużej cię słucham, tym bardziej tracę nadzieję. Krowy i kury. Gdzie twój romantyzm?
– Wystarcza mi to, co widzę, nie muszę nic dodawać – broniłem się. – Jeśli się nie mylę, łuska jest chyba częściowo z żelaza. Jak miałbym uczynić ją jeszcze bardziej niesamowitą?
Podniosła łuskę do oczu, przyjrzała jej się uważnie.
– Chyba żartujesz.
Uśmiechnąłem się.
– W okolicznych kamieniach jest mnóstwo żelaza – tłumaczyłem dalej. – Draccus połyka kamienie, które powoli ścierają się w jego żołądku. A metal przenika do kości i łusek. Rok za rokiem skóra mu się złuszcza, potem ją zjada, dzięki czemu żelazo zostaje w organizmie. Po dwustu latach... – Postukałem łuską w szary kamień. Odpowiedziała dźwięcznym echem: coś jakby dzwonek albo kawałek glazury. Oddałem łuskę Dennie.
– Można sobie wyobrazić, że w epoce poprzedzającej współczesną ludzie polowali na draccusy z powodu żelaza – wymądrzałem się. – Sądzę, że nawet dzisiaj alchemik by sowicie zapłacił za łuski czy kości. Organiczne żelazo to prawdziwa rzadkość. Zapewne ma wielorakie zastosowanie.
– Wygrałeś. Możesz napisać piosenkę. – Oczy jej się zaświeciły na sam pomysł. – Pokaż mi magnes.