- Pewnie oczekiwaliśmy zbyt wiele po tej rozmowie, a każdy z nas czegoś innego - wykrztusił w końcu Torin...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- — Ciężko was Bóg pokarał, ale wam za to odmienił dusze — mówił — nieszczęście wiele uczy...
- • skrzynia biegów, długa – ponieważ jest wiele szybkich partii (łuki, czasami proste), na których to właśnie dużą prędkością można sporo...
- Ware, który mo¿e byæ pojedyncz¹ partycj¹ dyskow¹ podzielon¹ na wiele partycji lo- gicznych...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Czy Weyr zbadał w końcu te pędraki? — spytał P’tero, nagle przypominając sobie cel ekspedycji...
- Nina Łuszczewska nadzwyczaj wiele czasu poświęcając wychowaniu córek i czytaniu wszystkich prawie rozglośniejszych nowości literackich, mniej się...
- do gruzów, zostawionych na drugim końcu miasta, w tamtej sali, oglądając zwisające wy- świecone sznury, ale można przypuszczać, że czuł się już wtedy...
- W końcu wybuchnął jak francuska bomba wodorowa, dwadzieścia pięć kilometrów nad Sidi Ben Hassid, oślepiając wszystkich, którzy na niego patrzyli...
- Ossendowskiego, Roericha, a szczególnie The Coming Race Bulwera Lyttona, z której niewątpliwiezaczerpnął wiele faktów na użytek swych opowieści,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Wybacz mi, Rogwoldzie, obaj się rozgorączkowaliśmy.
- Masz prawo myśleć i postępować, jak chcesz - wzruszył ramionami Rogwold. - Ale, Torinie, synu Dartha, jeśli chcesz zachować naszą przyjaźń, wystrzegaj się w przyszłości wymawiania nierozumnych słów o Namiestniku. Mogą cię dużo kosztować.
Łowczy stał, trzymając się pod boki i dumnie zadzierając brodę. Zaniepokojony Folko zauważył, że na policzkach krasnoluda zadrgały mięśnie i rumieniec znów wypłynął na jego oblicze.
- Proponuję, byśmy skończyli tę głupią kłótnię, czcigodny Rogwoldzie - rzekł krasnolud, wyraźnie zmuszając się do ugodowego tonu. - Jak mawiał Gandalf Szary, nasza kłótnia tylko raduje Mordor.
Rysy dumnego oblicza starego łowczego zmiękły; propozycja ugody, wydawało się, zaspokoiła jego nieco naiwną starczą ambicję. Teraz on wyciągnął rękę do Torina:
- Dobrze, że zrozumiałeś to, Torinie, synu Dartha - oświadczył uroczyście. - Zapomnijmy o kłótni, tak będzie lepiej. Ale co tam ja?! - Niespodziewanie chwycił się za głowę. - Już południe! Muszę spieszyć do domu. Oddrun czeka...
Pospiesznie ukłonił się i szybko oddalił, gwałtownie wymachując lewą ręką, bardzo zaniepokojony i trochę, w tej chwili, śmieszny. Krasnolud i hobbit długo odprowadzali go wzrokiem.
- Jak on się zmienił, tu w mieście - westchnął Folko. - Wiesz co, Torinie, tacy jak on powinni raczej przemierzać lasy.
- Skąd wiesz, gdzie jest prawdziwy Rogwold: teraz czy wtedy na miedzy, kiedy pomagał rozdzielić bijących się - mruknął Torin. - Dobra, chodźmy gdzieś, gardło całkiem mi wyschło.
Znowu płynęły tygodnie. Nad Annuminas wyły już pierwsze grudniowe zamiecie. Nocami w okna waliły śnieżne strzały, specjalne zespoły sprzątaczy przystąpiły do wywożenia śniegu z miejskich ulic. Folko poznał wszystkie radości bitew na śnieżki, z których zawsze wychodził zwycięsko dzięki swojej niezwykłej celności, ale z powodu mrozu musiał uszyć sobie buty. Do kilku zaledwie godzin skróciła się jasność dnia. Rogwold przedstawił im pierwszych myśliwych, którzy zamierzali iść z nimi do Morii, a gdy zajdzie potrzeba, i dalej. Wtedy Folkowi przydarzyła się dziwna historia.
Mieszkając w Annuminas, znalazł mnóstwo kramików, gdzie handlowano różnymi antykami oraz starymi księgami, i stał się ich głównym klientem. Handlarze dobrze go znali, za niewielką opłatą pozwalali czasem poczytać tę czy inną księgę. Hobbita szczególnie interesowały rękopisy traktujące o historii Pierwszej Ery i czasach założenia Arnoru. Najczęściej odwiedzał mieszczący się dwie ulice od ich domu kram, gdzie właściciel, ponury i nierozmowny, posiadał najstarsze księgi; trafiały się u niego nawet kopie dokumentów z archiwum, które pozostawił Wielkiemu Królowi sam Elrond.
Tego dnia Folko, wróciwszy z pracy, przygotowywał się do kolejnej wyprawy po kramach z książkami i nagle zauważył, że zapinka na jego ciepłym płaszczu zniknęła. Po kilku nieudanych próbach umocowania płaszcza na ramieniu za pomocą podręcznych środków nagle przypomniał sobie znalezioną w lesie zapinkę. Sięgnął do worka i jego palce natychmiast natrafiły na niewielki, twardy okrągły przedmiot. Wyjął fibulę, zerknął na nią, znów dziwiąc się nieznanemu wzorowi, przypiął nią płaszcz, wziął sakwę z przyborami do pisania i wyszedł, dokładnie zaniknąwszy drzwi. Torin jeszcze siedział w kuźni, a Malec, jak zwykle, ciągnął piwo w jakiejś gospodzie.
Zasłaniając się ramieniem przed mocnymi uderzeniami kłującego i zimnego wiatru, wymieszanego z twardymi krupami śniegu, hobbit dotarł bez żadnych przygód do znajomych wąskich drzwi, nad którymi, poskrzypując na łańcuchu, kiwał się wykuty dziwny smok.
W kramie panował jak zawsze półmrok, z lekka tylko rozpraszany kilkoma świecami. Folko przywitał się z właścicielem, jak zwykle położył na ladę wcześniej odliczone srebro, a gospodarz, przyzwyczajony do jego wizyt, podał mu z półki gruby foliant w drewnianej oprawie. Gdy Folko odbierał księgę, wydało mu się, że ręce właściciela drżą. Jednakże patrzył na księgę i dlatego nie widział twarzy handlarza.
Usiadłszy w kącie, na swym zwykłym miejscu przy niewielkim stoliku, hobbit rzucił płaszcz i już smakując ciągle sprawiającą mu przyjemność lekturę, otworzył księgę; natychmiast pogrążył się w skomplikowanych perypetiach walk w Amorze Trzeciej Ery. Nie zauważył, jak właściciel ostrożnie podszedł i pochylił się nad jego ramieniem. Kramarz był czymś bardzo zaniepokojony. Szybko i cicho wyszeptał do ucha hobbita kilka niezrozumiałych słów, coś jakby „Dale i Niebieski Ogień!”. Folko oderwał się od pożółkłych stron i zdziwiony popatrzył na handlarza.
- Co powiedziałeś, czcigodny Arharze?
Ten drgnął, a na jego twarzy pojawiło się zakłopotanie.
- Skąd masz tę rzecz, czcigodny hobbicie?
- Znalazłem w lesie - odpowiedział Folko, nie wdając się w szczegóły. - Dlaczego tak cię niepokoi, czcigodny Arharze?