W każdym razie Thrower wziął się w garść, podciągnął spodnie, zapiał je porządnie, a potem wrócili do domu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — WierzÄ™, że ci siÄ™ uda — przyznaÅ‚a, a potem spytaÅ‚a: — A co ze mnÄ…?— Cóż, z tobÄ… to inna sprawa...
- dobiegÅ‚ do jej wytężonego sÅ‚uchu — cichy jak brzÄ™czenie komara daleki dzwonek, za chwilÄ™ ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- Nałgała mu coś o jednym jedynym weekendzie w łóżku z narzeczonym, który poszedł do wojska i zginął, co potem okazało się szczerą prawdą, gdyż...
- zostając przy władzy - fakt bez precedensu - na trzecią kadencję, a potem odegrało istotną, być może decydującą rolę w podtrzymaniu oporu Armii...
- Will zacisnął zęby, sama myśl o tej czynności była obrzydliwa, ale ją wykonał, potem dołożył starań, by odnosząc młodzieńca na posłanie nie narażać go...
- «Och! Wielkie szczęście i wielkie nieszczęście w tym domu! Niebiosa dały syna bezpłodnej, niech będzie błogosławiony Najwyższy! Lecz siedem miesięcy temu...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- Podczas gdy d'Artagnan pędził po ulicach i pukał do bram, Aramis przyłączył się do dwóch towarzyszy; wróciwszy do domu d'Artagnan zastał przyjaciół w...
- Popatrzył na sierżant, potem na Despreaux, i doszedł do wniosku, że największą szansę przeżycia daje mu przyznanie się do wszystkiego...
- Obrzuca mnie przelotnym spojrzeniem, potem zagląda do skrzynki, w której trzyma cebulki przeznaczone do selekcji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Brat Cavil odprowadził Throwera do pokoju gościnnego. Rzadko ktoś z niego korzystał i chmura kurzu uniosła się w powietrze, gdy gospodarz strzepnął kołdrę.
- Powinienem wiedzieć, że niewolnicy nie sprzątają tu porządnie.
- To nieważne - uspokoił go Thrower. - Noc jest ciepła i nie potrzebuję przykrycia.
W drodze do sypialni Cavil przystanął pod drzwiami i przez moment wsłuchiwał się w oddech żony. Jak to się czasem zdarzało, słyszał, że jęczy cicho. Pewnie bardzo cierpi. Panie mój, pomyślał Cavil, jak wiele jeszcze razy muszę wykonać Twój rozkaz, zanim okażesz mi łaskę i uleczysz moją Dolores? Ale nie zajrzał do niej. Nie mógł jej ulżyć, chyba że modlitwą, a przecież także musiał się wyspać. Było już późno, a jutro czekało go sporo pracy.
Dolores miała ciężką noc. Spała jeszcze w porze śniadania. Cavil zjadł je razem z Throwerem. Kapłan pochłonął zadziwiającą porcję kiełbasy. Kiedy trzeci raz oczyścił talerz, zerknął z uśmiechem na Cavila.
- Służba Panu potrafi zaostrzyć człowiekowi apetyt!
Obaj się roześmiali.
Po śniadaniu wyszli razem na dwór. Przypadkiem znaleźli się na skraju lasu, niedaleko grobu Salamandy. Thrower zaproponował, żeby tam zajrzeć. Bez tego Cavil pewnie nigdy by nie odkrył, co Czarni zrobili w nocy: na całym grobie były odciski stóp, a zdeptana ziemia zmieniła się w błoto. Teraz już wysychało, a wszędzie chodziły mrówki.
- Mrówki? - zdziwił się Thrower. - Pod ziemią nie mogły wyczuć ciała.
- Nie - zgodził się Cavil. - Znalazły coś, co jest świeższe i całkiem na wierzchu. Patrzcie: pocięte wnętrzności.
- Chyba nie ekshumowali jej i...
- To nie jej wnętrzności. Pewnie jakiejś wiewiórki albo ptaka. W nocy złożyli ofiarę diabłu.
Thrower natychmiast zaczął szeptem odmawiać modlitwę.
- Wiedzą, że nie pozwalam na takie rzeczy - rzekł Cavil. - Do wieczora wszystkie ślady z pewnością by zniknęły. Okazują mi nieposłuszeństwo za moimi plecami. Dość tego!
- Teraz pojmuję, jak ogromną pracę wykonują właściciele niewolników. Diabeł trzyma dusze tych Czarnych w żelaznym uchwycie.
- To prawda. Ale dzisiaj za to zapłacą. Chcą, żeby krew spływała na jej grób? Dobrze, ale to będzie ich krew. Panie Lashman! Gdzie pan jest? Panie Lashman!
Przybiegł nadzorca.
- Święto. Czarni będą mieli pół dnia wolnego.
Lashman nie pytał, dlaczego.
- Których mam wychłostać?
- Wszystkich. Po dziesięć batów każdemu. Oczywiście z wyjątkiem ciężarnych kobiet. Ale nawet one... po razie, w uda. I wszyscy mają patrzeć.
- Kiedy patrzÄ…, sir, robiÄ… siÄ™ niespokojni.
- Wielebny Thrower i ja też popatrzymy - oznajmił Cavil.
Lashman poszedł zwołać niewolników. Thrower wymruczał coś... że niby wcale nie chce tego oglądać.
- To zbożne dzieło - rzekł Cavil. - Mam dość siły woli, żeby przyglądać się każdemu godnemu czynowi. Po dzisiejszej nocy myślałem, że wy również.
No i patrzyli wspólnie na chłostanych kolejno niewolników. Krew spływała na grób Salamandy. Po krótkiej chwili Thrower przestał drgać przy każdym uderzeniu bata. Cavil obserwował go z zadowoleniem - ten człowiek nie był słaby, tylko trochę miękki. Ale to wina wychowania w Szkocji i życia na północy.
Kiedy wymierzono karę, wielebny Thrower zaczął szykować się do wyjazdu - obiecał wygłosić kazanie w miasteczku o pół dnia drogi na południe. Przed pożegnaniem zwrócił się jeszcze do Cavila.
- Zauważyłem, że wasi niewolnicy są... nie to, żeby starzy, rozumiecie, ale i nie młodzi.
Cavil wzruszył ramionami.
- To przez Traktat o Zbiegłych Niewolnikach. Moja plantacja świetnie prosperuje, ale mimo to nie wolno mi kupować ani sprzedawać niewolników. Jesteśmy teraz częścią Stanów Zjednoczonych. Większość sąsiadów radzi sobie rozmnażając ich, ale, jak wiecie, moi pikaninowie do niedawna trafiali na południe. A teraz straciłem następną płodną sztukę. Zostało mi tylko pięć kobiet. Salamanda była najlepsza. Reszcie niewiele już pozostało lat rodzenia.