Will zacisnął zęby, sama myśl o tej czynności była obrzydliwa, ale ją wykonał, potem dołożył starań, by odnosząc młodzieńca na posłanie nie narażać go...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- CEL PRACY Celem pracy była ocena poziomu wiedzy z zakresu udzie- lania pierwszej pomocy uczniów szkół ponadgimnazjalnych (liceum i technikum) oraz...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- — Gdy przyjechaÅ‚em, byÅ‚a pani na dole?— Tak...
- – Hej! żeby siÄ™ to tak udaÅ‚o tÄ™ wyspÄ™ i ten zamek ubiec! – Spojrzyj jeno na tych ludzi – odrzekÅ‚ Maćko...
- Maria była ciekawa, jaki związek ma krew, która wyciekała spomiędzy jej nóg, z byciem panną, lecz matka nie umiała jej tego wyjaśnić...
- — Czy można ukryć caÅ‚Ä… rodzinÄ™? — Nigdy nie byÅ‚a zbyt liczna...
- Trzecią córką regenta, z którą najtrudniej sobie radził, była panna de Valois; ojciec nie mógł się oprzeć podejrzeniu, że jest ona metresą diuka de...
- • Propozycja Liddy'ego była bardzo kosztowna - wymagała 250 tysięcy dola rów w gotówce, o niemożliwym do wyśledzenia pochodzeniu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Było to dla obu mocno uciążliwe, gdy Scotty został wreszcie posadzony na swoim miejscu, Will nie mógł się prawie ruszyć.
- DziÄ™kujÄ™, kapitanie - powiedziaÅ‚ Scotty. - Równy z pana gość. Will poczuÅ‚ do nieszczęśnika sympatiÄ™, pomyÅ›laÅ‚, że podcieranie go nie bÄ™dzie już tak wstrÄ™tne. Nie mógÅ‚ usnąć, majÄ…c w oczach jego groteskowe jaja. Dlaczego Bóg, czy Natura, czy cokolwiek postÄ…piÂÅ‚o z tym chÅ‚opcem tak okrutnie? UsnÄ…Å‚ wreszcie, ale go natychmiast obudziÅ‚ dźwiÄ™k, jaki wydaje krztuszÄ…cy siÄ™ czÅ‚owiek. To Scotty opadÅ‚ na bok i chwytaÅ‚ powietrze. Will zdoÅ‚aÅ‚ go posadzić.
Lubił Scotty'ego z każdym dniem coraz bardziej. Chłopiec nigdy się nie skarżył, a ilekroć krzyknął z bólu, gdy Will pomagał mu siadać na toalecie, przepraszał. Po szczególnie bolesnej wyprawie na ceber, pewnej nocy Scotty westchnął: - Myślę, kapitanie, że odchodzę.
Will nie zrozumiał jego słów. - Nie martw się, ja cię oczyszczę.
- Nie, kapi-tanie... umieram... - westchnÄ…Å‚, by Å‚yknąć powietÂrza. Will skoczyÅ‚ na równe nogi i wyprostowaÅ‚ Scotty'ego.
- To na nic - powiedział młodzik. - Nie mogę oddychać. Nie mogę... Cieszę się, kapitanie. - Wyciągnął ku Willowi ramię: - Daj rękę! - Will zacisnął dłoń na jego dłoni. Scotty wbił w dłoń Willa paznokcie, ale ten nie czuł bólu. - Mm-matko! - Scotty poderwał się jak ryba wyskakująca z wody, potem nagle opadł. Nie żył. Will płakał.
Pod koniec trzeciego tygodnia Will byÅ‚ już dość silny, by chodzić bez niczyjej pomocy, odesÅ‚ano go wiÄ™c do baraku. WiedziaÅ‚, że zaszÅ‚a w nim nieodwracalna zmiana. Nie mogÄ…c tej nocy usnąć, myÅ›laÅ‚ że to szczęście mieć takich przyjaciół jak Bliss i Wilkins; i że miaÅ‚ szczęście poznajÄ…c Scotty'ego. MyÅ›laÅ‚ o jego rodzinie. Jakże on jÄ… kochaÅ‚. Razem z jej dziwactwami i sztuczkami, które czyniÅ‚y jÄ… jeszcze droższÄ…. PrzysiÄ™gaÅ‚ sobie, że gdy wróci, postara siÄ™ raczej zrozumieć, niż sÄ…dzić. UjrzaÅ‚ brzydki dom w Williamstown. We wspomnieniach wszystkie izby byÅ‚y czyste. WspominaÅ‚ wycie wichru wokół kalenicy nad jego łóżkiem i muzykujÄ…cy brzÄ™k linii telefonicznej. SÅ‚yszaÅ‚ deszcz postukujÄ…cy w okno. Wszystko to byÅ‚o takie sympatyczne. CzuÅ‚ sÅ‚odkie zapachy unoszÄ…ce siÄ™ schodami znad kuchni w owe cudowne dni, kiedy im matkowaÅ‚a Floss. Wszyscy uważali, że jest do tego powoÅ‚ana. A kiedy odeszÅ‚a, by zacząć wÅ‚asne życie z Tadashim, uznali to, wÅ‚Ä…cznie z Willem, za dezercjÄ™. ByliÅ›my tacy niesprawiedliwi, pomyÅ›laÅ‚. Deszcz tÅ‚ukÅ‚ o dach, cofajÄ…c go w myÅ›lach ku Cabanatuan i przypomniaÅ‚ mu wielkÄ… burzÄ™ nad Tokio, gdy drzewo padÅ‚o na dach. KrzyczaÅ‚ przerażony. PrzybiegÅ‚a mama, by go uspokoić. MiaÅ‚ wtedy trzy, czy cztery lata? Jeszcze sÅ‚yszy jej sÅ‚owa: - Zawsze, gdy coÅ› ciÄ™ przestraszy, gdy pomyÅ›lisz, że nie masz przyjaciela, i że caÅ‚y Å›wiat jest przeciw tobie, zmów maÅ‚Ä… modlitwÄ™. Zabawne, nie pamiÄ™taÅ‚ wyglÄ…du matki, ale zawsze sÅ‚yszaÅ‚ jej sÅ‚owa. Nie modliÅ‚ siÄ™ od wielu lat, zaczÄ…Å‚ siÄ™ modlić teraz. ZapadÅ‚ w gÅ‚Ä™boki sen i Å›niÅ‚ coÅ› rozkosznego. ByÅ‚ w domu, ale dom nie przypominaÅ‚ tego z WilliamsÂtown; siedziaÅ‚ przy dÅ‚ugim stole, wokół którego zebraÅ‚a siÄ™ caÅ‚a rodzina, mama i reszta, a stół byÅ‚ zastawiony najsmakowitszym, pachnÄ…cym jadÅ‚em, jakie kiedykolwiek widziaÅ‚. I byÅ‚o go wiÄ™cej niż dość dla wszystkich. Ogromny indyk i ziemniaki purée, i parujÄ…cy sos, wielki talerz żurawiny i pÅ‚askie buÅ‚ki, i mleko, placki z dyniÄ… i cytrynowe bezy, i orzechy, i cukierki. I wszyscy siÄ™ Å›miali. Nie byÅ‚o kłótni, swarów ani pretensji.
Zbudził się odświeżony i pełen nadziei. Nabrał teraz pewności, że przeżyje. Odzyskał wiarę, miał dobrych przyjaciół, musiał się tylko czymś zająć. Po śniadaniu oświadczył obu przyjaciołom, że ma zamiar zgłosić się ochotniczo na nadzorcę w obozowej fermie. Oficerowie nie musieli pracować, ale ci, którzy chcieli coś robić, mogli obejmować kierownictwo nad grupami.
5.