--- Wódz Czarna Chmura zapewne także przeżywa kłopoty z żonami...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Najczęściej wolno ci tylko kopiować pliki z serwera, ale często możesz także kopiować własne pliki na serwer do specjalnie w tym celu utworzonego katalogu...
- -od po³udnia: Morze Andamañskie, Morze Arabskie, Ocean Indyjski-Kontynent azjatycki graniczy tak¿e z morzami wewnêtrznymi (Morze Czerwone, Morze Czarne, Morze...
- Pomijaj¹c bardziej szczegó³ow¹ analizê procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a tak¿e proces jego nasilania siê...
- Protokół informacyjny strefy odpowiedzialny jest także za współpracę z protokołem RT MP w uaktualnianiu tablicy ZIT...
- Żal, że dał się podkupić mojemu bratu i że w sposób typowy dla naszego rodzinnego konfliktu zaraz po złotych triumfach - Hary był pierwszy także ze sztafetą...
- Być ojcem więc, to może także stawiać wymagania, podprowadzać pod zadania coraz trudniejsze, ale jednocześnie umożliwiać ich realizację przez stałą...
- Wypracowali sobie także niemalże fobię braku zainteresowania dla wszelkiej tradycji, włączając w nią również wytwory największych umysłów...
- ba, wybrał także tego syna Izaaka i Rebeki, by przez niego realizować swoje obietnice (Rdz 28,3-4...
- Na zmianę na lepsze warunków w życiu obozowym wpływało także i inne zachowanie się blokowych i kapów...
- odpowiednich warunków do zapewnienia "wolnej gospodarki", poza tym pañstwo nie powinno ingerowaæ w spo³eczno-ekonomiczneprocesy, którymi sterowaæ powinny si³y...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Mówiono, że niedawno wziął sobie jeszcze jedną młodszą.
--- Dlaczego mój brat Zimna Woda sądzi, że Czarna Chmura ma kłopoty?
Rozległ się gardłowy śmiech, a potem:
--- Tak pomyślałem, bo jakoś nie spieszno mu na spotkanie!
--- Niech mój brat nie żartuje! Czarna Chmura przyprowadzi swoich
wojowników jutro przed zachodem słońca, tak jak się z nami umówił. On wie, że
od tej wyprawy zależy przyszłość Czipewejów.
--- Wobec tego jutro wieczorem zwołam naradę wojenną. Omówimy
szczegóły ataku na gniazdo Szejenów.
--- Musimy całkowicie zburzyć ich osadę i raz na zawsze przegnać stamtąd,
wtedy równiny za Rzeką Czerwoną staną przed nami otworem. Będziemy mogli
spokojnie polować na bizony.
--- Mój brat Chytry Bóbr wyraził nasze myśli. Tak musimy uczynić: Duchy
zmarłych ustami naszych szamanów przepowiedziały nam zwycięstwo. Jutro
wieczorem odbędziemy wspólną naradę wojenną, a o świcie zwiadowcy wyruszą
w kierunku rzeki Cheyenne. Następnego dnia wszyscy pójdziemy za nimi w kilku
grupach, otoczymy miasto, aby ani jeden Szejen żywy nie uszedł.
--- Plan Zimnej Wody jest bardzo dobry, jutro wspólnie z Czarną Chmurą
omówimy szczegóły.
Inne głosy popierały Zimną Wodę. Potem potoczyła się rozmowa na temat
poprzednich zwycięstw i niezwykłych przygód.
Tehawanka z trudem panował nad podnieceniem. Czipewejowie planowali
atak na tę samą osadę Szejenów, która była celem wyprawy Wahpekute. Co w tej
niezwykłej sytuacji postanowi Śmiały Sokół? Czy zaryzykuje podwójny atak?
Wątpliwości mógł rozstrzygnąć tylko Śmiały Sokół, wódz wyprawy. Najpierw
jednak należało jak najszybciej przekazać mu zdobyte informacje.
Tehawanka leżał pod drzewem odwrócony plecami do rozmawiających
wodzów. Oby tylko któryś z nich nie zwrócił na niego uwagi! Spod
wpółprzymkniętych powiek zerknął w kierunku zarośli. Aż zdumiał się teraz, że
były tak odległe. Spostrzegł również, że podsłuchiwanie trwało zbyt długo.
Księżyc, który przedtem wznosił się nad samą polaną, obecnie już prawie krył się
za koronami wysokich drzew. Długie półcienie słały się na murawie.
Tehawanka nieznacznie uniósł głowę. Ogniska między nim a zaroślami już
prawie wygasły. Większość Czipewejów pogrążona była we śnie. Tehawanka,
niby to śpiąc,odwrócił się na plecy, a potem na drugi bok. Nareszcie ujrzał
wodzów. Było ich sześciu. Rozmawiali jeszcze, ale widać było, że ich również
zaczyna ogarniać senność. Tehawanka, nadal udając śpiącego, cierpliwie czekał,
dopóki księżyc całkowicie nie skryje się za pasmem drzew. Zdawało mu się, że
trwało to całą wieczność, lecz w końcu nocna ciemność ogarnęła polanę.
Tehawanka odwrócił się na brzuch. Powoli odsuwał się od drzewa. Gdy
dzieliło go od niego już kilkanaście kroków, wolno siadł, jakby dopiero co zbudził
się, i ziewnął. Powstał, ruszył w kierunku drzew. Przez ramię zerknął ku wodzom.
Właśnie powstawali, by rozejść się do swych wojowników. Tehawanka
przyspieszył kroku. Z uczuciem ulgi wszedł między zarośla. Panowała tutaj nieprzenikniona ciemność. Duma rozpierała pierś młodego zwiadowcy. Był w
obozie wojennym wrogów, zdobył niezwykle ważne informacje nie tylko dla
wyprawy Śmiałego Sokoła, lecz dla wszystkich Santee Dakotów. Taki czyn był
wysoko oceniany przez radę starszych. Radosne uniesienie omal go nie zgubiło.
--- Przystańmy na chwilę! - rozbrzmiał nieoczekiwanie czyjś głos prawie
tuż przed Tehawanka, który dopiero teraz spostrzegł majaczące w ciemności
sylwetki. Instynktownie zamarł bez ruchu przy drzewie, lecz zaraz oprzytomniał,
przykucnął, przywarł do pnia. Ktoś przystanął przy tym samym drzewie,
znajdował się tak blisko, że Tehawanka mógł dotknąć jego ud. Tehawanka
przymknął oczy, wstrzymał oddech. Przez krótką chwilę nic się nie działo, a
potem struga gorącej cieczy bryznęła prosto na jego twarz. Tehawanka drgnął, jak
pod smagnięciem bicza, kurczowo zacisnął wargi. Gorąca ciecz spływała z twarzy
na nagie ciało. Wreszcie Czipewej westchnął głęboko i rzekł:
--- Teraz możemy jeszcze choć trochę odpocząć przed świtem. Sowy przez
całą noc harcowały w gęstwinie, jakby ktoś je niepokoił. Nawet nie mogłem
podrzemać!
Odeszli. Tehawanka jeszcze przez długą chwilę trwał bez ruchu, porażony
nieprzyjemnym wydarzeniem, lecz wzmianka o sowach uzmysłowiła mu, że to
zapewne jego towarzysze nawoływali do odwrotu. Prawdopodobnie niepokoili się
i wskazywali miejsce swej kryjówki.
Tehawanka powstał, otrząsnął się jak po wyjściu z wody. Wokół było
cicho. Zaczął przemykać przez gęstwinę. Po pewnym czasie przystanął,