Uzmysłowiła sobie, że ściska ją w pasie jakby żelazna obręcz...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Wszyscy będziemy sobie potrzebni, i to już niedługo — odparł tonem prze- powiedni Amerykanin...
- — Czy Weyr zbadał w końcu te pędraki? — spytał P’tero, nagle przypominając sobie cel ekspedycji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Coś poderwało ją z bruku, poczuła na twarzy podmuch świeżego powietrza. Natychmiast wyprostowała nogi, szukając pewnego podparcia, i uniosła głowę. Zaczerpnęła oddechu. Ktoś litościwie wyciągnął ją z mrocznej otchłani, wydobył z otwartego grobu. Nie mogła się nawet obrócić, żeby spojrzeć temu człowiekowi w twarz. Ale nie to było najważniejsze. Podjęła rozpaczliwą walkę. Nie mogła dać się przewrócić po raz drugi. Zacisnęła zęby i napięła mięśnie. Otaczali ją sami wrogowie, których trzeba było rozpychać, kopać i walić pięściami, jeśli chciało się z nimi wygrać. Tylko nieznajomy za plecami był sprzymierzeńcem. Nadal obejmował ją w pasie i trzymał mocno.
Stopniowo miażdżący ścisk zaczął słabnąć, a im luźniej robiło się w tłumie, tym szybciej ludzie biegli. Z oddali wciąż dolatywał niesłabnący terkot broni maszynowej, strumienie demonstrantów wlewały się w boczne uliczki. Kate dała się ponieść jednemu z nich. Nie musiała już tak energicznie pracować łokciami, zauważyła jednak, że uścisk trzymającego ją mężczyzny ani trochę nie słabnie.
Zatrzymała się i obejrzała. Był wysoki, barczysty, koło czterdziestki. Popatrzył na nią z góry smutnym, zmęczonym wzrokiem. Miał bladą, sympatyczną twarz i krucze włosy. Odwrócił się bez słowa i zniknął w tłumie, zanim Kate zdążyła bąknąć choć jedno słowo. Nosił czarną kurtkę rosyjskich anarchistów.
Ponad głowami demonstrantów wysoko w niebo strzeliły płomienie, nad placem przetoczył się tak donośny huk, że wszyscy pochylili głowy i jeszcze przyspieszyli kroku. Chwilę później mrok rozjaśnił błysk następnej detonacji; jej odgłos zabrzmiał zwielokrotnionym echem.
Blask ognia wydostawał się ponad wysokim murem, a więc eksplozje miały miejsce na terenie Kremla! W powietrze wzbił się helikopter. W świetle pożarów Kate bez trudu dostrzegła trzy szerokie pasy na jego kadłubie: biały, niebieski i czerwony. Maszyna prezydenta. Tuż nad dachami pochyliła się na bok i klucząc między najwyższymi budynkami centrum Moskwy, odleciała na północ. Jej śladem pomknęły strugi smugowych pocisków z ciężkiej broni maszynowej.
BETHESDA, MARYLAND16 sierpnia, 0.00 GMT (19.00 czasu lokalnego)
- To anarchia, Elaine - odezwał się Gordon Davis do żony. Komentator dziennika telewizyjnego nazywał zbiorowe morderstwo zbrodnią, on jednak nie miał wątpliwości, że powinno się mówić o krwawej rzezi, jakiej dopuścili się anarchiści. - Nie uznają żadnych praw. Nie potrafią współczuć swoim ofiarom. W ogóle nie są zdolni do życia w społeczeństwie. Już nigdy nie wróci dawny ład i porządek. Będziemy musieli się nauczyć żyć wśród dzikich bestii grasujących bezkarnie po ulicach miast.
- Sam nie wierzysz w to, co mówisz - odparła Elaine, patrząc w lustro. - Za dobrze cię znam, Gordon. Jesteś niepoprawnym, beznadziejnym idealistą.
- Przerywamy nasz program, aby przedstawić państwu najświeższy serwis informacyjny ABC.
Popatrzyli na ekran turystycznego telewizora stojącego w kącie łazienki.
- Przed chwilą otrzymaliśmy wiadomość - zaczął spiker podniosłym tonem - że na Placu Czerwonym w Moskwie doszło do poważnych zamieszek.
Gordon zauważył, że żona odwróciła się z powrotem do lustra. Pewnie znów poszło o rozdział skąpych dostaw żywności, pomyślał, zawiązując krawat.
- Zachodni korespondenci donoszą, że wbrew wydanemu przez dowództwo rosyjskiej armii zakazowi urządzania zgromadzeń po zmroku, odbyła się masowa demonstracja anarchistów. Nie wiadomo jeszcze, kto oddał pierwsze strzały, ponieważ w ciągu dnia regularne oddziały wojska zaczęły przejmować stanowiska obronne od policji i jednostek ministerstwa spraw wewnętrznych i do zmierzchu w mieście przebywały już tysiące żołnierzy. Nie jest jeszcze również znana liczba uczestników demonstracji. Według niektórych źródeł sięgała dwustu tysięcy.
- Biedni ludzie - mruknęła Elaine, uważnie obwodząc kredką dolną powiekę. Gordon odwrócił głowę. Zawsze czuł dreszcze na plecach, obserwując nakładanie makijażu.
- Wygląda na to, że obecnie fala zamieszek rozprzestrzenia się z Placu Czerwonego na całe centrum Moskwy - ciągnął komentator. Małżonkowie popatrzyli na siebie z posępnymi minami. - Wobec narastającej destabilizacji politycznej i groźby przewrotu fachowcy od pewnego czasu z niepokojem obserwują sytuację w Rosji. Dziś wieczorem zaczęły z różnych źródeł docierać niepotwierdzone informacje o starciach między siłami bezpieczeństwa a bojówkami anarchistycznymi, trzeba jednak zaznaczyć, że do tej pory wiadomości te nie zostały potwierdzone. Postaramy się informować państwa na bieżąco o rozwoju wydarzeń w Moskwie. Na razie powracamy do programów lokalnych.
Na ekranie pojawiła się tablica z napisem “Wydanie specjalne”.
- Sądzisz, że Greer zwoła nadzwyczajne posiedzenie Komitetu Sił Zbrojnych? - zapytała Elaine.
- Nie. Ostatnio najważniejszym tematem są Chiny i nic więcej. Zresztą teraz wszyscy są zajęci konwentem przedwyborczym.
- Jesteście ubrani? - spytała ich starsza córka Celeste, zaglądając do łazienki.
- Tak, możesz wejść - odparła jej matka, pudrując sobie nos.
- No to fanfary! - oznajmiła głośno Celeste. Trzymała na rękach swoją młodszą siostrę, Janet, ubraną w krzykliwy strój cheerleaderki. - I co wy na to? Prawda, że wygląda jak kompletny świr?
Janet ze złością pokręciła głową, uderzając siostrę po twarzy pomponem czapeczki.