uwagę na perle...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zgromadzenie Oglne moe zwrci uwag Rady Bezpieczestwa na sytuacje, ktre mogyby zagraa midzynarodowemu pokojowi i bezpieczestwu...
- Dolores Cannon-Kosmiczni Ogrodnicysłuchaj mnie, zwróć na mnie uwagę...
- ZWRACAJ UWAGĘ NA SWOJE MEMORANDAInformacje wewnętrzne firmy (memoranda) to kolejna pułapka...
- Starając się zachować spokój, David pobrał jej krew i dokładnie przebadał, zwracając szczególną uwagę na płuca i system nerwowy...
- 153 Gdyśmy we czterech jechali powozem i gdyśmy zbliżali się do domu trenera, zwróciłem uwagę na szczegół z baraniną...
- - Zwróciłem uwagę na sztandary, które powiewają nad Cairhien - ciągnął, kiedy poruszenie ustało...
- — Taki pojedynek może zwrócić uwagę mieszkańca wieży...
- on płynną konsystencję, skupiając swoją uwagę na tejczynności...
- - Same ciekawe rzeczy...
- Ziemniaki napeBnione farszem uBo|y w gBbokiej brytfannie z niewid k ilo[ci oleju i wody
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Tak... wybaczycie na moment? Natura wzywa – powiedział, sięgając po szczudło. –
Dobrą chwilę zajmuje mi dotarcie na miejsce, więc muszę ruszać, gdy tylko poczuję
potrzebę. Z pewnością rozumiecie.
Wstał z miejsca, lecz runął na stół, przewracając butelkę z saké. Zawartość rozlała się
po blacie.
– To nie do zniesienia, ta słabość nogi – wymamrotał w ramach przeprosin. – Za
moment wracam. Dziewczyno, sprzątnij tutaj!
Zgięty wpół pokuśtykał do tylnego wyjścia. Służąca pośpieszyła do stolika i zaczęła go
wycierać. W tej samej chwili Jack zauważył, że blat jest pusty.
– Gdzie perła?
Spojrzeli na podłogę, a potem na siebie nawzajem, z przerażeniem uświadamiając sobie
prawdę. Orochi ukradł klejnot!
Wszyscy troje wybiegli tylnym wyjściem.
Mężczyzny nigdzie nie było widać. Akiko mignęła postać znikająca w bambusowym
zagajniku, przylegającym od tyłu do gospody. Ze zdumiewającą zwinnością Orochi skrył
się wśród pędów, nim któreś z nich zdążyło dobiec do skraju lasu. Zanurkowali w ślad za
nim i rzucili się w pogoń... lecz złodziej rozpłynął się w gęstwinie.
– Słyszeliście? – spytała Akiko, przerywając poszukiwania.
– Co? – dopytywał chłopak.
– Ćśśś, słuchaj!
Wszyscy umilkli.
Z góry dolatywał ich delikatny szelest liści, podobny do szmeru fal liżących morski
brzeg. Łagodny dźwięk był niekiedy zagłuszany skrzypnięciami ocierających się o siebie
bambusowych łodyg, lecz Jack nie wychwytywał żadnych innych odgłosów.
– Nie słyszycie? – powtórzyła zawiedziona dziewczyna, a potem szepnęła: –
Wstrzymajcie oddech.
Zamknęli usta i spojrzeli po sobie.
Ktoś nadal oddychał.
Trening wrażliwości z senseiem Kano, niewidomym mistrzem bōjutsu ze szkoły
samurajskiej, raz jeszcze dowiódł swej przydatności. Jack natychmiast określił, skąd
dobiega dźwięk, i podkradł się w tamtym kierunku.
Orochi raptownie wyprysnął z gęstwiny zaledwie pięć kroków przed chłopcem. Przez
cały czas ukrywał się tuż obok.
– Wracaj! – krzyknął Jack, płosząc jakiegoś ptaka w liściastym sklepieniu.
– Łapcie go! – ponagliła Akiko, zbyt zmęczona, by kontynuować pogoń. – Ja popilnuję
bagaży.
Yamato rzucił sakwę i popędził za Jackiem już ścigającym Orochiego. Mężczyzna
niestety znowu zanurkował w gąszcz.
Jack się nie poddawał. Tym razem nie da się zwieść. Dotarł do miejsca, gdzie zniknął
Orochi, i nagle ziemia umknęła mu spod stóp. Na łeb na szyję potoczył się po stromym
zboczu.
U stóp wzgórza wstał i stwierdził, że jest na ścieżce. Chwilę później dołączył do niego
Yamato. Ostrzeżony przed niebezpieczeństwem krzykiem przyjaciela zdołał uniknąć
upadku.
– Którędy pobiegł? – spytał Yamato.
– Nie wiem. Byłem zbyt zajęty ustalaniem, gdzie góra, a gdzie dół! – burknął
zirytowany Jack, wyczesując z włosów zeschłe liście.
– W porządku, ty idź tędy, a ja w przeciwną stronę – zarządził Japończyk. – Zawołaj,
jeśli go znajdziesz.
I odbiegł.
Jack już miał zrobić to samo, kiedy usłyszał trzask pękającego bambusa. Obrócił się jak
fryga.
– Wiem, że tu jesteś – powiedział.
Orochi chwiejnie podniósł się, wsparty na szczudle.
– Ach! Rozumiesz po japońsku. Doskonale.
Mężczyzna skłonił się niezdarnie i przykuśtykał do Jacka.
– Nie skrzywdzisz kaleki, prawda? – jęknął błagalnie, unosząc zdeformowaną prawą
dłoń na znak poddania.
– Nie jesteś kulawy! – wykrzyknął Jack, przyglądając mu się uważnie. – I czy wcześniej
nie miałeś zniekształconej lewej ręki?
Orochi uśmiechnął się krzywo.
– To prawda. Ale zwiodłem was wszystkich, prawda? – odparł; wyprostował nogę,
wyprężył się na całą wysokość i rozluźnił wykręconą rękę.
Błyskawicznym ruchem uwolnił ukryte w szczudle zębate stalowe ostrze.
I pchnął je prosto w pierś Jacka.
2
Atak
Tylko trening samurajski ocalił mu życie.
Zrobił unik w bok i ostrze o włos minęło jego serce. Bez chwili wahania uderzył kantem
prawej dłoni w szyję napastnika.
Krztusząc się po ciosie w tchawicę, Orochi zatoczył się i uderzył w pęd bambusa. Nim
zdążył złapać oddech, Jack natarł. Orochi jednak machnął znowu ostrzem, zmuszając
chłopaka do cofnięcia się w gęstą kępę bambusowych pędów. Pewny zwycięstwa,
zamierzył się szpikulcem. Celował między oczy Jacka.
Chłopak, z obu stron blokowany przez łodygi, mógł zrobić unik tylko w dół. Padł na
kolana. Rozległ się przeraźliwy chrzęst, kiedy metalowe ostrze przeszyło bambus
w miejscu, gdzie przed momentem znajdowała się głowa Jacka.
Orochi zaklął ze złością; ostrze uwięzło w bambusie. Jack silnie uderzył go pięścią
w żołądek. Mężczyzna stęknął, lecz nie wypuścił broni. Chłopak chwycił go od tyłu za
kostkę i wbił mu ramię w brzuch. Tym samym zwalił go z nóg.
Fałszywy kaleka runął na ziemię pozbawiony tchu.
Chłopak wykorzystał sposobność, by zablokować ramię przeciwnika, nie przewidział
jednak, że Orochi nie wypuści broni. Mężczyzna wyrwał ostrze z pnia i zamachnął się,