- Same ciekawe rzeczy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- Artyku 105 1 EgzAdmU wymienia sposoby sprzeday rzeczy zajtej w toku egzekucji z ruchomoci:1) sprzeda w drodze licytacji publicznej,2) sprzeda po cenie...
- to znać jaśnie, iż czynili te rzeczy, które doskonałemu dworzaninowi należą; jeden ćwicząc Aleksandra Wielkiego, a drugi króle sycylijskie...
- Sto procent wirtualnej rzeczywistościOksymoron czy pleonazmMichael Hammer (nie detektyw, ale wielki lekarz korporacji albo inaczej specjalista od tzw...
- Barak nerwowo odchrząknął, zastanawiając się nad aktualną równowagą umy-słu O’Loga i rozważając, czy nie powinien w gruncie rzeczy wycofać się...
- - Jakie dokumenty?- Och, szczegółowe opisy anatomii wampirów, wasze ograniczenia i tego typu rzeczy...
- DPZ 2010 Nr 5Coś jednak jest na rzeczy, bo załoga, która płacikapitański nie potrafili wymyślić...
- Rzeczywiście, i Europa nie dałaby temu wiary, przepełniano pod administracją Lubeckiego więzienia obwinionymi tego rodzaju...
- rzeczywistością tego bytu, który dla owego [poznawania] sam pozostaje nieznany, choć każdorazowo obecny...
- - Cieszę się, że tak uważasz, lecz w rzeczywistości moje wyrafinowanie jest tak wielkie, że bierzesz je za otwartość...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wyznaczono za ciebie nagrodę.- powiedział bezceremonialnie obcy.
- Kto?- puls Boby skoczył lekko, ale nieznacznie.
- Jakaś organizacja poimperialna. Ta sama, która porwała ostatnio z Bastionu setkę niszczycieli.- Niktu zdawał się w ogóle nie przejmować tym, co mówi – Kilku twoich cennych informatorów postanowiło cię wydać. Ja zostałem, bo za dobrze mi płacisz.-
- Wzruszyłeś mnie.- rzucił ironicznie Fett, wcale nie będąc pewnym czystych intencji swojego rozmówcy, a raczej będąc pewnym ich braku.
- Jest jeszcze jedno. Ktoś chce się z tobą spotkać.- przypomniał sobie obcy po chwili milczenia.
119
- Mam to gdzieś. Pewnie pułapka tych wynajętych przez Imperium.-
- Nie sądzę.- Niktu uśmiechnął się perfidnie – Ten ktoś to Han Solo.-
Rozdział 28
Z nadprzestrzeni, w systemie Roon, gdzieś w Płaszczu Sith, wyskoczyła flota składająca się z trzydziestu siedmiu okrętów Nowej Republiki. Od bardzo dawna nie koncentrowano tylu statków wojennych w jednym miejscu, i chociaż zebrały się one już nad Yavinem, dopiero teraz ich potęga i siła rażenia zaczęły mieć znaczenie. Być może wyruszanie z najpotężniejszymi okrętami Republikan na jedną, bezbronną planetę mogło się wydać dziwne, ale zarówno dowódcy statków, jak i przebywający na nich rycerze Jedi zdawali sobie sprawę z politycznej wagi takiego, a nie innego posunięcia. Admirał
Ackbar, upoważniając generałów Bel Iblisa, A’bahta, Granta, Crackena i komandora Hyiritina do ofensywy na Roon nie tylko zapewnił inicjatorom wyprawy, rycerzom Jedi, odpowiednie wsparcie, ale też, kiedy tylko ta decyzja wyszła na jaw, dał dowód na to, że Nowa Republika nie jest bierna wobec krzywd planet członkowskich. Co prawda Ackbar zapłacił za swoją decyzję stołkiem, opinia publiczna jeszcze się nie dowiedziała o wyprawie, a w galaktyce zdarzyło się jeszcze kilka nieprzyjemnych rzeczy, ale o tym uczestnicy wyprawy nie wiedzieli. No, może jeśli nie liczyć rycerzy Jedi, którzy natychmiast wyczuli zagładę trzech, zniszczonych przez Galaktyczne Działo planet. To ich jednak tylko dodatkowo umotywowało.
- Czujesz to, mistrzu? – zapytał Firtisthwing Luke’a, kiedy obaj stali na mostku
„Tytana” i patrzyli na majaczącą w przestrzeni, złowieszczo cichą planetę.
- Czuję.- odparł Skywalker, nie odrywając wzroku od biało-błękitnej tarczy planety –
Jest cała spowita mrokiem, od bieguna po biegun. Nie ma wątpliwości, że czai się na niej coś wyjątkowo złego.- spojrzał na Vora – Powinniśmy zejść do atmosfery pierwsi i sprawdzić, co się tam tak naprawdę dzieje. Powiedz generałowi Grantowi, że potrzebujemy dobrze uzbrojonego promu.-
- Oczywiście, mistrzu.- zgodził się Vor, po czym poszedł porozmawiać z dowódcą krążownika. Luke przez chwilę odprowadzał go wzrokiem, ale zaraz znowu spojrzał na planetę. Kiedy tylko zapuszczał sondy myślowe w jej kierunku, wyczuwał
nieprzeniknioną, gęstą, ciemną aurę, spowijającą cały glob. Zupełnie, jakby planeta miała własną świadomość, z niewielkimi przebłyskami pojedynczych znaków innych istot żywych. Ginęły one jednak w wszechogarniającym mroku. Luke był teraz pewien, że to właśnie tu czarne chmury w Mocy mają swoje źródło.
Bez słowa, za to z zatroskaniem na twarzy, odwrócił się od iluminatora i poszedł w kierunku hangarów, gdzie, jak wyczuwał, zebrali się jego Jedi.
W gabinecie Barrona panował półmrok, charakterystyczny dla wieczornej pory na Geratonie. Dyrektor GSI jednak najbardziej lubił właśnie tę porę; odzwierciedlała jego samego: zachodzące słońce było maską, jaką pokazywał galaktyce, maską światłego i charyzmatycznego biznesmena, dającego zarabiać rządowi na miejscowym tytoniu.
Maska ta jednak ginęła w wszechogarniającym mroku duszy prawdziwego Barrona, kapitana piratów, współpracującego z Centralą Executor’s Lair. Pomieszczenie to w ogóle nie przypominało już tego samego salonu, który zapamiętał Kyle Katarn. Cały przepych i dzieła sztuki zostały usunięte, pozostawiając tylko biurko, fotel i kilka krzeseł. Iluzja została rozmyta. Omwati rozsiadł się wygodniej w swoim fotelu, niemal zapominając, że nie jest w gabinecie sam.
120
Dwaj mężczyźni, których twarze kryły się w cieniu, stali pod ścianą w postawie zasadniczej. Ich muskulatura i oszczędne ruchy świadczyły, że obaj przeszli szkolenie wojskowe w Imperialnej Akademii. Obaj byli też najlepsi w swoim fachu.
Barron właściwie nie bardzo wiedział, na co czekali. Nakazał co prawda na ich prośbę przeprowadzić szczegółowe przeczesanie lasów otaczających stolicę w poszukiwaniu Kyle’a Katarna i jego towarzyszy, nie sądził jednak, żeby przyniosło to w najbliższym czasie jakieś rezultaty. Poza tym słyszał, że rycerze Jedi potrafią odwracać od siebie wzrok innych. Ponieważ jednak obaj panowie milczeli, dyrektor nie zwracał na nich uwagi.
W pewnym momencie na jego pulpicie zaczęło mrugać zielone światełko, a w sali rozległo się bzyczenie. Stojący w cieniu mężczyźni poruszyli się, a generał Barron, zirytowany, że przerwano mu odpoczynek, nacisnął od niechcenia jakiś przycisk.
- Tu dyrektor Barron, meldować!- rzucił.
- Sir, znaleźliśmy dwóch dysydentów w lesie nieopodal dzielnicy fabrycznej.- usłyszał
zniekształcony przez przenośny komlink głos jednego ze zwiadowców. Panowie poruszyli się po raz kolejny, a Omwati poczuł na sobie ich zimne spojrzenia.
- No to wyrzućcie ich gdzieś albo zabijcie, ale nie zawracajcie mi głowy.- odparł, ziewając.