- Uuk? - powiedział bibliotekarz...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Owszem, może i są trochę do ciebie podobne - przyznał Rincewind. - Większość jaszczurek była trochę podobna do kwestora. Pewnie to przypadek. W końcu wszystko musi być do czegoś podobne. Jako w górze, tak i na dole.
W omniskopie, w pewnej odległości za klanem małp, coś smukłego i potężnego śledziło je wśród wysokich traw. -lik! Bibliotekarz zabębnił pięściami o biurko.
- Przykro mi. To nie zależy ode mnie. “Żyj i daj żyć innym”, to moje motto. Właściwie “daj żyć mnie”, ale to prawie na jedno wychodzi.
Bibliotekarz wybiegł z sali, gwałtownie wymachując rękami nad głową, co znaczyło, że naprawdę się spieszy.
Rincewind dogonił go przy wejściu do głównego budynku, a potem kłusował za nim krętą drogą przez niezbyt reprezentacyjne regiony uniwersytetu, krainę komórek na szczotki, zapomnianych składzików i gabinetów najmniej ważnych pracowników. Chociaż korzystali ze wszystkich możliwych skrótów, dopiero po dłuższej chwili dotarli do gabinetu profesora nadzwyczajnego okrutnej i niezwykłej geografii, z imieniem “Rincewind” wypisanym na drzwiach kredą.
Orangutan szarpnięciem otworzył drzwi i zdecydowanym krokiem podszedł do wielkiego stosu pudeł.
- Tego... To kolekcja kamieni - poinformował Rincewind. -Ja... tego... ja je kataloguję i one, tego... należą do uniwersytetu. Nie powinieneś ich tak rozrzucać...
- Uuk!
Bibliotekarz wyprostował się, podnosząc kilka dużych kamieni, które Rincewind rozpoznał jako nierówne, ostre, kruche i nieprzyjazne.
- Co...? Dlaczego...?
Bibliotekarz podszedł do Bagażu i kopnął go mocno. Wieko otworzyło się posłusznie i kamienie trafiły do wnętrza. Małpa wróciła po dalsze okazy krzemieni.
- Tego... - zaczął Rincewind, ale zrezygnował. Chwila nie wydawała się odpowiednia do wznoszenia protestów.
Musiał biec za bibliotekarzem i Bagażem przez całą drogę, aż do budynku Magii Wysokich Energii. Zanim tam dotarł, małpa stukała już ciężko w jedną z klawiatur HEX-a.
Rincewind spróbował jeszcze raz.
- Tego... Czy nie powinieneś...?
Przerwał mu grzechot urządzenia piszącego. Wypisało:
+++ Nowe Parametry Skafandra Przyjęte +++
Po drugiej stronie sali, gdzie na granicy nieistnienia migotały szkieletowe skafandry wirtualne, jeden z nich zaczął zmieniać kształt. Ramiona się poszerzyły, ręce wydłużyły, nogawki skróciły trochę...
+++ Regulacja Zakończona. Do Twarzy Ci W Nim +++
Rincewind cofnął się, gdy bibliotekarz, niosąc pod obu pachami po sporej bryle krzemienia, wstąpił do magicznego kręgu i roziskrzył się, gdy objął go skafander.
- Nie zamierzasz chyba im pomagać? - spytał Rincewind.
- Uuk?
- Nie, nie, w porządku, żaden problem - zapewnił Rincewind. Nie należy kłócić się z małpą trzymającą kamień. - Najwyższy czas, żeby ktoś wreszcie spróbował.
Bibliotekarz przygasł i stał się widmem zawieszonym nad podłogą.
Rincewind został sam w pustej sali. Przez chwilę pogwizdywał nerwowo. W swojej wnęce HEX zaczął się mienić, jak zawsze, kiedy próbował umożliwić magowi interakcję z Projektem.
- Niech to licho! - rzucił w końcu Rincewind, zmierzając do skafandrów. - Sam na pewno coś zepsuje...
* * *
Błyskawica rozorała wieczorne niebo, nadając mu barwy fioletu i różu.
Powyżej niewielkiego zagłębienia w urwisku, gdzie kuliły się i drżały małpy, smukły cień sunął tam i z powrotem niby przedłużenie nocy. Nie spieszył się. Kolacja nigdzie się nie wybierała. Kiedy zgasła błyskawica, jego oczy lśniły jeszcze przez chwilę.
Coś nagle złapało go za ogon. Odwrócił się warcząc, a wtedy pięść na bardzo długim ramieniu trafiła go prosto między oczy, strącając ze skalnego występu. Upadł ciężko na ziemię, drgnął jeszcze kilka razy i znieruchomiał.
Horda rozbiegła się z wrzaskiem między kamieniami. Po chwili małpy zatrzymały się i zaczęły oglądać za siebie.
Wielki kot wciąż leżał nieruchomo.