ukryć zmęczenia...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- — Czy można ukryć całą rodzinę? — Nigdy nie była zbyt liczna...
- ukryć przed swoim byłym uczniem...
- przyłbicę hełmu i potarł szczypiące ze zmęczenia oczy...
- Sąd Najwyższy z kolei zauważa, że prawo do odmowy zastosowania przepisów ustawy, które sądy uznają za sprzeczne z konstytucją, wynika z trzech wyrażonych w niej zasad: jej...
- – Harvard Mansul – odparł mężczyzna głosem, w którym wciąż pobrzmiewało oszołomienie...
- Unerwiony jest przez nerw nadłopatkowy...
- A on jak ci jest wierny i chowa się skromnie...
- – No...
- z numerem 1...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Stęskniła się pani za mną– zakpił Milo.
– Usychałam. Możemy spróbować rozegrać to po przyjacielsku, ale
najpierw podstawowe zasady: wiem, że prawo pozwala wam kłamać
podejrzanemu. Ale nie radziłabym tego z adwokatem.
– A klientem jest...
– Musi pan być ze mną szczery.
– Szczerość to moje drugie imię.
– Mówił pan, że Travis nie jest głównym podejrzanym. To kupa bzdur?
– Nie.
– Poruczniku, muszę wiedzieć, że działamy w tym samym kontekście.
Do tego żadnych brutalnych zagrań.
– Brutalnych, czyli?
– Antyterrorystów, uszkodzeń mienia, straszenia dzieci. W zamian
zobowiązuję się do udzielenia informacji.
– Na temat?
– W tym momencie nie mogę tego uściślić.
Milo wydmuchnął kółko z dymu, potem drugie, które przeszło przez
środek pierwszego.
– Musi mi pan zaufać – dodała Debora Wallenburg. Milo oparł głowę o
zagłówek.
– Kiedy i gdzie?
– Szczegóły przekażę w odpowiednim czasie. Czy pan Delaware będzie
obecny?
– Huck potrzebuje konsultacji psychologa?
– Czułabym się lepiej, gdyby doktor wziął w tym udział. Zgadza się
pan, doktorze?
– Jasne.
– Mal Worthy, Trish Mantle i Len Krobsky należą do mojego klubu
tenisowego – powiedziała.
Trójka znanych prawników rodzinnych.
– Proszę ich pozdrowić.
– Wszyscy pana lubią. – Do Mila rzuciła: – Czyli umowa stoi.
Zadzwonię. – Wolne mrugnięcie. – Albo wyślę SMS–a.
37
Travis Huck dygotał.
Na skroniach wystąpiły mu robaki żył, przez linię włosów wpeł–zające
w gęstą czarną szczecinę porastającą czaszkę. Oczy osadzone tak głęboko,
że widać je było tylko w najsilniejszym świetle, gapiły się w pustkę.
Policzki wyglądały, jakby wydrążono je łyżką do arbuza. Obwisła twarz
przedstawiała własną historię.
Debora Wallenburg kupiła mu nową koszulę. Błękitną jak niebo,
bawełnianą z kantami po fabrycznym złożeniu. Wyglądał jak kandydat do
warunkowego zwolnienia.
Wysunęła biurko kilka kroków do przodu, razem z Huckiem usadowiła
się za tą drewnianą barierą. Matka z dzieckiem pędzla Mary Cassett
spoglądały ze ściany z irytującą błogością. Łagodne oświetlenie, które
Wallenburg zorganizowała, nie uspokoiło jej klienta. Kołysał się na
krześle. Pocił.
Może światło neonówek policyjnej sali przesłuchań działałoby na niego
jeszcze gorzej. A może nie zrobiłoby mu to różnicy.
Była czwarta rano. SMS Wallenburg obudził Mila o drugiej piętnaście;
Milo zadzwonił do mnie dwadzieścia minut później. Sahara cichych ulic
zmieniła jazdę do Santa Monica w rajd. Ale nie licząc myślnika
bursztynowych okien na górnym piętrze, biurowiec Wallenburg
przypominał granitowy szpadel wbity w bezgwiezdne niebo.
Kiedy nasz samochód podjechał do wjazdu na podziemny parking,
rozsunęła się siatkową brama i wyszedł z niej strażnik w mundurze.
– Dokumenty proszę.
Odznaka Mila okazała się dokładnie tym, czego mężczyzna się
spodziewał.
– Winda jest tam, możecie panowie zaparkować, gdzie chcecie.
Machnięciem ręki wskazał morze wolnych miejsc. Na rozległej przestrzeni
stał tylko jeden samochód – ferrari w kolorze miedzi.
– Jej sportowa bryka – domyślił się Milo. – Mam nadzieję, że to nie
jakaś gra.
Moe Reed na tylnym siedzeniu stłumił ziewnięcie i potarł oczy.
– Jestem gotów zagrać.
Debora Wallenburg dotknęła dłoni Hucka. Odsunął się od niej. Usiadła
prosto. Każdy srebrny włos idealnie zaczesany, pełny makijaż, brylanty.
Sądowa pewność siebie łamała się tylko wtedy, kiedy Wallenburg
patrzyła na Hucka. On pozostawał we własnym świecie, nie spojrzał nam
w oczy.
– Zacznij, kiedy będziesz gotowy, Travis – powiedziała łagodnie pani
mecenas.
Minęła minuta. Jeszcze trzydzieści sekund. Moe Reed założył nogę na
nogę. Ten ruch jakby obudził Hucka.
– Zabiłem tylko Jeffreya. Wallenburg zmarszczyła czoło.
– To był wypadek, Travis.
Huck odchylił głowę w przeciwnym kierunku, jakby uraziło go to
stwierdzenie.
– Dużo myślę o Jeffreyu. Wcześniej nie mogłem.
– Przed... – zagadnąłem.
Huck wciągnął powietrze do płuc.
– Żyłem jak we śnie. Teraz jestem trzeźwy i obudzony, ale to nie
zawsze... dobrze.
– Za dużo rzeczy do myślenia – podpowiedziałem.
– Złych rzeczy, proszę pana.
– Travis – jęknęła Wallenburg.
Huck poruszył się na krześle, a łagodne światło padło mu na twarz.