uświadomiła sobie, że biała postać to kolejny strażnik...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Wszyscy bÄ™dziemy sobie potrzebni, i to już niedÅ‚ugo — odparÅ‚ tonem prze- powiedni Amerykanin...
- — Czy Weyr zbadaÅ‚ w koÅ„cu te pÄ™draki? — spytaÅ‚ P’tero, nagle przypominajÄ…c sobie cel ekspedycji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Wszędzie skafandry - szepnęła, gdy weszli w głąb cmentarza. A może to był Amunnic?
Swędzenie pomiędzy łopatkami nie słabło. Jeszcze raz spojrzała na postać w kombinezonie.
Nikt cię nie obserwuje, powiedziała sobie. A gdyby Amunnic, biegłby już tu po porcję
niezainfekowanej krwi.
Odetchnęła płytko. Atmosfera zgęstniała, chyba zanosiło się na burzę. Eve miała problemy z
nabraniem odpowiedniej ilości powietrza do płuc.
- Jest pierwszy - powiedziała. Grobowiec wyglądał jak mała willa z kolumnadą. Kto w ogóle
wpadł NA pomysł wznoszenia mauzoleów? Zdaniem Eve wyglądały głupio. I strasznie.
- Chyba to tamten. - Luke przyspieszył kroku. -Tak, wygląda dokładnie tak jak ten na
rysunku. - Zatrzymał się przed okrągłą kamienną budowlą, której wejście oplatały pędy
bluszczu. Była tam też żelazna brama, która ustąpiła, gdy Luke lekko ją popchnął.
Razem weszli do środka.
- I gdzie ten tunel? Ja widzę tylko jedno wyjście, to, którym właśnie weszliśmy - oznajmiła
Eve.
- Jeśli to właściwe miejsce, to jedna z tych nisz prowadzi do tunelu. - Luke podszedł do
ściany i zaczął przesuwać dłońmi po wyrzeźbionych w kamieniu prostokątach, które
wyglądały, zdaniem Eve, jak wielkie szuflady, tyle że bez gałek.
- Czy tam przypadkiem nie spoczywają jakieś ciała? - zapytała Jess. - Oglądałam kiedyś film
o facetach, którzy zdecydowali się urządzić seans spirytystyczny w podobnym miejscu. Nie
zdążyłam nawet zamknąć oczu i przygryźć policzka, żeby nie krzyczeć, a ze szpar
w ścianach zaczęły wypełzać ohydne, gnijące zwłoki.
- W większości tych nisz spoczywają zmarli -powiedział Luke - Ale nie w tej, której
szukamy. Cały czas badał dotykiem ścianę O proszę. - Wy ciągnął nagle z muru wielki
kamień, który zakrywał wejście do wąskiego tunelu. - Kto pierwszy? Wszyscy spojrzeli w
ciemnÄ… dziurÄ™.
- Ja - zdecydowała Eve. Tunel był tak wąski, że musiała się położyć na brzuchu, aby się
przecisnąć. Po chwili stanęła w pomieszczeniu nie większym niż winda. Zauważyła pokryte
mchem schody, prowadzące w dół.
- Wszystko w porządku? - zawołał Luke.
- Tak.
Po trzech sekundach do niej dołączył.
- Ale super.
Eve spojrzała na niego dziwnie.
- W stylu młodych detektywów. Mówiłem wam, że zaczytywałem się ich przygodami w
dzieciństwie -przyznał.
- Coś właśnie chrupnęło mi pod kolanem -oznajmiła Jess z tunelu. - Powtarzam sobie, że to
był naprawdę duży chips. A nie kawałek szkieletu.
- Szkielety są w innych niszach - uspokoił ją Luke. - Jestem pewien, że ta była używana tylko
jako przejście.
- Dobrze wiedzieć - mruknęła Jess, gdy w końcu stanęła obok nich.
- Dobrze, że jesteście przynajmniej sensownie ubrane - stwierdził Luke.
Sensownie, bo na czarno, aby łatwiej było pod-kraść się do Amunnica. Eve nie była jednak
zadowolona, że zdecydowała się na swoje jedwabne bojówki od Da-Nang. Już je podarła na
udzie. Rurki Jess z wysoką talią nie były w wiele lepszym stanie -prawie całkiem skryły się
pod warstwÄ… kurzu i brudu.
- Sensownie - prychnęła Jess. - Tak właśnie na-zwał moją kiedyś trzecią ulubioną parę
spodni. - Mimo zmęczenia Jess nadal potrafiła się rozgniewać.
-Nie to miał na myśli - wyjaśniła Eve. - To znaczy to, ale dla niego sensownie to komplement.
-Skierowała światło swojej lampki w dół schodów. Stopnie były nierówne i chropowate, a
pajęczyny wskazywały, że nie były używane chyba.,. nigdy.
- Idziemy? - zapytał Luke z przesadną kurtuazją,
- Oczywiście - odparła Eve, przedrzeźniając jego ton.
Luke poszedł pierwszy, Eve i Jess szły tuż za nim. Eve była w stanie myśleć tylko o tym, że
schody prowadzą ich coraz głębiej pod ziemię. Czy po drugiej stronie były groby? Nie mogła
przestać sobie wyobrażać martwych ciał, wiercących się niespokojnie z powodu
przeszkadzających im żywych istot.
Nagle poczuła na ręce dotyk zimnych palców, które z całej siły się w nią wpiły.
- Eve, coś mnie złapało - szepnęła Jess drżącym głosem.
- Mnie też.
- Co się stało? - zapytał Luke. - Coś tam jest?
- Nie, to ja. Ja cię złapałam - powiedziała Jess do Eve. - Ale mnie coś naprawdę trzyma za
włosy.
- Wydała z siebie cichy jęk. - błagam, uwolnijcie mnie.
- Nic nie widzę. Powinienem był zabrać praw-dziwą latarkę - mruknął Luke. Młodzi
detektywi nie ruszali siÄ™ z domu bez latarki.
Eve odwróciła się w wąskim tunelu, próbując wymyślić, jak porazić błyskawicą to coś, nie
krzywdząc przy tym przyjaciółki. Rozjaśniła mrok światłem lampki i zobaczyła, że włosy
Jess zaplątały się w korzenie, który rosły między kamieniami.
- To nic takiego, Jess. Naprawdę. Tylko korzeń, -wyciągnęła rękę i delikatnie rozplatała
włosy Jess.
- Nie mogę przestać się trząść, nawet jeśli już wiem, że to nie było nic strasznego - przyznała
Jess, gdy ruszyli dalej.
- To normalne - pocieszyła ją Eve. Była przekonana, że sama zachowuje względny spokój
tylko dzięki mocy, którą wchłonęła w elektrowni.
- Musicie się jeszcze bardziej schylić - odezwał się Lukę.- Tu jest przejście, ale bardzo niskie.
Nie tylko przejście było niskie. Tunel, do którego prowadziło, także. Musieli praktycznie w
nim pełzać.
- Świetne miejsce, łeby zostać pogrzebanym żywcem - stwierdziła Jess. - I w dodatku
jesteśmy na cmentarzu. Bardzo wygodne.
- Nikt nie zostanie tu pogrzebany żywcem - powiedział Luke. Eve poczuła, że na głowę spada
jej gruda ziemi. Nie była już taka przekonana, że nic im tu nie grozi.
- Co to za zapach? - zapytała Jess. Dla Eve był to bardziej smak niż zapach. Poczuła go, gdy
przełknęła coś oleistego i gorzkiego.
- Może to ten środek odkażający - domyślił się Luke. - To znaczy, że jesteśmy już prawie w