- Ty też wyjedziesz z miasta - powiedział drżącym głosem stryj Harold...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Taki warunek postawił pan Chase, a ja musiałem przyznać mu słuszność. Zabiorę cię do domu, spakujesz swoje rzeczy i ani nocy więcej nie prześpisz pod moim dachem. I to zrozumiałeś?
- Aha. I to zrozumiałem - odrzekł Tom i pomyślał: Mogą mieć dla siebie to miasto. Po co ono komu?
Więcej rozmów nie było. Stryj Harold zatrzymał wóz przed budynkiem stacyjnym. Ojciec wysiadł bez słowa i odszedł utykając. Drzwi samochodu zostawił otwarte, więc Harold musiał pochylić się, aby je zamknąć.
W pokoiku na poddaszu stała na łóżku mała zniszczona walizka. Tom poznał ją. Należała do Klotyldy. Pościel była sprzątnięta i materac zwinięty, jak gdyby Tante Elza obawiała się, że Tom może ukradkiem uciąć sobie krótką drzemkę. Pani domu oraz jej córki wyszły, aby uniknąć splugawienia. Tante Elza zabrała dziewczynki do kina.
Tom szybko wrzucił do walizki swoje rzeczy. Nie było tego dużo. Koszule, kalesony, skarpetki, druga para butów i jeden sweter. Zdjął kombinezon roboczy, w którym został aresztowany, i przebrał się w zupełnie nowy szary garnitur. Tante Elza podarowała mu go na urodziny.
Rozejrzał się po pokoju. Na stoliku leżała książka: "Jeźdźcy purpurowego szlaku". Z biblioteki miejskiej dostawał raz po raz karty pocztowe z upomnieniem, że książkę przetrzymuje, co będzie kosztowało po dwa centy dziennie. Do tej pory uzbierało się chyba dobrych dziesięć dolarów. Książkę wrzucił do walizki. Będzie miał pamiątkę z Elysium w stanie Ohio.
Zeszedł na dół zamknąwszy wpierw walizkę. Chciał podziękować za nią Klotyldzie. Ale Klotyldy nie zastał w kuchni.
Wrócił do hallu. W pokoju stołowym stryj Harold stał i jadł ogromny kawał placka z jabłkami. Ręce mu drżały, gdy go podnosił do ust. Zawsze coś jadł, kiedy był zdenerwowany.
- Jeżeli szukasz Klotyldy - powiedział - to szkoda czasu. Wyprawiłem ją do kina z twoją ciotką i dziewczątkami.
Cóż, pomyślał Tom, dzięki mnie zarobiła kino. Przynajmniej raz skorzysta.
- Masz pieniądze? - zapytał stryj Harold. - Nie chcę, żeby cię przymknęli za włóczęgostwo. Wtedy wszystko zaczęłoby się od nowa.
- Mam - odpowiedział chłopiec, bo istotnie miał dwadzieścia jeden dolarów i trochę drobnych.
- To dobrze. Zwróć mi klucz.
Tom wyjął klucz z kieszeni i położył na stole. Doznał pokusy, by resztę placka z jabłkami rzucić w twarz stryjowi. Ale po co? Jaka wynikłaby stąd korzyść?
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Do podbródka stryja Harolda przyczepiła się okruszyna ciasta.
- Ucałuj ode mnie Klotyldę - odezwał się wreszcie chłopiec i z walizką Klotyldy w ręku opuścił dom stryja Harolda.
Poszedł prosto na stację kolejową i za dwadzieścia dolarów kupił prawo ucieczki z Elysium w stanie Ohio.
Rozdział X
Kot przypatrywał mu się z kąta - wrogo, nieruchomymi ślepiami. Na każdego, kto nocą schodził do piwnicy, by pracować tam w przytłaczającym żarze, kot spoglądał z tą samą nienawiścią, z tą samą topazową żądzą mordu w wyrazie żółtych oczu. Ta całonocna obserwacja wytrącała z równowagi Rudolfa, gdy wkładał bułki do piekarniczego pieca. Czuł się nieswojo, jeżeli był nielubiany - nawet przez zwierzę. Usiłował przejednać kota dodatkową miseczką mleka, pieszczotą, powtarzanymi od czasu do czasu słowami: "Śliczny kiciuś". Nic z tego. Kot dobrze wiedział, że nie jest ślicznym kiciusiem, więc nieruchomo leżał owinięty ogonem i medytował o morderstwie.
Aksel wyjechał na trzy dni. Nie było wiadomości z Elysium, kto zatem mógł przewidzieć, jak wiele jeszcze nocy Rudolf spędzi w suterenie wśród gorąca, mącznego pyłu, ciężkiej pracy, od której drętwieją ręce. Dziwił się, że ojciec to wytrzymuje. Dzień w dzień - przez tyle lat. On był kompletnie wyczerpany po zaledwie trzech nocach: pod oczyma miał sine kręgi, twarz mizerną. A o piątej nad ranem musiał siadać na rower, rozwozić bułki. Później była szkoła. Nazajutrz czekał go ważny egzamin z matematyki. Nie przygotował się jak trzeba, a w matematyce nigdy przecież nie był mocny.
Oblany potem, mocując się z utłuszczonymi ogromnymi blachami, z twarzą i obnażonymi ramionami umazanymi mąką niby kredą - po zaledwie trzech nocach wyglądał jak upiór ojca, uginał się pod brzemieniem męki, którą ojciec wycierpiał przez sześć tysięcy nocy. Dobry syn, wierny swoim obowiązkom. Zawracanie głowy! Z goryczą wyrzucał sobie, że w okresach świątecznych, gdy ruch był wzmożony, przychodził do piekarni, pomagał ojcu i w ten sposób wyuczył się z grubsza jego zawodu. Tom był mądrzejszy. Niech diabli porwą rodzinę. Tom jest znów w tarapatach - nie wiadomo w jakich, bo Aksel nie powiedział nic Rudolfowi, gdy otrzymał telegram z Elysium. Mniejsza z tym. I tak Tomowi lepiej niż obowiązkowemu synowi w piekielnej piwnicy.
Albo Gretchen. Każdego wieczora przechodzi trzy razy przez scenę i dostaje za to sześćdziesiąt dolarów tygodniowo!