- On przecież nie mógł być pewien, że ona wróci wcześniej - powiedziałam trochę niepewnie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- I w czym ten Kazio to zjadł? W czym to było? Coś mi tu nie gra.
- Może spotkali go po drodze, wracając? - powiedziała Zosia, równie niepewnie.
- I częstowali się nawzajem trucizną? - spytała Alicja zjadliwie. - I tylko Kazio to zjadł, a Elżbieta nie? I w dodatku żadnego spotkania nie pamięta?
Elżbieta nie wtrącała się, wykazując najdoskonalszą obojętność w kwestii ewentualnego zamachu na nią. Pan Muldgaard stanowczo przerwał nasze rozważania.
- Ja proszę opowieści rzeczy koleją - rzekł. - Pierwotnie było, kogo zewłoka pani życzy sobie?
Po bardzo długiej chwili, w czasie której wydawało się, że osiągnięcie jakiegokolwiek porozumienia w tej materii będzie niemożliwe, wyszło wreszcie na jaw i dotarło do niego, że Alicja nie życzy sobie żadnych zwłok. Nie tylko moich, ale w ogóle niczyich. Po prostu ma dość zwłok. Jej potrzeby w tym zakresie zostały zaspokojone w nadmiarze i dalsze tego typu podarunki uważałaby za nietaktowne natręctwo niezależnie od tego, czy zwłoki okazują się żywe, czy nie.
Następnie, po krótkim wahaniu, wtajemniczyliśmy go w moje wczorajsze spostrzeżenia i wiadomości Elżbiety, przy okazji zaś trzeba było ujawnić, że Edek koniecznie chciał udzielić Alicji jakiejś informacji, w czym przeszkodziła mu tajemnicza ręka. Pan Muldgaard słuchał uważnie i kiwał głową tak, jakby mu się wszystko doskonale zgadzało. Po czym ujawnił coś wręcz przeciwnego.
- Ja nie rozumiem nic - oświadczył szczerze. - On nie powiedział przed zabity?
- Nie, nie powiedział.
- Dlaczego?
- Bo był pijany. I ja nie chciałam słuchać - rzekła Alicja z ciężkim, pełnym żalu westchnieniem.
- Druga zewłoka takoż? Nie powiedział nic?
- Nie - odparła tym razem Elżbieta.
- Dlaczego?
- Bo go nikt nie pytał.
- Pani nie pytała?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo chciałam, żeby od razu powiedział Alicji. Po co miał dwa razy powtarzać?
Pan Muldgaard przyjrzał jej się dziwnie, po czym zwrócił się znów do Alicji.
- Pani żaden domysła nie posiada? O czym zabity pragnił powiadać?
- Nie, nie posiadam. Przypuszczam tylko, że mu chodziło o jakąś osobę.
- I pani nie zna kogo? Pani nie zna nic?
- Nic nie wiem i nikogo nie znam - powiedziała Alicja stanowczo.
- Ja nie rozumiem - powtórzył pan Muldgaard i popadł w głębokie zamyślenie.
Nie wiadomo, jak długo pozostawałby w tej zadumie, której przez dobre wychowanie nie chcieliśmy przerywać, gdyby nie załatwił tego dzwonek telefonu. Policyjne laboratorium, umówione z nim, przekazywało najnowsze wiadomości. Trzeba przyznać, że niektóre badania załatwiano piorunem.
- Tak - powiedział pan Muldgaard, odłożywszy słuchawkę. - Nasze mniemanie było takie i jest. Trucizna był we winne grona, cienka igła, iniekcja. Mały kąsek, któren spoczywał przy ręka. On spożył dwa owoce, pozostały cztery owoce, razem sześć owoce, syte jad. Inne nie. Te były odgałęzione, sama góra, nie zespojone.
- Na litość boską, co on mówi? - spytała pobladła nagle Zosia.
- Że ktoś wstrzyknął to świństwo do winogron - wyjaśniłam, również czując się trochę nieswojo. - Do oderwanego kawałka, który leżał na samej górze.
- To były winogrona dla Alicji...!!!
- Toteż właśnie - powiedziałam i nagle umilkłam. Pogmatwana uprzednio koncepcja objawiła mi się w całej okazałości. Poprzestawialiśmy sobie czas powrotu do domu. Alicja miała wrócić najwcześniej, a o jej namiętności do winogron wiedzieli wszyscy...
- Trucizna była też dla Alicji - oświadczyłam z ponurym i bezsensownym triumfem. - Było jasne, że złapie ten kawałek z wierzchu i pożre, zanim ktokolwiek mrugnie okiem. I padnie trupem. On wcale nie chciał zabić ani tego Kazia, ani Elżbiety!
Alicja patrzyła na mnie z wyraźną dezaprobatą.
- Edka też nie chciał zabić? Pomylił go ze mną?
- Głupiaś! Myśl logicznie! Edkowi zamknął gębę, ale ty się możesz dowiedzieć...
Urwałam, bo przypomniałam sobie, że Alicja postanowiła nie mówić o liście.