- Trudno nie poddać się żalowi, stojąc tutaj - powiedział Łukasz...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Ta biedna kobieta myśli o poniżającej śmierci zadanej Zbawicielowi. A jednak, mój synu, uważam łzy za objaw egoizmu. Kiedy ulegam temu impulsowi, wiem, że lamentuję sam nad sobą. To prawda, że Jezus płakał wielekroć, ale On litował się nad innymi. Nigdy nie widziałem łez w oczach Pawła. Ten wielki człowiek o logicznym umyśle wie, że płacz za tych, którzy się przenieśli do lepszego życia, jest słabością.
- Jesteśmy słabymi stworzeniami - ciągnął po chwili dalej - i uskarżamy się, kiedy coś tracimy. Mówię ci o tym, mój synu, ponieważ już wkrótce będę musiał cię pożegnać. Będzie mi ciebie brakowało i to bardzo. Smutek na twojej twarzy mówi mi, że ty również będziesz się czuł nieszczęśliwy. Wygładź czoło, mój chłopcze. Masz wspaniałą żonę i niedługo przybędzie wam stadko udanych dzieci. Będziecie się cieszyli pełnią pożytecznego życia. Zachowaj na zawsze w pamięci tego obcego, który przyszedł do Dzielnicy Handlu owej nocy, kiedy upadłeś na duchu. Jeszcze teraz uśmiecham się, kiedy sobie przypomnę, że wziąłeś mnie za anioła Mefatiela. To jeden z klejnocików w mojej koronie. Jeśli będziesz mógł, nazwij tym imieniem maleńki wieniec, na który może sobie zasłużyłem. - Przechylił się i objął Bazylego ramieniem. - Żadnych łez przy rozstaniu. Same uśmiechy i głowa do góry, chociaż wiemy, że to ostatnie pożegnanie.
Rozdział XXXIV
1
Kiedy Bazyli wszedł do sali sądowej, od razu poczuł, że Linus patrzy nań wilkiem. Uzurpator siedział po drugiej stronie, otoczony grupą świadków i prawników. Rozsiadł się w niskim fotelu, z wojowniczym wyrazem twarzy, rozstawiwszy szeroko stopy; był trochę pochylony, z twarzą pełną szorstkości. Nadal rzucał złe spojrzenia w kierunku Bazylego i coś mruczał ponuro do siedzących obok osób.
- Jest rozgniewany - zauważył Jehoazaz, który był pewny siebie, ufny i pogodny. - Nie na wiele mu się to przyda. Jedno jest pewne, nie przekupił niesprzedajnego Brutusa tam, w górze. Orestes Flaminiusz to młody, niezmiernie prawy człowiek. Ale rzadko się spotyka ludzi tak wybuchowych. Musimy postępować ostrożnie, aby uniknąć jego gniewu. Choć podejrzewam, że on i Linus niebawem skoczą sobie do gardeł.
Bazyli przyglądał się sędziemu z mieszanymi uczuciami. Orestes Flaminiusz był zadziwiająco młody, jak na takie stanowisko: szczupły, przedwcześnie wyłysiały, wyraźnie krótkowzroczny, bo mrużył oczy niecierpliwie patrząc na leżące przed nim dokumenty. Będzie bezstronny, to pewne, ale będzie też drażliwy i trudny.
Na pierwszej rozprawie Bazyli czuł się osamotniony. Nikt do niego nie przemówił. Dawni przyjaciele jego ojca, wiedząc, że na pewno przegra, unikali jego spojrzenia. Teraz atmosfera na sali sądowej była całkiem inna. Rzucano w jego stronę przyjazne spojrzenia, ludzie się uśmiechali i kiwali głowami. Ów dzień, w którym zaznał goryczy porażki, był ciemny i groźny; teraz słońce zaglądało radośnie przez okna sądu i błyszczało na wypolerowanych napierśnikach rzymskich żołnierzy, stojących po obu końcach ławy sędziowskiej.
Wszystko wyglądało inaczej, ale pogoda ducha Jehoazaza odbiegała od nastroju Bazylego. Okazało się, że Debora absolutnie nie mogła mu towarzyszyć. Tego ranka wstała razem z nim, ale jej ablucje trwały długo.
- Trudno mi być wesołą - wyjaśniła i nagle usiadła, patrząc na niego ze zbielałą twarzą. - Bazyli, źle się czuję. Może mi się zrobić niedobrze. Nie myśl o tym, najdroższy. Jestem pewna, że to po prostu zwykłe objawy.
Siedząc teraz w sądzie i oczekując na rozpoczęcie rozprawy, myślami był gdzie indziej. Myślał o bladej twarzy młodej żony i bał się, czy czegoś przed nim nie zataiła. Tak bardzo opadła z sił i z takim trudem zdobyła się na uśmiech, kiedy go żegnała.
Nieuchronnie jednak jego myśli zajęły się czymś pogodniejszym. Pomyślał o synku, który się wkrótce zjawi i z dumą będzie nosił piękne szaty ofiarowane przez starego księcia i będzie straszył innych chłopców, chełpiąc się maską czarodzieja.
- Niewątpliwie Linus jest w tarapatach finansowych - szepnął Jehoazaz. - Teraz mnie obchodzi tylko to, czy bijemy się o padlinę?
Młody sędzia odezwał się donośnym głosem:
- Zaczynajmy.
Jehoazaz pogrzebał w papierach leżących przed nim i znalazł zeznanie Kestera z Zantu. Powstał i powiedział: