— Stop! Kim jesteÅ›?SÄ™pi Dziób przystanÄ…Å‚ i przyjrzaÅ‚ siÄ™ policjantowi...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Tak wiÄ™c nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie uksztaÅ‚towaÅ‚y siÄ™ raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- dobiegÅ‚ do jej wytężonego sÅ‚uchu — cichy jak brzÄ™czenie komara daleki dzwonek, za chwilÄ™ ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- Niemniej obawiaÅ‚em siÄ™ wyjść z lasu — choć skÄ…dinÄ…d byÅ‚o oczywiste, że prÄ™dzej albo później wyjść muszÄ™...
- par³ margraf — ale nie jeno przeto, jeno ¿e przez Odrê³acniej siê przeprawiæ, w górnym biegu...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- le jest potrzebny), niedostÄ™pnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- Å‚Ä…cznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- wyreperowaÅ‚ dach i Å›ciany, wybiÅ‚ otwory i wstawiÅ‚ okna, żeby byÅ‚ przewiew — zmieniÅ‚ caÅ‚e pomieszczenie tak, że wyglÄ…daÅ‚o prawie jak mieszkanie...
- mogÅ‚a umknąć uwagi czatowników pilnujÄ…cych granicy — i niepostrzeżenie prze- dostać siÄ™ w gÅ‚Ä…b terenów Armektu...
- 2 — GÅ‚odna kotka 33 - Åšwietnie siÄ™ dogadujecie - stwierdziÅ‚ kiedyÅ›, jeszcze w próbnym okresie Maryjkowego panowania...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Pffttf! — plunÄ…Å‚ mu koÅ‚o nosa. — Ja? A kim on jest?
— Stróżem porzÄ…dku.
— JesteÅ›my wiÄ™c kolegami. Jest strażnikiem leÅ›nym.
— Mydlenie oczu! Czy wie, że ma odpowiadać na każde moje pytanie?
— Czy nie doczekaÅ‚ siÄ™ odpowiedzi na pytanie?
— Ale jakiej! SkÄ…d pochodzi?
— StamtÄ…d.
— Co to ma znaczyć?
— No, że nie stÄ…d.
— CzÅ‚owieku, powÅ›ciÄ…gnij jÄ™zyk, bo bÄ™dÄ™ musiaÅ‚ ciÄ™ aresztować! Jak siÄ™ nazywasz?
— SÄ™pi Dziób.
— Å»arty na bok! SkÄ…d przybywa?
— StamtÄ…d — SÄ™pi Dziób wskazaÅ‚ poza siebie.
— A dokÄ…d idzie?
— Tam — wskazaÅ‚ przed siebie.
— Niech nie kpi! Jest moim więźniem.
— Coraz lepiej! A jeÅ›li siÄ™ sprzeciwiÄ™?
— Za opór stawiany wÅ‚adzy posiedzi trzy lata w wiÄ™zieniu.
— Do diabÅ‚a! To razem trzynaÅ›cie. DziÅ› miaÅ‚em dostać dziesięć.
— Za co?
— To go nie obchodzi.
— CzÅ‚owieku, jesteÅ› albo wariatem, albo idiotÄ…! W każdym razie za żarty drogo zapÅ‚acisz.
— No, jeÅ›li już jeden z nas ma być wariatem, a drugi idiotÄ…, to wolÄ™ być wariatem.
— Czy do mnie pijesz?
— Nie, do mnie, to znaczy do wariata.
— Ale idiota to ja?
— Istotnie. Na to, niestety, nic nie mogÄ™ poradzić.
— WidzÄ™, że daremnie gadać na ulicy. Niech ze mnÄ… idzie. Naprzód!
— DokÄ…d?
— Wkrótce siÄ™ przekona. Co tu ma w worku?
— Przybory podróżne.
— A w tym drugim?
— StrzelbÄ™ myÅ›liwskÄ….
— Czy ma pozwolenie na broÅ„?
— Mam.
— Kto wystawiÅ‚?
— Ja sam.
— No, to niech bÄ™dzie gotów do rozstania siÄ™ ze strzelbÄ… i do dwóch dodatkowych lat wiÄ™zienia.
— Niech piorun trzaÅ›nie! Znów dwa lata?
— To w sumie już piÄ™tnaÅ›cie lat. W niezÅ‚ym tempie roÅ›nie. Tak rozmawiajÄ…c, szybko szli naprzód, odprowadzani przez tÅ‚um ludzi. Wreszcie dotarli do biura policji.
— Tutaj siÄ™ dowie, co znaczy aresztowanie.
— Wiem już od dawna.
— Nieraz siedziaÅ‚ za kratkÄ…?
— To go znów nie obchodzi.
— Grubianin jest, ale zatka mu siÄ™ usta. Wejść!
Weszli do sieni, a stąd do przedpokoju. Było tam kilku wartowników, a na ławce drzemało parę osób, oczekujących zapewne, aż przesądzi się ich los. Policjant wskazał myśliwemu tę ławkę i rzekł:
— Niech tu siada!
Sępi Dziób jednak położywszy na ziemi worek płócienny, puzon i worek ze strzelbą, rzucił się na krzesło.
— Wara! — krzyknÄ…Å‚ policjant. — To krzesÅ‚o nie dla niego. SÄ™pi Dziób wzruszyÅ‚ ramionami.
— Wiem chyba, jakie miejsce jest dla mnie odpowiednie. Policjanci spojrzeli ze zdumieniem na zuchwaÅ‚ego jegomoÅ›cia.
Jeden z nich zapytał:
— KrnÄ…brny gość. Kto to jest?
— Sam nie wiem — przyznaÅ‚ ten, który go tu przyprowadziÅ‚.
— WyglÄ…da jak przebieraniec. Czy zwariowaÅ‚?
— SpotkaÅ‚em go na ulicy. TÅ‚um biegÅ‚ za nim. Nie chciaÅ‚ pokazać dokumentów, dlatego zabraÅ‚em go ze sobÄ….
— Tutaj nauczy siÄ™ gadać!
— To już dawno umie, stary byku — oÅ›wiadczyÅ‚ SÄ™pi Dziób. — Nie uważaÅ‚em za stosowne wdawać siÄ™ w rozmowÄ™ na ulicy. Nie miaÅ‚em zresztÄ… czasu.
— Tu bÄ™dzie miaÅ‚ aż nadto.
— Niewiele. MuszÄ™ wyjechać najbliższym pociÄ…giem.
— To nas nie obchodzi! DokÄ…d jedzie?
— Hm! Czy chce ze mnÄ… jechać?
— Z nim? Ani mi siÄ™ Å›ni! — rozeÅ›miaÅ‚ siÄ™ policjant.
— No to po co mu wiedzieć, dokÄ…d jadÄ™?
— Oho! Takiego grubianina nie spotkaÅ‚em jeszcze w życiu! Ale tu go nauczÄ… grzecznoÅ›ci!
— Pffttf! Może on mnie nauczy? Nie wydaje mi siÄ™ tÄ™gim bakaÅ‚arzem.
— Niech piorun trzaÅ›nie! — zaklÄ…Å‚ policjant. — Jak Å›mie pluć na mnie? I w dodatku lżyć! JeÅ›li siÄ™ jeszcze raz oÅ›mieli, zamknÄ™ go w pace. A teraz niech wstanie z krzesÅ‚a i usiÄ…dzie na Å‚awce, na wÅ‚aÅ›ciwym dla siebie miejscu.
Sępi Dziób rozsiadł się wygodniej i skrzyżował nogi.
— Powoli, powoli, stary byku! Każdy, kto usiÄ…dzie na tym krzeÅ›le, poczytać sobie winien za zaszczyt, że ja na nim siedziaÅ‚em.
— A wiÄ™c opór! Wskażę mu mieszkanie, w którym bÄ™dzie mógÅ‚ siÄ™ zadomowić wygodnie nie obrażajÄ…c innych ludzi! Pójdzie ze mnÄ… do lochu.
— Do lochu? ‘Piekielnie mi siÄ™ nie chce.
— Nie ciekawi nas, czy chce, czy nie chce. Naprzód! Policjant poÅ‚ożyÅ‚ rÄ™kÄ™ na ramieniu SÄ™piego Dzioba. Traper strzÄ…snÄ…Å‚ jÄ…, podniósÅ‚ siÄ™ i rzekÅ‚:
— CzÅ‚owieku, niechże sÅ‚ucha, co mu powiem! Nie popeÅ‚niÅ‚em żadnego przestÄ™pstwa, a mogÄ™ siÄ™ chyba ubierać, jak mi siÄ™ podoba. JeÅ›li tÅ‚um za mnÄ… biegnie, to dowód jego gÅ‚upoty. MógÅ‚bym siÄ™ wykazać dokumentami, ale przedstawiam je tylko wówczas, kiedy traktuje siÄ™ mnie jak dżentelmena.
— Dżentelmena? — policjant spojrzaÅ‚ zdziwiony. — Nie chce chyba powiedzieć, że jest cudzoziemcem? Niech nie sÄ…dzi, że mu uwierzÄ™.
— Ba! Czy uwierzy, czy nie uwierzy, to mnie nie obchodzi. Ale zdaje siÄ™, że nie przywykÅ‚ do towarzystwa dżentelmenów, gdyż do nich nie mówi siÄ™ w trzeciej osobie.
Urzędnik był rozwścieczony.