Ponieważ niósł jej kosz, nie pozostawało jej nic innego, jak czekać, więc przystanęła i zaczęła go obserwować...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Zdarzyo si wic, i jednego razu zaszed do wityni gagatek z tych rodu, dziki ktrym rzecz posza w mowie, e warszawiak w pracy, a wilk u puga, to jednaka przysuga...
- Tak więc nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie ukształtowały się raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Rwnoczenie kocha ono rodzica-rywala spostrzegajc go jako osob wszechpotn i wszech-wiedzc, a wic rwnie o skrytych pragnieniach dziecka...
- – I kto o to pyta, taki ostrożny urzędas, jak ty? Nikogo nie napotkaliśmy, więc z nikim nie walczyliśmy – odparł sztywno rycerz...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
- Być ojcem więc, to może także stawiać wymagania, podprowadzać pod zadania coraz trudniejsze, ale jednocześnie umożliwiać ich realizację przez stałą...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Postawił kosz i blaszankę na ziemi i zamieszawszy farbę tkwiącym w niej pędzlem, zaczął malować duże, kwadratowe litery na środkowej desce, jednej z trzech, z których składały się wrota; po każdym słowie stawiał przecinek, jak gdyby czyniąc przerwy, w których każde słowo mogło przeniknąć głębiej do serca tego, kto je będzie czytał.
POTĘPIENIE, TWOJE, JEST, NIECHYBNE.
Na tle spokojnego krajobrazu, bladych, spłowiałych barw zarośli, błękitnego widnokręgu i obrosłych mchem desek parkanu zajaśniały bijące w oczy, malowane cynobrem słowa. Zdawały się one głośno krzyczeć i rozbrzmiewać echem w powietrzu. Niejeden z nas mógłby zawołać: “O, biedna teologio", widząc takie ohydne jej wypaczenie będące przejawem ostatniego, groteskowego okresu wiary, która w swoim czasie dobrze służyła ludzkości. Lecz słowa te ugodziły w Tessę z jakąś oskarżycielską zgrozą. Mogłoby się zdawać, że ów człowiek znał jej niedawne dzieje, a przecież był zupełnie obcy.
Ukończywszy malowanie cytatu mężczyzna podniósł z ziemi kosz, a Tessa machinalnie ruszyła w dalszą drogę.
– Czy pan wierzy w to, co pan napisał? – zapytała cicho.
– Czy wierzę w to? Czyż mogę nie wierzyć we własne istnienie?
– Ale – zapytała z drżeniem trwogi – gdyby pan popełnił grzech nie z własnej woli?
Potrząsnął głową.
– W tej palącej kwestii nie mogę rozszczepiać włosa na dwoje. Tego lata przeszedłem setki mil wzdłuż i wszerz tej części kraju, malując owe teksty na każdym murze, wrotach czy parkanie, a troskę o ich zastosowanie pozostawiam sercom tych, co je będą czytali.
– Uważam, że są okropne! – krzyknęła Tessa. – Miażdżą człowieka, zabijają!
– Właśnie taki jest ich cel – odpowiedział rzeczowym tonem. – Szkoda, że panienka nie czytała innych moich napisów, jeszcze gorętszych! Zachowuję je dla slumsów i portów morskich. Od tamtych człowiek po prostu zwija się! Nie powiem, żeby ten tekst nie pasował do rejonów wiejskich... O, widzę, tam ładny kawałek nagiego muru na tej opuszczonej stodole. Namaluję tam tekst w sam raz dobry dla takich niebezpiecznych dziewcząt jak ty, moja panienko. Czy zechcesz na mnie poczekać?
– Nie! – odrzekła i chwyciwszy swój kosz poszła z trudem dalej. Przeszedłszy kilka kroków odwróciła głowę. Na starym, bezbarwnym murze zabłysły płomienne litery, podobne do pierwszych, nadając mu dziwny, niezwykły wygląd, jak gdyby było mu przykro pełnić obowiązki, jakich dotychczas nigdy od niego nie wymagano. Krew uderzyła dziewczynie do głowy, gdy przeczytała i zrozumiała treść nie dokończonego jeszcze napisu:
NIE, POPEŁNISZ...
Wesoły nieznajomy zauważywszy, że Tessa przygląda się, przerwał malowanie i zawołał:
– Jeżeli chcesz poznać lepiej te budujące i ważne sprawy, to w tej parafii, do której idziesz, będzie miał dziś kazanie pewien dobry i bardzo poważny człowiek – pastor Clare z Emminster. Teraz niezupełnie zgadzam się z jego poglądami, ale to dobry człowiek i wytłumaczy ci wszystko równie dobrze jak każdy inny pastor. To on natchnął mnie do dzieła.
Ale Tessa nie odpowiedziała; cała drżąca, z oczami spuszczonymi ruszyła w dalszą drogę.
– Et, nie wierzę, by Bóg miał mówić podobne rzeczy! – szepnęła pogardliwie, gdy rumieniec zgasł na jej twarzy.
Wtem nad kominem ojcowskiego domu wzbił się pióropusz dymu, a na ten widok serce jej ścisnęło się boleśnie. Gdy zaś weszła do wnętrza, serce jej ścisnęło się jeszcze boleśniej. Matka przed chwilą zeszła na dół; na przywitanie odwróciła się od komina, na którym rozpalała pod kotłem ogień z dębowych gałęzi odartych z kory. Dzieci były jeszcze na górze, ojciec także, gdyż zwykle w niedzielę pozwalał sobie pozostać w łóżku pół godziny dłużej.
– Tessa! To ty, kochanie! – zawołała ze zdziwieniem Joanna prostując się i całując córkę. – Jak się masz? Nie widziałam cię od czasu, kiedyś odeszła. Czy wróciłaś do domu przed wyjściem za mąż?
– Nie, mamo, nie dlatego wróciłam.
– A więc na urlop?
– Tak, na urlop, na długi urlop – rzekła Tessa.
– Jak to? Więc twój kuzyn nie ma tych pięknych zamiarów?
– On nie jest moim kuzynem i nie ożeni się ze mną. Matka przyjrzała się jej uważniej.
– Widzę, że nie powiedziałaś mi wszystkiego. Wtedy Tessa podeszła do matki, oparła głowę na jej ramieniu i opowiedziała całą prawdę.
– I mimo wszystko nie potrafiłaś doprowadzić do tego, by się z tobą ożenił! – zawołała Joanna. – Po tym, co między wami zaszło, każda inna potrafiłaby to zrobić, tylko nie ty!
– Tak, może każda inna, ale ja – nie.