- Teraz połóż ją na plecach i przytrzymaj główkę ręką...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- Gdyby tego rodzaju wydarzenie zaszło pierwszej nocy, zaraz pomyślałbym o zmarłych mnichach, lecz teraz najgorszego gotów byłem spodziewać się po...
- UZNANIE Skoncentrujmy siÄ™ teraz na znaczeniu uznania i na tym, co ono tak naprawdÄ™ oznacza...
- — Wyczuwacie takÄ… ingerencjÄ™ nawet teraz? — Åšnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- Teraz – majÄ…c Boga, a z Nim Jego nieskoÅ„czone bogactwa – poÅ›piesznie wyrzekaÅ‚am siÄ™ ich...
- Chciałam to teraz powiedzieć Beacie, żeby ją skłonić do przemyślenia kwestii i urwałam, bo przyszło mi na myśl, że może spowoduję tym pierwszy krok na drodze...
- Czy na zewnątrz wiał wiatr tak silny, że szeleściły liście na drzewach? Czy może mój umysł dał się porwać przez wicher i słuchał teraz, jak tłucze się,...
- cio nie ma worka z pieniędzmi? W gronie najbliższych tak nazywała teraz hrabiego, a panowie nie pytali już o niego inaczej, jak: „Czy widziałaś wczoraj...
- i rozmaitych spółek, parę silnych branż, jak górnicy, jeszcze zachowu- je resztki dawnej potęgi, ale zdecydowana większość trzyma się teraz za...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie pozwól, żeby twarz znalazła się pod wodą. Spróbuj umyć jej włosy drugą ręką - wydawała polecenia Ayla. Ostrożnie pomogła dziewczynce ułożyć maleństwo na dnie zagłębienia. Lorala próbowała przeszkadzać, ale ręce siostry poruszały się pewnie, dając poczucie bezpieczeństwa w przyjemnie letniej wodzie. Ayla pomogła dokończyć mycie głowy, po czym wciąż jeszcze namydloną dłonią przetarła pupę i nóżki dziecka, odmoczone już w coraz bardziej spienionej wodzie.
- Umyj jej buzię, bardzo ostrożnie, samą wodą. Nie pozwól, żeby nalało się jej do oczu. Nie stanie się nic złego, ale może ją szczypać - ostrzegła znachorka.
Kiedy kąpiel dobiegła końca, Ayla posadziła dziecko i sięgnęła po spory kawałek nadzwyczajnie miękkiej, żółtawej skórki, który przyniosła w plecaku. Wyciągnąwszy go, uniosła niemowlę nad wodę i owinęła szczelnie, po czym podała Lanodze.
- Gotowe. Jest cała, zdrowa, świeża i pachnąca... Mięciutka, prawda? - dodała, widząc, że dziewczynka z zachwytem gładzi zamszową powierzchnię skórki.
Tak - odrzekła Lanoga, patrząc jej prosto w oczy.
- Dostałam ją w prezencie od ludzi, których spotkaliśmy w Podróży. Nazywają się Sharamudoi i słyną między innymi z tego, że potrafią tak wspaniale wyprawiać skóry kozic - zwierząt, które żyją w tamtejszych górach. Kozice przypominaj ą trochę koziorożce, ale są mniejsze. Nie wiesz, czy w tej okolicy też można je spotkać?
- Tak - odpowiedziała dziewczynka. Ayla czekała na dalszy ciąg, uśmiechając się zachęcająco. Odkryła, że Lanoga dobrze reaguje na proste pytania i bezpośrednie polecenia, ale zupełnie nie ma pojęcia o prowadzeniu swobodnej rozmowy; po prostu nie umie komunikować się z ludźmi. Cierpliwość znachorki została nagrodzona. Lanoga zmarszczyła czoło i odezwała się po długiej chwili: - Myśliwi przynieśli kiedyś jedną.
Ona mówi! Bez przymusu odezwała się całym zdaniem, pomyślała Ayla, radując się w duchu. Wystarczyła mała zachęta.
- Możesz zatrzymać tę skórkę, jeśli chcesz.
Na szczupłej twarzyczce Lanogi odmalowały się kolejno uczucia, których kobieta zupełnie się nie spodziewała. Najpierw oczy dziewczynki rozbłysły radością, potem pojawiło się w nich zwątpienie, a na koniec strach. Córka Tremedy zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
- Nie. Nie mogÄ™.
- Chcesz ją czy nie? Dziewczynka spuściła głowę. - Chcę.
Więc dlaczego mówisz, że nie możesz jej zatrzymać? - Nie mogę - powtórzyła Lanoga i zawahała się. - Nie pozwolą mi. Ktoś zabierze. Ayla zaczynała rozumieć.
- W porządku, zrobimy inaczej. Możesz przechować ją dla mnie, a ja pozwalam ci z niej korzystać.
Ktoś zabierze - powtórzyła uparcie Lanoga.
- Jeśli tak się stanie, powiesz mi o tym, a ja przyjdę i odbiorę ją - nie ustępowała znachorka.
Dziewczynka znowu zaczęła się uśmiechać, lecz po chwili spochmurniała i potrząsnęła głową.
- Ktoś będzie wściekły. Ayla skinęła głową.
- Rozumiem. W takim razie zatrzymam tę skórę, ale pamiętaj: kiedy tylko zechcesz jej użyć - dla siebie lub dla Lorali - możesz przyjść i pożyczyć ją ode mnie. A gdyby ktoś próbował ją zabrać, powiesz, że jest moja.
Lanoga zdjęła miękko wyprawioną skórkę z suchego już dziecka i oddała Ayli, siostrę zaś posadziła na trawie.
- Zabrudzi - mruknęła.
- Nic nie szkodzi. Wystarczy uprać. Niech sobie siedzi, będzie jej bardziej miękko niż na trawie. - Kobieta rozpostarła skórę na ziemi i sprawnie przesadziła dziecko, czując przy tym jeszcze delikatny, przyjemny zapach dymu.
Ten, kto chciał wyprawić skórę w taki sposób, musiał najpierw oczyścić ją i oskrobać, a następnie natrzeć mózgiem zwierzęcia i rozciągnąć. Po wyschnięciu stawała się cudownie miękka. Jej naturalny, prawie biały kolor zanikał podczas "wędzenia" nad ogniskiem. Rodzaj drewna i łatwopalnych dodatków decydował o tym, jakiej barwy nabierał ostateczny produkt. Zwykle skóra stawała się beżowa, z lekkimi nalotami brązu i żółci. Dodatkowym powodem, dla którego wieszano ją nad dymiącym ogniem, był fakt, iż proces ten wydatnie zwiększał jej elastyczność. Skóra, której nie poddano "wędzeniu", także była miękka, lecz kiedy zamokła i nie została ponownie wyprawiona i rozciągnięta - po wyschnięciu stawała się twarda i sztywna. Dym konserwował kolagenowe włókna w taki sposób, że raz wyprawiona skóra zachowywała miękkość bez względu na to, ile razy ją zamoczono i wysuszono. To właśnie ten proces sprawił, że zwierzęce skóry stały się naprawdę użyteczne w codziennym życiu.
Ayla spostrzegła, że powieki Lorali zaczynają opadać. Wilk, który rozprawił się już ze swoją kością, wrócił i z ciekawością przyglądał się pierwszej kąpieli niemowlęcia. Uniósłszy głowę, znachorka zauważyła czworonoga i kiedy przywołała go gestem - przybiegł wielkimi susami.
Teraz nasza kolej - zwróciła się do Lanogi, po czym spojrzała na zwierzę. - Wilk, pilnuj Lorali. Pilnuj dziecka - powiedziała, powtarzając komendę gestem ręki. Nie był to pierwszy raz, kiedy drapieżca pozostawał na straży dziecka, lecz Lanoga, która o tym nie wiedziała, wyglądała na zaniepokojoną. - Zostanie tu i dopilnuje, żeby nic się jej nie stało. Wezwie nas, kiedy mała się obudzi. Będziemy się kąpać w sadzawce zaraz za tamą, więc możesz nie spuszczać ich z oka. Umyjemy się mniej więcej tak samo, jak myłyśmy Loralę. Tyle że nasza woda będzie zimniejsza - dodała z uśmiechem.