Teraz już nie mierziło go wścibstwo...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- Gdyby tego rodzaju wydarzenie zaszło pierwszej nocy, zaraz pomyślałbym o zmarłych mnichach, lecz teraz najgorszego gotów byłem spodziewać się po...
- UZNANIE Skoncentrujmy siÄ™ teraz na znaczeniu uznania i na tym, co ono tak naprawdÄ™ oznacza...
- — Wyczuwacie takÄ… ingerencjÄ™ nawet teraz? — Åšnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- Teraz – majÄ…c Boga, a z Nim Jego nieskoÅ„czone bogactwa – poÅ›piesznie wyrzekaÅ‚am siÄ™ ich...
- Chciałam to teraz powiedzieć Beacie, żeby ją skłonić do przemyślenia kwestii i urwałam, bo przyszło mi na myśl, że może spowoduję tym pierwszy krok na drodze...
- Czy na zewnątrz wiał wiatr tak silny, że szeleściły liście na drzewach? Czy może mój umysł dał się porwać przez wicher i słuchał teraz, jak tłucze się,...
- cio nie ma worka z pieniędzmi? W gronie najbliższych tak nazywała teraz hrabiego, a panowie nie pytali już o niego inaczej, jak: „Czy widziałaś wczoraj...
- i rozmaitych spółek, parę silnych branż, jak górnicy, jeszcze zachowu- je resztki dawnej potęgi, ale zdecydowana większość trzyma się teraz za...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zaczął przeszukiwać szuflady Olivii. Nawet specjalnie nie był za to zły na siebie. Ten głos w telefonie naprawdę go rozwścieczył. Oto najlepszy scenariusz: Olivia coś przed nim ukrywała. Powinien dowiedzieć się co.
Nic nie znalazł ani w szufladach, ani w szafkach. Zaczął zastanawiać się, gdzie jeszcze mogła coś ukryć, kiedy o czymś sobie przypomniał.
Komputer.
Poszedł na górę i nacisnął włącznik. Komputer ożył. Wydawało się, że trwa to niemiłosiernie długo. Prawa noga Matta zaczęła się trząść. Położył dłoń na kolanie, tłumiąc drżenie.
W końcu kupili modem sieciowy - łączyli się przez kablówkę - więc po kilku sekundach już był w sieci. Znał hasło Olivii, ale nigdy nie sądził, że wykorzysta je w taki sposób. Załogował się na jej konto i przejrzał wiadomości. W poczcie przychodzącej nie znalazł żadnych niespodzianek. Spróbował zajrzeć do odebranej.
Katalog był pusty.
Zajrzał do folderu wysłanych. To samo - wszystkie zostały usunięte. Spróbował wejść do katalogu usuniętych, ale ten też został wyczyszczony. Zajrzał do historii przeglądarki, mając nadzieję, że się dowie, kiedy Olivia surfowała ostatni raz. Ten katalog także był wymazany.
Matt wyprostował się i doszedł do oczywistego wniosku: Olivia zacierała ślady. Nasuwało się pytanie: dlaczego?
Był jeszcze jeden obszar danych, który mógł sprawdzić: cookies.
Ludzie często kasują historię przeglądarki lub zawartość konta pocztowego, ale cookies to co innego. Gdyby Olivia je wykasowała, Matt natychmiast zorientowałby się, że coś jest nie tak. Na przykład nie włączyłaby się automatycznie jego strona w Yahoo! Portal Amazon nie wiedziałby, kim on jest. Osoba zacierająca ślady nie chciałaby tego.
Wykasowanie cookies za bardzo rzucałoby się w oczy.
Uruchomił Explorera i znalazł folder z internetowymi cookies. Było ich mnóstwo. Nacisnął przycisk daty, sortując je chronologicznie, najnowsze na górze. Przesunął po nich wzrokiem. Większość rozpoznawał: Google, OfficeMax, Shutter-fly - ale były też dwie nieznane domeny. Zapisał ich nazwy zminimalizował okno Explorera i wrócił do sieci.
Wpisał pierwszy adres i nacisnął „enter". Pojawiła się „Nevada Sun News", gazeta wymagająca rejestrowania się w celu uzyskania dostępu do archiwum. Siedziba redakcji znajdowała się w Las Vegas. Sprawdził profil. Olivia zarejestrowała się pod fikcyjnym nazwiskiem i adresem e-mailowym. Nic w tym dziwnego. Oboje to robili, żeby uniknąć spamu i bronić swojej prywatności.
Tylko czego szukała?
Nie wiadomo.
Może to dziwne, ale drugi adres powiedział mu o wiele więcej.
Trwało chwilę, zanim przeglądarka rozpoznała adres, który wpisał. Po kilku przekierowaniach w końcu zatrzymała się na czymś zwanym Stripper-Fandom.com.
Mart zmarszczył brwi. Na witrynie umieszczono ostrzeżenie, że osoby niepełnoletnie nie powinny z niej korzystać. To źle wróżyło. Nacisnął klawisz „enter". Zdjęcia, które się pojawiły, były - jak można oczekiwać - prowokacyjne. Stripper-Fandom było witryną oceniającą... ...striptizerki?
Matt potrząsnął głową. Było tam mnóstwo mini ikonek z kobietami w strojach topless. Wywołał jedną. Najwidoczniej znajdowały się tam biografie wszystkich dziewcząt.
Bunny rozpoczęła karierę tancerki egzotycznej w Atlantic City, lecz dzięki sugestywnym ruchom i obcisłym kostiumom szybko stała się gwiazdą i przeniosła się do Las Vegas. „Kocham to miasto! I kocham bogatych mężczyzn!". Specjalnością Bunny jest taniec na rurze w masce z uszami króliczka...
Matt kliknął link. Pojawił się adres e-mailowy, na wypadek gdyby ktoś chciał napisać do Bunny i zapytać o ceny „prywatnych audiencji". Właśnie tak - prywatnych audiencji. Jakby Bunny była papieżem.
Co to ma znaczyć, do diabła?
Matt przeglądał witrynę miłośników striptizu, aż nie mógł już tego dłużej znieść. Nic nie rzuciło mu się w oczy. Nic się nie wyjaśniło. Teraz był jeszcze bardziej zdezorientowany. Może ta witryna nie miała żadnego znaczenia. Większość striptizerek była z okolic Vegas. Może Olivia weszła na tę witrynę, kliknąwszy jakiś link z ogłoszeniem w gazecie z Nevady. Może link nie był opisany jako witryna striptizerek i doprowadził ją tam.
Tylko po co w ogóle weszła na witrynę gazety z Nevady? Dlaczego wykasowała wszystkie swoje e-maile?
Na to nie znalazł odpowiedzi.
Matt pomyślał o Charlesie Talleyu. Wpisał to nazwisko do Google'a. Nie znalazł nic interesującego. Zamknął wyszukiwarkę i zszedł na dół. Szepczący w słuchawce głos wciąż odbijał mu się echem w głowie, pozbawiając go rozsądku:
- Cześć, zgadnij, co robię teraz z twoją żoną?
Czas zaczerpnąć świeżego powietrza. Przydałoby się też coś mocniejszego.
Wyszedł i poszedł w kierunku South Orange Avenue. Już od Garden State Parkway nie można było przeoczyć gigantycznej brązowej butelki piwa, dominującej nad całą okolicą. Na tym odcinku GSP widziałeś także - może bardziej rzucający się w oczy od tej starej wieży ciśnień - rozległy cmentarz po obu stronach szosy. Ta wiodła prosto przez jego środek. Po obu stronach towarzyszyły ci niekończące się szeregi wyblakłych od słońca i deszczu nagrobków. Jadąc tędy, nie miało się wrażenia rozcinania cmentarza na dwie połowy, ale raczej łączenia ich w całość, jakby zasuwało się zamek błyskawiczny. A tam, w niezbyt odległej dali, stała gigantyczna butelka piwa, niczym milczący strażnik strzegący lub wyśmiewający pogrzebanych mieszkańców.