- Tak, sir...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Sir Brian siedział pod kątem czterdziestu pięci stopni do Jima...
- - Możesz nie mieć na to czasu, Jamesie - rzekł poważnie sir Brian...
- â Czy to nie wbrew zasadom NCAA?â Nie, o ile nic by nie wzi¹³...
- mógłby pomyśleć, że zrzekliśmy się legitymistycznych aspiracji...
- Wiał silny wiatr i było zimno...
- Pitt odwrócił się i spojrzał przez przejrzystą bańkę kabiny na ultramarynowy, ciemny błękit, sięgający dalekiego południa...
- - Niech pan mnie wezwie natychmiast, gdyby coś zaszło - prosił Olszowski...
- WITH SUFFICIENT NOTICE THEY CAN BE MADE AVAILABLE IN DRUMSFROM LOS ANGELES...
- Gaudeamus igitur, juvenes dum sumus!Stosunek naszych chłopców do ich służbowych samochodów jest typowo lotniczy, to znaczymają oni w pogardzie...
- His trainer KLONDIKE, an older fireplug, opens the door a little, sticking his head in the room...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Sądziłem, że mam prawo. Wyście mi nie pozwolili się z nią ożenić, pomyślałem, że powinienem przynajmniej raz jeszcze się z nią spotkać, być z nią do ostatniej chwili...
Sullivan przerwał mu uprzejmie. - Przysięgałeś być Marinę, i wiedziałeś, że oczekujemy posłuszeństwa. Ale bardziej martwi mnie, McGlynn, to, że wybrałem cię na stanowisko wymagające mojego najwyższego zaufania, na swojego ordynansa. I tyś to zaufanie zawiódł.
- Sir, jedno z drugim nie ma nic wspólnego - zaprotestował Mark.
- Co to za gówno, to , jedno z drugim nie ma nic wspólnego"? Otrzymałeś rozkazy, tak? Masz zobowiązania wobec Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych i twoich współkolegów Marines. - Uczynił znaczący gest. - Muszę mieć do mojego ordynansa absolutne zaufanie. Muszę wiedzieć, że jest tam, gdzie spodziewam się, że jest, kiedy tam być powinien. Od tego zależy moje życie. - Zdawał się przewiercać Marka wzrokiem. - Zachwiałeś moją wiarę w ciebie, McGlynn. Wynoś się stąd.
- Rozkaz, sir.
Mark wykonał zgrabnie w tył zwrot i zrozpaczony wyszedł.
Statki, płynąc dość szybko jak na transportowce, znikły. Ci na pokładach, którzy uwierzyli pogłosce, że wracają na ćwiczenia do Hawke Bay, już następnego ranka zdali sobie sprawę, że byli w błędzie. A gdy na horyzoncie zamajaczyły krążowniki i niszczyciele, stało się oczywiste, że płyną ku bitwie. Ale nie znał celu nawet Billy J., zaś zygzakowaty kurs, mający mylić wroga, uniemożliwiał jego odgadnięcie.
ROZDZIAŁ PIĘTNASTY
1.
Na morzu, listopad 1943
Pod koniec drugiego dnia od wyjazdu z Nowej Zelandii, podniecenie Pierwszej Kompanii Szóstego Batalionu na myśl o bitwie zmieniło się w nudę. Nie mieli nic do roboty, nie licząc ćwiczeń na górnym pokładzie, a gdy musieli wracać do kabin, narastał w nich wstręt, mogli bowiem tam tylko grać w pokera, czytać, pisać listy albo czyścić i tak już lśniący ekwipunek. Mark wraz z sześcioma kolegami zesłanymi do roboty w maszynowni, uważał ich życie za rajskie. Kazano im zdjąć mundury i wdziać workowate szmaty, które niegdyś były roboczymi kombinezonami majtków. Włosy, z przyczyn sanitarnych, obcięto im do gołej skóry, jak rekrutom. Pozwalano niekiedy wychodzić z tej piekielnej maszynowni - na pół godziny rano i na pół godziny po południu, a także na posiłki - podczas których kumple naigrawali się z nich niemiłosiernie, wrzeszcząc „pieczydupki, wyprażuchy"!
Mark znosił dzielnie harówkę pod pokładem, zniewag nie cierpiał, ale zdawszy sobie sprawę, że Billy J. w ten sposób dawał mu nauczkę, postanowił mimo wszystko zostać najlepszym ordynansem, jakiego Billy J. miał kiedykolwiek, chociaż nienawidził w tej chwili majora. Czwartego dnia spotkał go przypadkiem na pokładzie. Powiedział, że wiele się na dole nauczył, ale rad powróciłby do prawdziwej roboty.
Sullivan popatrzył nań chłodno. - Jeszcze nie postanowiłem, McGlynn, czy cię wezmę z powrotem czy też poszukam sobie kogoś, komu będę mógł zaufać bardziej, niż tobie. Starszy sierżant powie ci, co będziesz robił potem.
Mark był zdruzgotany. Wrócił do maszynowni świadom marności czekającego nań życia czarnoroboczego szmaciarza. Mogą go nawet odesłać do Stanów - perspektywa mrożąca w krew w żyłach.
Następnej nocy stare wygi na pokładzie Felanda wyczuły ląd. Rano ci z mostku dostrzegli dużą, pokrytą bujnym lasem wyspę. Była to Efate należąca do Nowych Hebrydów. Minęli port zatłoczony szarymi cielskami okrętów wojennych - niszczycieli, krążowników, pancerników z Pearl Harbor. Maryland, połyskując wypucowanymi do bitwy potężnymi, szesnastocalowymi działami, sunął pełną parą na spotkanie przybywających, których kierowano do Mele Bay. Okrętem flagowym dowódcy była Old Mary.
W ciągu sześciu kolejnych dni oddziały szturmowe ćwiczyły lądowanie na gorących plażach, tylko chłopcy z maszynowni wymykali się na górę tak często, jak to tylko było możliwe, by dopaść ostatniej baryłki z wodą. 12 listopada po południu Mark wraz ze swymi sześcioma współtowarzyszami niedoli otrzymał rozkaz stawienia się w kajucie starszego sierżanta.