Sir Brian siedział pod kątem czterdziestu pięci stopni do Jima...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- wszystkiego, co si dzieje, ni z teory, odgrywajcej si we wszystkiem, co sidzieje, w o l i m o c y...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
- Wyobraź sobie, że siedzisz w klasie z trzydziestoma innymi uczniami i nauczyciel zapyta, który z kolorów tęczy jest najładniejszy...
- Odważyła się podnieść wzrok i spostrzegła Horacego, który siedział za kontuarem i podnosił właśnie do oczu gazetę...
- lękam, siedzieć będę, dopóki od brata nie otrzymam wiadomości, co chce, abym z sobą po- stanowiła...
- polepszyło, tak, że postanowiliśmy wybrać się w podróż, przyłączając się do pięciu ludzi, któ- rym również sprzykrzyło się tam siedzieć...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
On, Jim i Angie stłoczyli się wokół jednego rogu wysokiego stołu; Jim siedział przy dłuższym boku, Brian przy krótkim, a Angie między nimi. Niemal każdy, kto spojrzałby na tę trójkę, zauważyłby, że istnieje coś, co różni sir Briana od Angie i od Jima.
Szlachetny rycerz, jak przypadkiem wiedział Jim, miał dwadzieścia pięć lat, czyli właściwie dobre trzy lata mniej niż Jim. Ale jakikolwiek obserwator widzący ich razem po raz pierwszy bez wątpienia uznałby, że Brian jest przynajmniej o dziesięć lat starszy.
Częściowo zawdzięczał to kanciastej, ogolonej i opalonej twarzy, na której znać było ślady niepogody. Poważny wygląd zależał także w dużej mierze od faktu, iż rycerz promieniował poczuciem pewności siebie, opanowania i naturalnego autorytetu przywódczego, czego Jimowi po prostu brakowało. Brian wyrósł, traktując jako pewnik to, ze będzie przywódcą. Zawsze przewodził, przewodził i teraz, i trochę jak Aragh, angielski wilk, uważał, że w dniu, w którym to się zmieni, zginie, a w tym przypadku wszelkie pytania co do jego prawa do takiego wyglądu będą już nie na temat.
W porównaniu z Jimem i Angie Brian był biedny. Był rycerzem-kawalerem, a to znaczyło po prostu, że nie był rycerzem-baronetem. Określenie „kawaler” nie odnosiło się do jego wolnego stanu. Oczekiwał powrotu ojca Geronde Isabel de Chaney, właściciela sąsiednich dóbr, z Ziemi Świętej - który to powrót mógł nigdy nie nastąpić - aby móc prosić go o pozwolenie na małżeństwo z Geronde. Zamek rycerza, Smythe, był stary i w kiepskim stanie. Ziemi miał on niewiele w porównaniu z Malencontri. Poślubiwszy Isabel, mógłby w końcu, po śmierci lorda de Chaney, dołączyć ziemie de Chaney do swoich włości. Wtedy stałby na równi z Jimem i Angie. Teraz jednak, jak to już było od kilku lat, sir Brian żył nieomal na krawędzi ubóstwa. Ale, jak myślał Jim, nie przejmował się tym za bardzo.
- No? - zapytała niecierpliwie Angie. - Jak twoja wizyta? Czego się dowiedziałeś?
- Och, cóż - powiedział Jim - wychodzi na to, że mój magiczny kredyt w Wydziale Kontroli... - Spojrzał na rycerza. - Nie jest ci to obce Brianie, nieprawdaż? - zapytał.
- Niechybnie nie, Jamesie - odparł tamten.
- Najwyraźniej nie można mu pozwolić, by leżał bezczynnie. Muszę go używać, w przeciwnym razie on będzie używać mnie - wyjaśniał Jim. - Carolinus wyposażył mnie w odpowiednią dla korzystania z kredytu wiedzę. Jeśli pozwolicie, nie będę się nad tym dalej rozwodził, bo jest to trochę skomplikowane. Ale dał mi wiedzę i muszę teraz praktykować. Tak więc oprócz tego, co z konieczności będzie mnie zajmować, to właśnie będę robił przez następne pół roku. Będę ćwiczył Magię.
- Możesz nie mieć na to czasu, Jamesie - rzekł poważnie sir Brian.
Rozdział 5
Jim jedynie zamrugał oczami, ale Angie szybciej pojęła.
- Co masz na myśli, mówiąc, że nie będzie miał czasu? - zapytała wojowniczo, nachylając się ku sir Brianowi. - Niby czemu miałby nie mieć czasu? Co mu w tym przeszkodzi?
- Prawdę rzekłszy przybyłem, żeby właśnie o tym was powiadomić. Postanowiłem poczekać na Jima i powiedzieć wam to, gdy będziecie razem, ponieważ sprawa ta dotyczy was obojga.
Na twarzy rycerza nie było ani śladu uśmiechu, a jego zachowanie było całkiem poważne. Przez chwilę Angie milczała, wobec tego Jim zapytał wprost:
- Co nam chciałeś powiedzieć?
- No jakżeż to, w miejscowości zwanej Poitiers, we Francji, stoczono wielką bitwę - odpowiedział sir Brian - Nasze wojska stanęły pod Edwardem, najstarszym synem i następcą naszego króla Edwarda, przeciw królowi Jeanowi z Francji, całemu jego rycerstwu i piechocie. I chociaż serce mi się kraje na tę wieść, jak każdemu wiernemu Anglikowi, książę Edward został wzięty w niewolę przez tegoż Jeana.
Jim i Angie wymienili błyskawiczne spojrzenia, którymi zgodzili się, że oboje nie wiedzą, co na to odrzec. Lecz rycerz z pewnością oczekiwał od nich odpowiedzi. Spojrzeli na niego.