sobności zabrałem drugą część skarbów Piorunowego Grota...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Sytuacje przeciwnie zró¿nicowane polegaj¹ na tym, ¿e jednostka jest za jedn¹ ze swych cech akceptowana przez jedn¹ osobê, a za inn¹ cechê odrzucana przez drug¹...
- – Zabierzesz stÄ…d te akta, zrobisz gdzieÅ› kopie, rozeÅ›lesz część do przyjaciół i znajomych rozrzuconych możliwie po caÅ‚ych Stanach, a resztÄ™ ukryjesz,...
- 261 Przez czêœæ dwudziestolecia miêdzywojennego postêpowanie podatkowe by³o normowane przepisami odziedziczonymi po ustawodawstwach pañstw zaborczych...
- Islena przyłapywała się na coraz większym poleganiu na żonie Baraka i nie potrwało długo, zanim obie, jedna ubrana na zielono, a druga odziana w...
- binka, pogrążony w myślach; właśnie doszedłem do wniosku, że druga filiżankakawy dobrze by mi zrobiła, kiedy ciszę rozdarł przeraźliwy krzyk...
- CZĘŚĆ TRZECIA ULGORozdział XIII Następnego ranka skręcili na północny zachód i ruszyli ku stromym, białym...
- Ta część praktyki ma na celu wprowadzenie umysłu i prany do kanału centralnego...
- Ale teraz, gdy upłynęła jedna godzina, druga i trzecia, sił tych ubywało za każdym krokiem...
- Druga kategoria lekarzy to ci, którzy opowiadają o swoich pacjentach mających tego rodzaju doświadczenia...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wszyscy zgromadzeni spojrzeli w dal z melancholią. Cóż oni mogli zrobić, skoro sam Ju-
arez nie mógł odnaleźć śladów zaginionych. Róża płakała ocierając w skrytości łzy, Różyczka
zaś objęła matkę i schowała głowę na jej piersi. Książę i Otto Rodenstein patrzyli w okno z
oczami pełnymi smutku. Tylko jeden kapitan nie mógł się temu przyglądać spokojnie. Ści-
snąwszy obie pięści zawołał:
– Na wszystkich diabłów, o gdybym ja byÅ‚ nieco mÅ‚odszy!
Otto natychmiast się obrócił i zapytał:
– To coÅ› byÅ› zrobiÅ‚?
– PojechaÅ‚bym tam i pokazaÅ‚bym wszystkim, gdzie pieprz roÅ›nie.
– A ja, ja także bym siÄ™ z panem zabraÅ‚ – powiedziaÅ‚ poczciwy Kurt.
Kapitan spojrzał na niego z wdzięcznością.
– Wiesz co Kurt, to tak jak wtedy...
– Na rozkaz, kapitanie.
– A co jeszcze?
– Na rozkaz, panie kapitanie.
– Ale co, ja jeszcze przecież nic nie powiedziaÅ‚em.
– Pomimo to wiem, że myÅ›li nasze sÄ… zgodne.
– No to co ja chciaÅ‚em powiedzieć?
– O czasach, gdy wielki książę z małżonkÄ… byÅ‚ u nas.
– Tak, to chciaÅ‚em przypomnieć.
– I jak doktor Sternau odznaczaÅ‚ siÄ™ raz za razem.
– Tak, kto by wtedy mógÅ‚ przypuszczać...
– Å»e tak niedÅ‚ugo po tym zaginie...
– I teraz ponownie.
– Niech diabeÅ‚ porwie caÅ‚y ten Meksyk!
– I wszystkich jego mieszkaÅ„ców. Och, gdyby ja wtedy siÄ™ tam dostaÅ‚, wygarbowaÅ‚bym im
skórę, żeby nawet nie poznali, czy ludzie, czy też psy ich szarpią. Buty bym potem sobie z ich
skóry zrobił. Niestety, stare kości, szpik wysechł w nich prawie doszczętnie.
– Za to moje sÄ… mÅ‚ode, kochany ojcze chrzestny.
Słowa te powiedział Robert, który dotąd przysłuchiwał się wszystkiemu z ogromną uwagą.
– To prawda kochany chÅ‚opcze, ale co ty możesz mieć wspólnego z Meksykiem?
Różyczka obracają się w ich kierunku powiedziała niespodziewanie:
– Prawda! ZupeÅ‚nie zapomniaÅ‚am! Robert jedzie do Meksyku!
Oczy wszystkich skierowały się na młodego oficera.
93
– Tak, to prawda – powiedziaÅ‚. – Mam tam wykonać pewne zadanie, mam również nadziejÄ™,
że zostanie mi na tyle czasu, abym mógł się zająć inną sprawą, czyli odszukaniem naszych
bliskich.
Sępi Dziób popatrzył na młodzieńca ze szczególną uwagą.
– Pan chce jechać do Meksyku? – zapytaÅ‚.
– Jak pan sÅ‚yszaÅ‚eÅ›.
– MÅ‚ody czÅ‚owieku, zostaÅ„ lepiej w domu.
– Dlaczego?
– Bo tam nawet powietrze dla takich paniczów nie jest zdrowe.
– A co mnie to obchodzi?
– Tam lata wiele oÅ‚owiu.
– To mi siÄ™ nawet podoba.
Sępi Dziób uśmiechnął się.
– Ale taki ołów, taka kulka może bardzo Å‚atwo trafić.
– Wiem o tym mój kochany, dokÄ…d zamierza siÄ™ pan udać, gdy wykona swoje posÅ‚annictwo
tutaj?
– Wracam do Meksyku.
– Czy dÅ‚ugo zatrzyma siÄ™ pan w Prusach?
– Ani minuty dÅ‚użej niż to bÄ™dzie konieczne. Tutaj mi siÄ™ nie podoba. Wszystko ospaÅ‚e.
Amerykanie są przyzwyczajeni do zupełnie innego życia.
– ProszÄ™ mi powiedzieć, jak dÅ‚ugo zamierza siÄ™ pan zatrzymać tutaj, u nas w zamku?
– Ja już jestem gotów do wyjazdu. BÄ™dÄ™ tylko prosiÅ‚ o odpowiedź dla prezydenta i lorda, a
potem zaraz mogę ruszać.
– To może pojedziemy razem?
– ChÄ™tnie, mogÄ™ sÅ‚użyć swojÄ… pomocÄ…. Kiedy pan chce wyruszać?
– PlanowaÅ‚em jutro, ale pozwoli pan, że go jeszcze o coÅ› spytam?
– OczywiÅ›cie.
– Do czyj ej partii w Meksyku pan należy?
– Do Juareza.
– Czy Juarez pana zna?
– Nawet bardzo dobrze.
– A pan zna najnowszÄ… sytuacjÄ™ w tym kraju?
– Nawet dokÅ‚adnie. Przecież przez ostatni czas byÅ‚em przy boku Juareza.
– To jest pan lepiej poinformowany niż nasi korespondenci?
– MyÅ›lÄ™, że tak.
– A jeżeli jeden z pruskich ministrów zażądaÅ‚by od pana opisu prawdziwego stanu, to po-
wiedziałby pan całą prawdę?
– Jeżeli jest szczerym naszym zwolennikiem.
– Czy pan w to wÄ…tpi?
– Hm, w tych sprawach trzeba być ostrożnym. Prusy nie trzymajÄ… z FrancjÄ…, ale sÄ… stronni-
kiem Austrii.
– Dopiero niedawno prowadziliÅ›my wojnÄ™.
– To prawda, myÅ›lÄ™, że Prusy nie bÄ™dÄ™ siÄ™ wiele troszczyÅ‚y o Maksymiliana, ale dlaczego siÄ™
pan o to pyta?