- Siedźcie se, dostaniecie i kolację, a chcecie, to zanocujcie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Nie możecie, czy nie chcecie, Strażniczko? — podchwyciła cicho lodowatym tonem Śnieżynka...
- Street, zastanawiając się, co zrobi na kolację, kiedy przed maskę wyskoczyło jejjakieś zwierzę...
- - Chcecie zostać tutaj na zawsze? To na nic się nie zda...
- - Chcecie mnie opuścić? - spytał Winicjusz...
- ec ct te ed d _ _ h ha an nd dl le er r s se et t _ _ u un ne ex xp...
- — Tak, poszliśmy na rewię, a potem jedliśmy kolację w „Dorset”...
- Człowiek, który jej płacił, ostrzegał jednak, że jeżeli nie przeżyje orgazmu, nie dostanie drugiej pięćsetki...
- name se rver 172...
- teresowała tylko matka, która wydała ją na ten świat i opuściła przed laty...
- znalazłeś te ulotki...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
..
I wójt siadł do miski, okrytej parą świeżo utłuczonych ziemniaków i polanych obficie skwarkarni, w drugiej donicy stało zsiadłe mleko.
- Siadajcie, Macieju, z nami, zjecie, co jest - zapraszała wójtowa, kładąc trzecią łyżkę.
- Bóg zapłać. Przyjechałem z boru, tom se już dobrze podjadł...
- Bierzcie się ano za łyżkę, nie zaszkodzi wam, teraz już wieczory długie...
- Długi pacierz i duża miska, jeszcze bez to niktoj nie pomarł - rzucił dziad.
Boryna wzdragał się, ale w końcu, że słonina mocno raziła mu nozdrza, przysiadł się do ławki i pojadał
z wolna, delikatnie, jak obyczaj kazał.
A wójtowa raz w raz wstawała i dokładała kartofli, to mleka przylewała. Dziadowski pies się kręcił i skamlał zdziebko do jadła.
- Cicho, Burek, gospodarze ano jedzą... i ty dostaniesz, nie bój się... uspokajał go dziad i wciągał
nozdrzami smakowitą woń, a przygrzewał ręce przy ogniu.
- To Jewka was podobno zaskarżyła - zaczął wójt, podjadłszy nieco.
- A ona ci! Żem to jej zasług nie wypłacił! Zapłaciłem, jak Bóg w niebie, i jeszczem ponadto z dobrego serca księdzu za chrzciny dał worek owsa...
- Ona powieda, że ten dzieciak to...
- W imię Ojca i Syna! Wściekła się czy co?
- Ho, ho, stary z was, a jeszcze majster! - Wójtowie poczęli się śmiać.
- Staremu prędzej się przytrafi, bo praktyk ci jest i znający! - szeptał dziad.
-Cygani jak ten pies, anim ją tknął.Jeszcze by ,taki tłumok....taka pode płotem zdychała a skamlała, coby ją za samą warzę a kąt do spania wziąć, bo na zimę szło. Nie chciałem, ale nieboszka peda:
"Weźmiem, przyda się w domu, co mamy przynajmować? będzie swoja pod ręką..." Nie chciałem ja, jako że zimą roboty nijakiej, a jedna gęba więcej do miski. Ale nieboszka pedo: "Nie turbuj się, umie pono wełniaki i płótno tkać, zasadzę ją i niechta se ścibie, zawżdy coś uścibie". No i ostała, odpasła się ino i zarno się postarała o przychówek... A kto w spółce, to już różnie gadali...
- Ona skarży na was.
- Zakatrupię ścierwę, cygana pieskiego!
- Ale do sądu trza wam iść.
- Pójdę. Bóg zapłać, żeście mi powiedzieli, bo wiedziałem ino, że o zasługi - ale zapłaciłem, na co świadków mam. A pyskacz zapowietrzony, a dzidówka! Laboga tyle umartwienia, że jaż chyba
udzierżyć nie udzierżę a to mi i krowa padła, że dorznąć musiałem, roboty nie pokończone, a tu człowiek sam kiej ten palec.
- U wdowca to kiej między wilkami owca - powiedział znowu dziad. .
- O krowiem słyszał, mówili mi już na polu...
- To dworska sprawa, bo pono borowy wygnał z zagajów. Najlepsza krowa! Ze trzysta złotych wartała, żegnała się, bo ciężka była, zapaliły się w niej wątpia, żem dorznąć musiał... Ale dworowi tego nie daruję... Podam do sądu.
Ale wójt zaczął mu tłumaczyć i przekładać, żeby się wstrzymał, jako w pierwszej złości zawsze się źle radzi, bo stał za dworem, a w końcu, żeby zwrócić rozmowę w inną stronę, mrugnął na żonę i powiedział:
- Bobyście się, Macieju, ożenili i miałby kto gospodarstwa pilnować.
- Kpicie czy co?... A dyć na Zielną skończyłem pięćdziesiąt i osiem roków. Co wama też w głowie, jeszcze tamta dobrze nie ostygła...
- Weźcie kobitę do swego wieku, a zaraz się wam zgoi wszystko - dodała wójtowa i jęła sprzątać ze stołu.
- Dobra żona głowy mężowej korona - dorzucił dziad, obmacując miski, które przed nim postawiła wójtowa.
Żachnął się Boryna, ale zamedytował głęboko, że mu to samemu do głowy nie przyszło. Boć jaka się tam kobieta nadarzy, a zawżdy ż nią lepiej niźli samemu biedować...
- Która i głupia jest, i niemrawa, która znów kłótnica, która do chłopskich kołtunów sięgająca, która paparuch a latawiec po muzykach i karczmach, a zawżdy chłopu z nią lepiej i wygoda - ciągnął dziad, pojadając.
- Dopiero by na wsi wydziwiali - powiedział Boryna
- Hale - ludzie warna zwrócą krowę abo i co poradzą. abo i kiele gospodarstwa chodzić będą, abo się nad wami użalą - zagadała gorąco wójtowa.
- Abo i ciepłą pierzynę narządzą - zaśmiał się wójt. A we wsi tyle jest dziewuch, że jak się idzie między chałupami, to bucha kiej z pieca.
- Ale, widzisz go, rozpustnik... czego mu się zachciewa...
- A Zośka Grzegorzowa na ten przykład, śmigła, piękna i wiano niezgorsze.
- A cóż to Maciejowi potrza wiana, nie gospodarz to pierwszy we wsi?
- Kto by ta miał dobra a i grontu dosyć - zaoponował dziad.
- Ni, Grzegorzowa nie la nich - podjął wójt - za mdła i młódka to jeszcze.
- A Jędrkowa Kasia? - wyliczała dalej wójtowa.
- Zmówiona. Wczoraj Rochów Adam posyłał z wódką
- Jest ci jeszcze Stachowa Weronka.
- Mamrot, latawiec i jedno biedro ma grubsze.