- Chcecie zostać tutaj na zawsze? To na nic się nie zda...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- Takiego wszyscy bardzo zawsze lubili, bo choć sam nie podpowiadał, umiał jednak zrobić hałas, wywrócić się z ławką, pomagał na wszystkie sposoby...
- oczyma osób ~»279stronnych ukryta, nie zawsze prowadzi do pomyślnych rezultatów"' Przygotowanie rodziców do organizowania rodzinno - domowego...
- oddechu przekazywało się rękom, wargom, głowie, z fryzury opadał na czoło już nie jeden 25 loczek jak zawsze, a dwa...
- Raz lub dwa razy w miesiącu, nie zawsze razem, chodzili na mszę do małego kościółka...
- jakiś rysunek słowa wypisane ręką Hali: „Nadzieję trzeba mieć zawsze...
- potpienia a priori, z przypomnieniem, e dyskusja jest zawsze moliwa, dla tych, ktrzy kochaj prawd...
- Krogstad Większość ludzi naszego pokroju nosi się na początku zawsze z podobnymi zamiarami...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Radość z powrotu Binabika minęła już nieco i teraz Miriamele znowu poczuła ogarniającą ją rozpacz. Siedzieli uwięzieni w pieczarze, podczas gdy świat wokół nich zmierzał w kierunku jakiejś okropnej katastrofy. - Czy nie widzisz, co się dzieje? Twoi ludzie wyczuwają to.
- Oczywiście, że to czujemy - odpowiedział Yis-fidri nieco rozgniewany. - Czujemy więcej niż ty. Znamy te zmiany, wiemy, co potrafią Słowa Stworzenia. Mówią do nas także kamienie. Lecz my nie mamy siły powstrzymać tego, co się dzieje, a jeśli zwrócimy na siebie uwagę, będzie to koniec. Nasza wolność nikomu nie jest potrzebna...
- Słowa Stworzenia? - powtórzył Binabik, lecz zanim zdążył dokończyć pytanie, Yis-hadra powiedziała coś cicho do męża w języku karlaków. Miriamele spojrzała na pozostałe karlaki skulone pod ścianą pieczary. Niewątpliwie były przestraszone; z szeroko otwartymi oczami mówiły coś do siebie, podekscytowane, potrząsając kończynami i ogromnymi głowami.
Yis-fidri spojrzał na żonę zaniepokojony.
- Ktoś jest na zewnątrz - powiedział.
- Na zewnątrz? - Miriamele zamknęła torbę. - Kto?
- Nie wiemy. Ale ktoś próbuje wejść przez ukryte drzwi naszej pieczary. - Pomachał nerwowo dłońmi. - Nie jest to śmiertelny żołnierz, gdyż ma pewną moc nad rzeczami; zabezpieczyliśmy drzwi do granic sztuki Tinukeda’ya.
- Nornowie? - szepnęła Miriamele.
- Nie wiemy! - Yis-fidri wstał i otoczył pająkowatym ramieniem Yis-hadrę. - Musimy wierzyć, że nawet jeśli znaleźli drzwi, to nie uda im się ich otworzyć. Nic więcej już nie możemy zrobić.
- Ale musi chyba być jakieś inne wyjście? Yis-fidri zwiesił głowę.
- Zaryzykowaliśmy. Ukrycie dwóch drzwi czyni je mniej pewnymi, a poza tym nie chcieliśmy wykorzystywać zbyt dużo Sztuki, ze względu na równowagę...
- Matko Miłosierna! - zawołała Miriamele. Czuła ogromną złość i strach. - Tak więc znaleźliśmy się w pułapce! - Odwróciła się do Binabika. - Niech Bóg nam pomoże, co mamy robić?
Troll wyglądał na zmęczonego.
- Czy pytasz, czy będziemy walczyć? Oczywiście. Qanucowie nie oddają łatwo swojego życia. Mindunob inik yat „mój dom będzie twoim grobem”. - Uśmiechnął się ponuro. - Ale bez wątpienia nawet najdzielniejszy troll będzie się starał obronić swoją jaskinię, zanim sam umrze.
- Znalazłam swój nóż - powiedziała Miriamele, uderzając nerwowo palcami po nodze. Starała się opanować drżenie głosu. W pułapce! Znaleźli się w pułapce bez wyjścia, a za drzwiami byli Nornowie! - Miłosierna Ely sio, szkoda, że nie mam łuku. Mam tylko Białą Strzałę Simona, ale jestem pewna, że on nie miałby nic przeciwko temu, gdybym zatopiła ją w ciele Norna. Mogę użyć jej jako sztyletu.
Yis-fidri patrzył na nią niedowierzająco.
- Nie uratowałby cię nawet pełen kołczan najlepszych strzał Vindaomeyo.
- Nie chcę się uratować - warknęła Miriamele. - Ale zaszliśmy za daleko, żeby pozwolić się pokonać jak przestraszone dzieci.- Wciągnęła głęboko powietrze. - Yis-fidri, jesteś silny. Czułam to, kiedy mnie niosłeś. Chyba nie pozwolisz tak po prostu się zabić?
- My nie mamy zwyczaju walczyć - przemówiła Yis-hadra. - Nigdy nie byliśmy silni, a przynajmniej nie w ten sposób.
- W takim razie zostańcie z tyłu. - Miriamele pomyślała, że teraz przypomina najgorszego i najbardziej buńczucznego rozrabiakę z gospody, ale wolała nie myśleć o tym, co mogło się niebawem wydarzyć. Już sam widok trzęsących się karlaków odbierał jej siły, a na dodatek jej własny strach przypominał dziurę, do której mogła w każdej chwili wpaść. - Zaprowadźcie nas do drzwi. Binabiku, nazbierajmy chociaż kamieni. Przynajmniej tego tutaj nie brakuje.
Karlaki patrzyły na nich nieufnie, jakby przygotowywanie obrony czyniło tych dwoje równie niebezpiecznymi jak wróg na zewnątrz.
Miriamele i Binabik szybko uzbierali stos kamieni, a potem troll rozłożył swój kij i wsadził za pas tę jego część, w której tkwił nóż, przygotowując swoją dmuchawę.
- Lepiej będzie zacząć od tego. - Wsunął strzałkę do dmuchawy. - Może śmierć, której nie będą mogli zobaczyć, ostudzi nieco chęć wejścia do środka.
Drzwi okazały się kolejną częścią prążkowanej ściany pieczary, lecz kiedy stanęli tuż przed nią, na kamieniu pojawiła się srebrzysta linia.
- Ruyanie, prowadź nas! - westchnął smutno Yis-fidri. - Złamali pieczęcie! - Karlaki zaczęły szeptać nerwowo.
Srebrzysta smuga posuwała się do góry, potem skręciła w bok i zaczęła sunąć w dół. Wtedy część ściany, który objęła, zaczął się przesuwać do wewnątrz, ocierając się o podłogę jaskini. Miriamele przyglądała się zafascynowana, czując przenikające ją drżenie.
- Nie wchodź przede mnie - szepnął Binabik. - Powiem ci, kiedy będzie można się ruszyć.
Drzwi zatrzymały się. Binabik przyłożył dmuchawę do ust na widok postaci w wąskim przejściu. Ciemna postać zachwiała się i poleciała do przodu. Karlaki jęknęły przerażone.
- Trafiłeś go! - zawołała Miriamele. Ścisnęła w dłoni kamień, gotowa w każdej chwili zaatakować, podczas gdy Binabik założył kolejną strzałkę, lecz nikt inny nie pojawił się w drzwiach.