się na czoło ogonka...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- w miarę upływu czasu i rozwoju danej jednostki na czoło wysuwają się takie cechy charakteru, jakrzetelność, dokładność i wiarygodność...
- Ta-Kominion zatrzymał się, puścił ramię Keldereka i oparł o jeden z głazów, przyciskając czoło do chłodnego kamienia...
- oddechu przekazywało się rękom, wargom, głowie, z fryzury opadał na czoło już nie jeden 25 loczek jak zawsze, a dwa...
- szczeglnoci na czoo, powieki oczu, zewntrzne przewody suchowe orazbon bbenkow...
- lubo[|l 6
- 5
- opowiadano różne historie...
- Gdy tak popatrywałem obojętnie na skąpaną księżycowym blaskiem panoramę, wzrok mój przykuła pewna niezwykłość w naturze i układzie jednego elementu...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ĺśe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Sprawa priorytetowa — zwrócił się do urzędnika. — Mam pełne upoważ-
nienie od Najwyższej Rady Demonów.
Na młodym demonie nie zrobiło to szczególnego wrażenia.
— Doprawdy? — zapytał.
Azzie okazał swoją czarną kartę kredytową.
— Czy to prawda, co on mówi? — zwrócił się urzędnik bezpośrednio do karty.
„PRAWDA” — błysnęła w odpowiedzi.
— Dobra — rzekł demon. — Cóż zatem możemy zrobić dla ciebie Panie
Gruba Rybo?
Azzie poczuł się urażony jego zachowaniem, ale uznał na razie, że nie czas na 47
wyciąganie z tego konsekwencji.
— Przede wszystkim potrzebuję dwóch solidnych zamków — rzekł. — Wiem,
że to niemało, ale są mi niezbędnie konieczne.
— Tylko dwa zamki, co? — demoniczny młodzian w golfowej czapce patrzył
na niego nieprzychylnie. — Przypuszczam, że z całego twojego planu będzie gu-zik, jeżeli ich nie dostaniesz?
— Zgadza się.
— W takim razie przygotuj się na wielka klapę, bracie, mamy bowiem na
składzie tylko jeden zamek, a i to w formie szczątkowej, bo chociaż ma prawdziwy mur obronny i barbakan, to resztę stanowi myślowy twór trzymający się kupy wyłącznie dzięki starym magicznym zaklęciom.
— Zabawne — stwierdził Azzie. — Sądziłem, że Zaopatrzenie dysponuje nie-
zliczoną ilością zamków.
— Tak było dawno temu, ostatnio sprawy uległy zmianie — możliwości zosta-
ły zawężone. Sprawia to wszystkim wiele kłopotu, ale tak jest ciekawiej. A przynajmniej tak głosi teoria Mocy Szatańskich związanych z Zaopatrzeniem.
— Nigdy o tym nie słyszałem — zaprotestował Azzie.
— Czy ty w ogóle wiesz, o czym mówisz?
— Gdybym wiedział — odparł urzędnik pytaniem — czy tkwiłbym na tej
marnej posadzie, żeby mówić facetom takim jak ty, że mogą dostać tylko jeden zamek?
— No, dobra — zdecydował się Azzie. — Biorę ten, który macie.
Urzędnik nagryzmolił coś na arkuszu pergaminu.
— Musisz go wziąć w takim stanie, w jakim się znajduje. Nie mamy czasu,
aby go załatać.
— Co z nim jest nie w porządku?
— Mówiłem ci o spajających go magicznych zaklęciach. Nie ma ich dosta-
tecznie dużo, więc niektóre części budowli znikają okresowo.
— Które partie? — chciał wiedzieć Azzie.
— To zależy od pogody — wyjaśnił tamten. — Ponieważ zamek stoi dzięki
zaklęciom suchej aury, długie okresy deszczu piekielnie źle wpływają na jego kondycję.
— Czy nie ma jakiegoś planu, który precyzowałby, jakie jego fragmenty zni-
kają w określonych warunkach?
— Oczywiście, istnieje taki harmonogram — zgodził się młody demon — ale
jest z gruntu przestarzały i tylko głupiec dałby mu wiarę.
— Mimo wszystko chcę go mieć — powiedział Azzie; zawsze miał dużo re-
spektu dla wszelkich gryzmołów na pergaminie.
— Gdzie mam go ulokować? — zapytał urzędnik.
— Chwila moment — powstrzymał go Azzie. — To się nie uda. Ja napraw-
dę muszę mieć dwa zamki. W mojej sztuce występuje dwoje różnych ludzi —
48
mężczyzna musi wyruszyć ze swego gniazda rodzinnego, aby dostać się do drugiego, w którym mieszka kobieta, jego ukochana; albo tylko tak mu się wydaje.
Naprawdę muszę mieć dwa zamki!
— A może jeden zamek i jeden bardzo duży dom?
— Nie, to by było zupełnie niezgodne z duchem przedstawienia.
Poradź sobie jakoś z jednym zamkiem — zasugerował urzędnik. — Możesz
go przecież odmienić. To można bardzo łatwo zrobić, zwłaszcza kiedy rozmaite komnaty ciągle znikają.
— Myślę, że będę musiał tak postąpić — westchnął Azzie. Albo jeden z nich
zastąpię moim pałacem. Kiedy możesz mi go przysłać?
— Och, dla ciebie zaraz się do tego wezmę — powiedział urzędnik głosem,
z którego wynikało jasno, iż Azzie nie zobaczy swego zamku, zanim Piekło nie zamarznie.
Azzie zrozumiał ten ton i stuknął w blat biurka czarną kartą kredytową.
ZRÓB, CO CI KAZANO! I TO SZYBKO! — błysnął napis.
— W porządku — zgodził się urzędnik. — Ja tylko żartowałem. Gdzie mam
dostarczyć tę kupę gruzów?
— Znasz obszar na Ziemi, który nazywają Transylwanią?
— Nie martw się, znajdę to miejsce.
— A wiesz może także, gdzie mógłbym dostać dobrą, ludzką, męską głowę?
Urzędnik tylko się roześmiał.
I tak Azzie opuścił Zaopatrzenie i powrócił na Ziemię, gdzie w tym czasie
minął niemal tydzień. Dotarł do Chateau des Artes i od razu zdenerwował się, że nigdzie nie ma Frike’a. Wyszedł z domu, zamierzał udać się konno do Augsburga, by tam poszukać swego sługi. Wpadłszy z hałasem do urzędu Estela Castelbrach-ta, zapytał wprost, czy ten nie widział Frike’a; w tej sprawie nie musiał bawić się w subtelności.
— Istotnie, spotkałem go — odparł burmistrz. — Szedł ulicą, zmierzając szybkim krokiem do domu doktora Albertusa. O, tam! Słyszałem, jak mruczał coś pod nosem o czyjejś głowie.
— Wielkie dzięki — odparł Azzie, wsuwając mu w dłoń monetę, jak to miał
we zwyczaju wobec osób urzędowych, kiedy tylko było go na to stać.
49
ROZDZIAŁ 8
Dom doktora wznosił się na końcu małej uliczki zamkniętej murami miejski-
mi. Stał w odosobnieniu, wysoki, wąski, stary, o kamiennym parterze, a wyższych kondygnacjach z ciosanego drewna. Azzie wspiął się po schodach i zastukał dużą kołatką z brązu.