Ta-Kominion zatrzymał się, puścił ramię Keldereka i oparł o jeden z głazów, przyciskając czoło do chłodnego kamienia...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- tylko jeden, podczas gdy żydowscy komuniści dostarczyli, jakże licznych zbrodniarzy, wcale nie mniejszych pod względem rozmiarów zbrodniczości od...
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- Felix Mendelssohn-Bartholdy32Mendelssohna z przyczyn narodowo[ciowych zniknBa zupeBnie ze scen, posta kompozytora przywoBywaB tylko ten jeden tytuB
- - dwadzieścia jeden najazd krzyżacki zniszczył kurie, leżące na zewnątrz warowni, kanonicy szukali sobie pomieszczeń zastępczych w poklasztornych...
- Jeden aspekt znaczenia terminu “filozof" opisano wyżej: powiedzieliśmy, że filozof to człowiek, który dąży do osiągnięciajedynego tylko celu -...
- to znać jaśnie, iż czynili te rzeczy, które doskonałemu dworzaninowi należą; jeden ćwicząc Aleksandra Wielkiego, a drugi króle sycylijskie...
- Autobiografia na czterech łapach - Dorota Suminska, ebook Może on jeden nie miał jeszcze swojej wybranki? Wesele odbyło się w Falemiczach...
- otwarcie się horyzontu czasowego w przyszłość, lecz raczej w przeszłość:„Idziemy do przodu oglądając się za siebie" - napisał jeden z...
- Jeden potężny kopniak celnie wymierzony w żebra zwierzęcia sprawił, że pies runął w dół, skowycząc i zawodząc...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Czy to Tuginda?
- Tak.
Keldereka. przez chwilę zaskoczyło to pytanie, dopóki sobie nie przypomniał, że Ta-Kominion nigdy nie widział jej bez maski.
Jesteś pewny?
Kelderek nie odpowiedział.
- Dziewczyna powiedziała, że Tuginda się modli...
- Modli się.
Ta-Kominion wzruszył ramionami i wyprostował się. Ruszyli ku niej. Kiedy byli już dość blisko, Tuginda odwróciła się do nich. W blasku księżyca jej twarz pełna była wyciszonej, spokojnej radości, która zdawała się nie tyle wznosić ponad ciemną puszczę i całe zagrożenie otaczające Ortelgę, ile je przenikać i uświęcać. W oczach Keldereka wiara promieniowała z niej jak światło z latarni.
“To przez nią - pomyślał w krótkim rozbłysku samopoznania - przez nią, a nie przeze mnie, moc Szardika zostanie przemieniona, aby stać się naszym błogosławieństwem. Jej przyzwolenie i wiara - jego siła i dzikość to jedno i to samo. Bez jej wiedzy jest słaby jak nieme zwierzę. Jest silna jak pędy lilii, które przebijają ziemię nawet wówczas, gdy przywalają ją kamienie.”
Stanęli przed nią i Kelderek uniósł dłoń do czoła w pozdrowieniu. Odpowiedziała uśmiechem, który był jak czuły krok partnerki w jakimś radosnym tańcu, wyrażającym wzajemne przywiązanie, szacunek, zaufanie.
- Przeszkodziliśmy ci, seijet...
- Nie. My wszyscy, cokolwiek robimy, czynimy to samo. Przyszłam tutaj, bo między paprociami jest trochę chłodniej. Ale możemy teraz wrócić do ogniska, jeśli wolisz.
- Seijet, twoje życzenia zawsze będą moimi.
Uśmiechnęła się ponownie.
- Jesteś tego pewny?
Pokiwał głową, odwzajemniając uśmiech.
- To jest wielki baron Ortelgi, Ta-Kominion. Przybył tu, aby porozmawiać o Panu Szardiku.
- Chyba nie czujesz się dobrze - powiedziała, dotykając palcami przegubu ręki barona. - Co się stało?
- To nic, seijet. Już powiedziałem Kelderekowi, że mamy bardzo mało czasu. Pan Szardik musi...
W tym momencie, gdzieś niezbyt daleko, ciszę puszczy rozdarł straszliwy krzyk - krzyk trwogi i agonii, porażający serca tych, którzy go usłyszeli, jak błyskawica poraża oczy. Na chwilę powróciła cisza, a potem rozbrzmiał drugi krzyk, który urwał się tak raptownie, jakby ktoś spadł z wysokości na skały.
Kelderek napotkał spojrzenie Ta-Kominiona. “To był śmiertelny krzyk”, pomyśleli obaj, nie wymieniając słów. Między drzewami biegli ku nim Numis i jego towarzysz z mieczami w rękach.
- Dzięki Bogu, panie! Myśleliśmy...
- Nieważne - przerwał mu Ta-Kominion. - Za mną, szybko!
Ruszył biegiem, klucząc między paprociami i wysokimi głazami. Dwaj słudzy pobiegli za nim... Kelderek pozostał przy Tugindzie, starając się dotrzymać jej kroku i jednocześnie przekonać ją, że powinna trzymać się z dala od zagrożenia.
- Usłuchaj mnie, seijet! Poczekaj tutaj, a natychmiast powiadomię cię, gdy coś znajdziemy. Nie wolno ci ryzykować życia.
- Nie widzę żadnego ryzyka. To już się stało. - Ale tam może być...
- Podaj mi rękę. W którą stronę pobiegł ten młody baron? Na brzegu lasu poszycie jest bardzo gęste, ale może uda się nam znaleźć ścieżkę, którą pobiegli.
Wkrótce natknęli się na Ta-Kominiona i jego służących, próbujących wyciąć nożami przejście przez pas splątanych pnączy.
- Nie ma jakiejś łatwiejszej drogi, panie? - mruknął zadyszany Numis, wyciągając kolce trazady z przedramienia i dusząc w sobie przekleństwa na widok Tugindy.
- Na pewno jest - odparł Ta-Kominion - ale musimy iść prosto w tym kierunku, skąd dobiegł krzyk, bo stracimy orientację i nie znajdziemy tego biedaka aż do rana.
Nagle Kelderek usłyszał czyjś głos: połączenie łkania z piskiem strachu. Kobieta, która go wydawała, musiała być niedaleko.
- Zilthe! - zawołał.
- Panie! - usłyszał odpowiedź. - Och, przyjdź tutaj, szybko!
Kiedy Numis wyciął wreszcie przejście przez kłębowisko lian, Kelderek przecisnął się za baronem przez zarośla. Po drugiej stronie nie było już drzew, przed nim rozpościerała się rozległa dolina zalana światłem księżyca. Jakieś pół mili dalej czerniał brzeg lasu, suchy i pomarszczony jak skóra susząca się na sznurze. Opodal majaczyła ciemniejsza linia jakiegoś strumienia, a wyżej, na prawo, mgliste zarysy gór Geltu na tle nocnego nieba.