opowiadano różne historie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Za jakże licznych Żydów, szpicli i donosicieli w służbie carów Historia odnotowała całe „legiony” antypolskich Żydów, szpicli i donosicieli...
- Czy to ojczyzna moze byc kiedyniekiedy, byc i nie byc na przemian? Ojczyzna moze byc tylko kraj stanowiacy nieprzerwalnie teren historyczny narodu, i to teren centralny...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- Wspólnota pierwotna, antyczne niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, wreszcie socja-lizm miały stanowić z mocy praw historii powszechnodziejowy model...
- Jednak pierwsza historycznie znana dynastia Szang, panowała od ok...
- mikołaj z wilkowiecka, historyja o chwalbnym zmartwychwstan Ale zwolennikiem wiernym...
- Czy Król Eahlstan jest częścią mojej historii? - zastanawiał się Simon...
- Ten ekscytujÄ…cy epizod historii poznania mĂłrz jest dobrze znany...
- Tak sobie opowiadano o tym zamachu, nie wiadomo jednak, czy byÂłato prawda, czy tylko pogÂłoska rozpuszczona przez Maksymina...
- Druga kategoria lekarzy to ci, którzy opowiadają o swoich pacjentach mających tego rodzaju doświadczenia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Śmiechy późno w nocy, znikanie małych zwierząt, różne
odgłosy... - Pokręcił głową. - Wszyscy w okolicy wiedzą, że lepiej trzymać się z dala od tego
miejsca, ale co można zrobić? Wezwać policję i poskarżyć się na wampiry?
- Widziałeś je? - spytał Jace. - Albo znasz kogoś, kto je widział?
- Było kiedyś paru chłopaków, grupka przyjaciół - zaczął Raphael. - Wpadli na
świetny, ich zdaniem, pomysł, żeby wejść do hotelu i zabić potwory. Wzięli pistolety i noże
pobłogosławione przez kapłana. Nikt więcej ich nie widział. Moja ciotka znalazła później ich
ubrania przed domem.
- Przed swoim domem? - upewnił się Jace.
- Si. Jednym z tych chłopaków był mój brat. - Raphael powiedział to beznamiętnym
tonem. - Teraz już wiecie, dlaczego czasami przychodzę tutaj w środku nocy, kiedy wracam
do domu od cioci, i dlaczego was ostrzegałem. Jeśli wejdziecie do środka, już stamtąd nie
wyjdziecie.
- Tam jest mój przyjaciel - wyjaśniła Clary. - Przyszliśmy po niego.
- Aha, więc pewnie nie uda mi się was zniechęć.
- Nie - przyznał Jace. - Ale nie martw się. Nie przydarzy nam się to, co twoim
przyjaciołom. - Wyjął zza paska jeden z anielskich noży i uniósł go. Emanujący z ostrza słaby
blask oświetlił jego kości policzkowe, pogłębiając cienie pod oczami. - Zabiłem wiele
wampirów. One mogą umrzeć, choć ich serca nie biją.
Raphael gwałtownie zaczerpnął tchu i powiedział coś po hiszpańsku, zbyt cicho i
szybko, żeby Clary zrozumiała. Podszedł do nich, omal nie potykając się o stos zgniecionych
plastikowych opakowań.
- Wiem, kim jesteście. Słyszałem o was od starego padre z St. Cecilia. Myślałem, że
to tylko bajki.
- Wszystkie bajki są w części prawdziwe - powiedziała Clary, ale tak cicho, że
chłopak chyba jej nie usłyszał. Patrzył na Jace’a, zaciskając pięści.
- Chcę pójść z wami - oznajmił. Jace pokręcił głową.
- Wykluczone.
- Mogę wam pokazać, jak dostać się do środka. Jace machnął ręką, ale wyraźnie miał
ochotę skorzystać z tej propozycji.
- Nie możemy cię zabrać.
- Dobrze. - Raphael minął go i kopniakiem rozrzucił stos śmieci leżący pod ścianą,
odsłaniając metalową kratę. Następnie schylił się i podniósł ją, chwytając za cienkie,
zardzewiałe pręty. - Oto, jak mój brat i jego przyjaciele weszli do środka. Prowadzi do
piwnicy, chyba.
Clary wstrzymała oddech, gdy z dołu buchnął odór zgnilizny. Nawet w ciemnościach
dostrzegła karaluchy biegające po zwałach śmieci.
Jace wykrzywił kąciki ust w lekkim uśmiechu. Nadal ściskał w ręce anielski nóż. Na
widok czarodziejskiego światła padającego na jego twarz Clary przypomniało się, jak Simon
trzymał latarkę pod brodą i opowiadał jej straszne historie, kiedy mieli po jedenaście lat.
- Dzięki - rzucił krótko.
- Wejdźcie tam i zróbcie dla swojego przyjaciela to, czego ja nie potrafiłem zrobić dla
brata - odparł Raphael. Twarz miał bardzo bladą.
Jace wsunął seraficki nóż za pasek i spojrzał na Clary.
- Idź za mną - powiedział i jednym zwinnym ruchem wsunął się przez kratę stopami
do przodu. Clary wstrzymała oddech, czekając na krzyk agonii albo zaskoczenia, ale usłyszała
tylko cichy stuk butów lądujących na twardej ziemi.
- Wszystko w porządku! - dobiegł z dołu stłumiony głos. - Skacz, a ja cię złapię.
Clary spojrzała na Raphaela.
- Dzięki za pomoc.
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko wyciągnął rękę, żeby jej pomóc. Jego palce były
zimne. Spadanie trwało zaledwie sekundę, a na dole już czekał na nią Jace. Kiedy Clary
ześlizgnęła się prosto w jego ramiona, sukienka podsunęła się jej w górę, a jego dłoń musnęła
jej udo. Prawie natychmiast ją puścił.
- Wszystko w porządku? - zapytał. Clary szybko obciągnęła sukienkę.
- Tak.
Jace wyjął zza pasa świecący anielski miecz i rozejrzał się w jego blasku. Stali w
płytkim, niskim wnętrzu o popękanej betonowej posadzce. Z widocznej między rysami ziemi
wyrastały czarne pnącza i pełzły po ścianach. Otwór bez drzwi prowadził do następnego
pomieszczenia.
Słysząc za sobą hałas, Clary odwróciła się gwałtownie. Zaledwie kilka stóp od niej
wylądował na ugiętych nogach Raphael. Wyprostował się i uśmiechnął. Jace zrobił wściekłą
minę.
- Mówiłem ci...
- Słyszałem. - Chłopak niedbale machnął ręką. - I co mi teraz zrobisz? Nie mogę
wrócić tą samą drogą, a wy nie możecie mnie tutaj zostawić, żeby martwi mnie znaleźli,
prawda?
Wyglądał na zmęczonego. Clary zauważyła sińce pod jego oczami.