Serce Eragona ścisnęło się ze zgrozy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Cha! cha! cha!— Åšmiech paÅ„ski rani moje serce...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- Serce Dawida znalazło się w rozdwojeniu, pod działaniem dwóch sił, mimo iż były one nierówne, ubóstwiał bowiem żonę, tkliwość zaś dla Lucjana ostygła...
- - Cholera, zaraz chyba pęknie mu serce - Denny znowu klęczałprzy chłopcu...
- Zaczynamy zatem od wejrzenia w swoje serce i umys³...
- W kawiarni zapadła martwa cisza...
- 50
- ezasową i ciągłą...
- Czwarty oddech: Uświadom sobie w tym momencie całe swoje ciało...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ktokolwiek posłał kamień do Kośćca, w końcu go odnalazł. A może imperium dowiedziało się o Saphirze? Nie wiedział, co byłoby gorsze. Myśl, myśl. Jajo zniknęło, nie zdołają go już znaleźć. Jeśli jednak wiedzieli, czym było, domyślą się, co się stało... Coś może grozić Saphirze! Potrzebował całej siły woli, by nie zdradzić targającego nim strachu.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś. Wiesz, gdzie oni są? - Z dumą zauważył, że jego głos tylko lekko zadrżał.
- Nie ostrzegam cię po to, żebyś się z nimi spotykał. Opuść Carvahall, wracaj do domu.
- Dobrze - rzekł Eragon, by uspokoić kowala. - Jeśli sądzisz, że powinienem.
- Sądzę. - Twarz Horsta złagodniała. - Może przesadzam, ale mani złe przeczucie co do tych obcych. Lepiej byłoby, gdybyś został w domu, póki nie wyjadą. Postaram się trzymać ich z daleka od waszego gospodarstwa, choć może mi się nie udać.
Eragon spojrzał na niego z wdzięcznością. Żałował, że nie może mu opowiedzieć o Saphirze.
- Pójdę już - rzekł i ruszył z powrotem do Rorana. Uścisnął mu ramię i pożegnał się.
- Nie zostaniesz choć trochę? - spytał zdumiony Roran.
Eragon o mało się nie roześmiał. Z jakiegoś powodu pytanie to strasznie go rozbawiło.
- Nie mam tu nic do roboty i nie zamierzam stać i czekać, aż odejdziesz.
- No to - mruknął niepewnie Roran - chyba nie zobaczymy się przez kilka miesięcy.
- Z pewnością miną szybko - odparł pośpiesznie Eragon. - Uważaj na siebie i wracaj jak najprędzej.
Uścisnął Rorana, po czym wyszedł. Horst wciąż stał na ulicy. Świadom wzroku kowala Eragon skierował się na przedmieście Carvahall. Gdy kowal zniknął mu z oczu, skręcił za dom, po czym z powrotem zakradł się do miasteczka.
Trzymając się cieni, sprawdzał kolejne ulice, nasłuchując w poszukiwaniu nawet najcichszych dźwięków. Myślami wrócił do domu, gdzie na ścianie został łuk. Pożałował, że nie ma go w dłoni. Krążył po Carvahall, unikając ludzi, aż w końcu zza jednego z domów usłyszał obcy, złowrogi głos. Choć słuch miał dobry, musiał nadstawiać uszu, by cokolwiek usłyszeć.
- Kiedy to się stało? - Słowa były gładkie niczym natłuszczone szkło, wydawały się przeciskać przez powietrze. Pobrzmiewał w nich dziwny syk, który sprawił, że włosy zjeżyły mu się na głowie.
- Jakieś trzy miesiące temu - odpowiedział ktoś. Eragon rozpoznał go natychmiast: Sloan.
Na krew Cienia, zaraz im powie... Postanowił podczas następnego spotkania obić Sloane'a.
Do rozmowy dołączyła trzecia osoba o niskim, wilgotnym głosie, przywołującym wizje zgnilizny, pleśni i innych rzeczy, które lepiej omijać z daleka.
-Jesteś pewien? Byłoby źle, gdybyś popełnił błąd. W takim wypadku mogłoby się to skończyć niezwykle... nieprzyjemnie. Eragon potrafił sobie wyobrazić, co mogliby zrobić. Czy ktokolwiek poza imperium śmiałby tak grozić ludziom? Pewnie nie, ale osoba która przysłała jajo, mogła być dość potężna, by otwarcie posługiwać się przemocą.
- Tak, jestem pewien. Miał go wtedy, nie kłamię. Mnóstwo ludzi o nim wie. Popytajcie. - Sloan sprawiał wrażenie wstrząśniętego. Powiedział coś jeszcze, czego Eragon nie dosłyszał.
- Byli mało... skłonni do współpracy. - Słowa te zabrzmiały drwiąco. Po chwili ciszy przybysz dodał: - Twoje informacje bardzo nam pomogły. Nie zapomnimy o tym. - Eragon mu uwierzył.
Sloan wymamrotał coś niewyraźnie, po czym Eragon usłyszał oddalające się pośpiesznie kroki. Zerknął za róg, aby sprawdzić, co się dzieje. Na ulicy stało dwóch wysokich mężczyzn, ubranych w długie czarne płaszcze, które z boku spływały po przypiętych do pasów pochwach. Na koszulach mieli symbole haftowane srebrną nicią. Kaptury osłaniały im twarze, dłonie skrywały rękawice. Plecy mieli dziwnie zgarbione, jakby ktoś wypchał im ubrania.
Eragon poruszył się lekko, próbując przyjrzeć im się bliżej. Jeden z obcych zesztywniał, odchrząknął dziwnie. Obaj obrócili się gwałtownie i przykucnęli. Eragon wstrzymał oddech, ogarnął go śmiertelny strach. Jego wzrok padł na ukryte twarze przybyszów i myśli skrępowała mu dziwna moc, nie pozwalając się ruszyć. Zmagając się z nią, krzyczał do samego siebie: Dalej! Jego nogi napięły się, bez skutku. Obcy skradali się ku niemu płynnym, bezszelestnym krokiem. Wiedział, że widzą już jego twarz, byli niemal za rogiem, sięgali po miecze...
- Eragon! - Wzdrygnął się, słysząc swe imię. Przybysze zamarli w miejscu i syknęli. Brom pośpieszył ku niemu z boku, głowę miał gołą, w dłoni trzymał laskę. Nie widział przybyszów. Eragon próbował go ostrzec, lecz jego język i ręce nie mogły się ruszyć. - Eragon! - krzyknął ponownie Brom. Obcy jeszcze raz spojrzeli na niego, po czym zniknęli między domami.
Eragon runął na ziemię. Na jego czole perlił się pot, dłonie miał lepkie i wilgotne. Stary mężczyzna podał mu rękę i pomógł wstać. - Wyglądasz na chorego. Czy coś się stało?
Eragon przełknął ślinę i bez słowa pokręcił głową. Gorączkowo rozglądał się wokół, szukając czegoś niezwykłego.
- Nagle zakręciło mi się w głowie, to wszystko. Już minęło. To było bardzo dziwne. Nie wiem czemu.