satysfakcjonujÄ…cy mnie kierunek...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagÅ‚a krew zaleje! — zawoÅ‚aÅ‚ Tay Tay...
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, ¿e jestem jakz³odziej, co chce wyj¹æ z cudzej kieszeni zegarek i daæ go komuœ innemu...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Miałem pełną swobodę zagłębiania się w to, co było moją ulubioną
dziedzinÄ… histori sztuki.
Mimo to podczas czytania, studiowania, kontemplacji i obserwacji stawało się dla mnie coraz bardziej
oczywiste, że czegoś mi tutaj brakuje. Tak naprawdę nikt dotąd nie pojął prawdziwej isto-ty tego zjawiska.
Wszyscy archeologowie traktowali cywilizację Majów jak zagadkową anomalię z epoki kamiennej.
Zacząłem podejrzewać, że powodem, dla którego archeologowie tak dokładnie
studiowali Majów, była ich niezdolność zrozumienia istoty sprawy. Nie mogąc przeniknąć tego ludu,
uznali, że sami Majowie są winni tego, że nie można ich pojąć.
Obok Morleya jednym z bardziej poważanych pisarzy i interpretatorów kultury Majów był J.ES.
Thompson. Jako ceniony autor dwóch monumentalnych prac: Maya Hieroglyphic Writing
i A Catalog of Mayan Hieroglyphs, jak również tych bardziej ogólnych tekstów jak The Rise and Fal of
Mayan Civilization, właśnie on, bardziej niż ktokolwiek inny, przedstawiał Majów jako „uczonych idiotów",
którzy, Bóg wie z jakich powodów, posiedli zawiłą wiedzę matematyczno-astronomiczną aż do granic
diabolicznej obsesji, nie mając jakichkolwiek racjonalnych przesłanek. Thompson, w większym stopniu niż
Morley, oceniał Majów według skali wartości europejskiego Renesansu. W rozważaniach na temat sztuki
majańskiej zdradzał on protekcjonalne zniecierpliwienie. Ponieważ archeologowie tacy jak Thompson nie
potrafili pojąć, kim w istocie byli Majowie, generalnie przypisywali im to, co najgorsze i przy swoim
nowoczesnym spojrzeniu na świat ukazywali ich jako wyobcowany, fatalistyczny reżim. Stąd np.
Thompson, skonfrontowany z jednÄ… z najwiÄ™kszych zagadek cywilizacji Majów – jej nagÅ‚ym upadkiem w
IX wieku – wolaÅ‚ widzieć to jako rewoltÄ™ niewolników przeciwko despotycznym wÅ‚adcom. Natomiast
Morley wyjaśniał: „Trudno uwierzyć w to, że kultura o tak trwałych fundamentach mogła gwałtownie
runąć.... Nawet jeśli przez wieki narastało niezadowolenie, nigdzie nie można znaleźć jakiegokolwiek jego
śladu".
Kiedy latem 1964 roku tak uporczywe myśli zaczęły chodzić mi po głowie, przygotowywałem się wła-
śnie do mojej następnej podróży do Meksyku. Tym razem owładnęła mną najsilniejsza z dotychczaso-
wych, romantyczna fascynacja tym miejscem. Podobnie jak dziesięć lat wcześniej w czasie podróży z
ojcem poruszałem się samochodem i miałem dość czasu na kontemplację wszechogarniających widoków
gór i nieba. Dla mnie ten kraj był wciąż żywy, mistyczny, pełen głębokich tajemnic. Moja otwartość na ety
tego miejsca i jego geografię doprowadziła mnie do odkrycia innych punktów widzenia niż te
prezentowane przez owładniętych materializmem archeologów. Pośród nich najważniejszą była Laurette
Sejourne. Znałem już jedną z jej książek, Burning Water: Thought and Religion in Ancient Mexico, która w
porównaniu z publikacjami innych archeologów była jak haust świeżego powietrza. Sejourne z powagą
potraktowała zdolności mentalne i duchowe Starożytnych. W Meksyku natrafiłem na in-ną jej publikację:
The Universe of Quetzalcoatl. We wstępie do tej książki Mircea Eliade, znakomity hi-storyk religi , napisał
o szczególnym podejściu Sejourne, dla której: „Kultura stanowi organiczną jed-ność... i dlatego powinna
być studiowana od środka, a nie od wątków pobocznych". Takie spojrzenie współgrało z moimi
odczuciami. Zacząłem dostrzegać, że problem w zrozumieniu Majów i całej staro-żytnej cywilizacji
Meksyku tkwił, tak naprawdę, w naszej obecnej cywilizacji. To, co zacząłem wówczas odczuwać, tzn. w
1953 roku, stawało się coraz bardziej wyraziste teraz. Oprócz Teotihuacan zwiedziłem dwa starożytne
ośrodki w górzystych rejonach Meksyku: Tula i Xochicalco. Moja intuicja, wspierana przez wiedzę, coraz
gÅ‚Ä™biej przenikaÅ‚a milczÄ…ce kamienie. W Xochicalco ogarnęły mnie przeczucia – czy też wspomnienia – o
zastraszającej wręcz intensywności.
Xochicalco leży na dużej wysokości, w odległej części stanu Guerraro. Jego prostą, harmonijną
architekturę zdominowała charakterystyczna obecność Quetzalcoatla, Pierzastego Węża. Xochical-co,
zwane „Miejscem Domu Kwiatów", datowane na IX-X wiek n. e., przedstawia mieszaninę wy-
sokogórskiego stylu Teotihuacan i stylu klasycznych Majów. To tutaj, w Xochicalco, elity Majów i
Teotihuacan schroniły się po „gwałtownym" upadku klasycznego etapu cywilizacji Majów i Mek-sykan. Tu
w 947 r. n. e. urodził się „historyczny" Quetzalcoatl, Trzcina 1 (Wędrowiec 1). Dla mnie potęgowała się
tajemnica Majów i jednocześnie rozpoczynał nowy etap badań.
TÄ… tajemnicÄ… byÅ‚ Quetzalcoatl, Pierzasty Wąż, zwany przez Majów Kukulkanem – „Miejsce, gdzie
przebywa wąż". Po lekturze książki Sejourne, Quetzalcoatl jawił mi się już nie jako jeden bóg, ale jako
bóg zwielokrotniony; nie jako jeden człowiek, ale wielu ludzi; nie jako jedna religia, ale ca-
PIERZASTY WÄ„Z, QUETZALCOATL, XOCHICALCO, X w. n.e.
ty kompleks mityczny lub struktura mentalna. Teraz było już jasne, że ta konstelacja cech, ta wielo-
raka obecność przejawiała się prawie w każdym aspekcie starożytnego Meksyku i całej cywilizacji Majów.
Quetzalcoatl, bardzo mocno związany z Wenus, Gwiazdą Poranną i Wieczorną, wpłynął nie tylko na