- Słuchamy - rzekła Tracy z lekkim zniecierpliwieniem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zresztą Rena i tak wolała słuchać o smokach, które były tematem dostatecznie bezpiecznym, nawet gdyby ktoś podsłuchiwał...
- Czy na zewnątrz wiał wiatr tak silny, że szeleściły liście na drzewach? Czy może mój umysł dał się porwać przez wicher i słuchał teraz, jak tłucze się,...
- — Słuchaj — zwrócił się Szeryf do swego przybocznego — czy wśród tych dziesięciu widzisz Robin Hooda?— Niestety nie, wasza wielmożność — odparł...
- Reynevan, choć sercowe perypetie Hackeborna obchodziły go wielekroć mniej od zeszłorocznego śniegu, udawał, że słucha, grzecznie potakiwał, nie warto, w...
- - Jakkolwiek będzie - powiedział do Kathi Logan i do każdego, kto go słuchał - zamierzam stanąć w słońcu tak, aby to przeszkadzało tym ludziom w odszukaniu mnie...
- Małgorzata odwiesiła słuchawkę i jednocześnie w sąsiednim pokoju rozległo się drewniane kuśtykanie i coś zaczęło dobijać się do drzwi...
- swoim ukochanym? Villemo go nie słuchała...
- - Słuchajcie no - powiedziała w przygnębieniu...
- – Głupia, powinna mu była wcześniej powiedzieć, że duch jej pierwszego męża będzie go dręczył – rzekła pani Crick...
- - Zobaczmy - rzekła Lexa, kartkując stertę życiorysów...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Gunther pochylił się i mówił szeptem przez kilka minut. Na zakończenie dodał:
- Dwa miliony dolarów, jeśli się wam to uda.
- Nic z tego - bezbarwnie podsumował Jeff. - Tracy... Ale Tracy nie słuchała go. Myślała o czekającym ją zadaniu.
Kwatera główna policji w Amsterdamie, na rogu Marnix Straat i Elandsgracht, mieści się w pięknym, starym, czteropiętrowym budynku. Korytarze zdobi jasna sztukateria, a klatka schodowa wyłożona jest marmurem. Podczas gdy Tracy wprowadzała się do hotelu „Amstel”, w sali konferencyjnej odbywało się zebranie Gemeentepolitie. Brało w nim udział sześciu funkcjonariuszy holenderskiej policji i jeden Amerykanin - Daniel Cooper.
Inspektor Joop van Duren był mężczyzną gigantycznych rozmiarów, o pucołowatej twarzy ozdobionej sumiastym wąsem. Głos miał głęboki, basowy. Rysownik, pragnący nakreślić jego karykaturę, nie miałby zbyt trudnego zadania. Zwracał się właśnie do Toona Willemsa, szczupłego, wysportowanego naczelnego komisarza - szefa miejskiej policji.
- Panie komisarzu, dziś rano do Amsterdamu przybyła Tracy Whitney. Interpol przypisuje jej niedawną kradzież diamentów firmy De Beers. Obecny tu pan Cooper twierdzi, że przybyła do Holandii z zamiarem popełnienia kolejnego przestępstwa.
Naczelny komisarz Willems zwrócił się do Coopera:
- Czy ma pan na to jakieś dowody, panie Cooper?
Daniel Cooper nie potrzebował dowodów. Znał Tracy Whitney lepiej niż siebie samego. To jasne, że przybyła tu, aby popełnić przestępstwo, jakiego ci policjanci nie są w stanie nawet sobie wyobrazić. Z trudem opanował zniecierpliwienie.
- Nie ma żadnego dowodu. Jedyna rada to przyłapać ją na gorącym uczynku.
- A jak pan to sobie wyobraża?
- Musimy ją nieustannie obserwować.
Słowo musimy zbulwersowało nieco naczelnego komisarza. Rozmawiał o Cooperze z inspektorem Trignantem.
„On jest wstrętny, ale naprawdę wie, co robi. Gdybyśmy słuchali jego rad, niewykluczone, że złapalibyśmy tę pannę Whitney już dawno”. Cooper twierdził dokładnie to samo.
Toon Willems podjął już decyzję. Dużo rozmyślał o tej szeroko komentowanej w prasie historii nieudanych poszukiwań sprawców kradzieży diamentów De Beers. Cóż z tego, że francuska policja nie zdołała ująć złodziei? Policja holenderska poradzi sobie znacznie lepiej.
- Dobrze więc - stwierdził naczelny komisarz. - Jeśli ta dama tak bardzo pragnie sprawdzić skuteczność działania naszej policji, jej życzenie zostanie spełnione. - Zwrócił się do inspektora van Durena. - Panu powierzam tę sprawę, inspektorze.
Amsterdam dzieli się na sześć policyjnych okręgów i policjanci rzadko przekraczają ich granice. Na polecenie inspektora van Durena podział ten w czasie trwania akcji przeciwko Tracy Whitney przestał obowiązywać, a policjanci z różnych okręgów zobowiązani zostali do ścisłej współpracy. Wyznaczono grupy operacyjne, których zadaniem było obserwowanie podejrzanych.
- Ma być pilnowana przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nigdy i nigdzie nie wolno wam stracić jej z oczu.
Inspektor van Duren zwrócił się do Daniela Coopera.
- Sądzę, panie Cooper, że teraz jest pan usatysfakcjonowany.
- Ani trochę, dopóki Tracy pozostaje na wolności.
- Złapiemy ją - zapewnił go inspektor. - Widzi pan, panie Cooper, ten kraj szczyci się posiadaniem najlepszej organizacji policyjnej na świecie.
Amsterdam to miasto uwielbiane przesz turystów, miasto setek wiatraków, zapór wodnych, domków o spadzistych dachach, pochylających się nad wodą kanałów i okolonych drzewami i zielenią. W kanałach stoją obok siebie jeszcze piękniejsze, kolorowe domki, zbudowane na wodzie, przyozdobione kwiatami geranium i rozwieszoną do suszenia bielizną, powiewającą na wietrze. Holendrzy byli chyba najbardziej towarzyskim narodem, z jakim zetknęła się Tracy podczas swoich podróży.
- Wszyscy są tutaj tacy szczęśliwi - podzieliła się z Jeffem swoimi spostrzeżeniami.