Zresztą Rena i tak wolała słuchać o smokach, które były tematem dostatecznie bezpiecznym, nawet gdyby ktoś podsłuchiwał...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- przekazywaniu właściwym adresatom we właściwym czasie informacji, które zostaną zrozumiane zgodnie z intencją nadawcy;zdolności do właściwego odbioru...
- 304 Roz dzia³ 17: Pocz ta elek tro nicz na Cc:Jest to li sta ad resów e-ma il, na które zo sta nie wys³ana ko pia „do wia do mo œci”...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- Sd Najwyszy z kolei zauwaa, e prawo do odmowy zastosowania przepisw ustawy, ktre sdy uznaj za sprzeczne z konstytucj, wynika z trzech wyraonych w niej zasad: jej...
- Ustalenie zakresu pojcia zwykych potrzeb rodziny zaley od kryterium, ktre stanowi bdzie podstaw zdefiniowania tego pojcia...
- Program komputerowy jest sekwencją rozkazów, które muszą być wykonane w określonym porządku, zaś wynik działania rozkazu często zależy od wyniku...
- pozytywistycznych, które wszelkie warianty artyzmu traktują jako instrumenty krasomówcze, a wartość słowa poetyckiego pragną mierzyć wartością...
- Diagnozowanie problemw z niskopoziomowym ruchem IPPierwsza seria testw bada niskopoziomowe usugi, ktre s niezbdne do pracy Samby...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- A swoją drogą, co to jest dursan? - zainteresowała się Myre, wyjmując jednocześnie grzebień i starannie układając na nowo włosy Reny, tak by ukryć fakt zniknięcia części ozdób. - I co to jest Evelon?
- Evelon to miejsce, z którego tu przybyliśmy - odparła dziewczyna z roztargnieniem, gdyż w myślach tworzyła obraz smoka rzeźbiącego wierzchołek góry na swoje podobieństwo. - Ja go oczywiście nie mogę pamiętać i lord Tylar również nie, gdyż my urodziliśmy się już tutaj, lecz wszyscy naprawdę starzy Wysocy Lordowie z Rady pamiętają, na przykład wuj lorda Ardeyna. Jest to podobno niebezpieczne miejsce, tak niebezpieczne, że musieliśmy je opuścić lub zginąć.
- Niebezpieczne? - indagowała Myre, której oczy zwęziły się. - W jakim sensie?
Rena wzruszyła ramionami.
- Lorryn twierdzi, że to wszystko była nasza wina. Każdy z domów był zwaśniony z co najmniej tuzinem innych, a nie walczono, tak jak teraz, przy pomocy gladiatorów lub armii niewolników, ponieważ tam nie było niewolników, nie było w ogóle ludzi. Domy szkoliły na zabójców własne dzieci, toczyły pojedynki na magię lub też stwarzały straszliwe potwory, które miały się zwrócić przeciw innym domom. Niestety, połowa z nich uciekała i stawała się niebezpieczna dla wszystkich. Niektóre z domów umieszczały w swoim godle potwora, którego stworzyły. Dursan jest czymś w rodzaju smoka, tylko bez skrzydeł; wygląda jak wielka jaszczurka, zjada wszystko, co się pojawi w jego polu widzenia i zieje ogniem. Tworzono też smoki, tylko że wszystkie smoki uciekły. Jak mówią historyczne opowieści, dursany wykształciły w sobie moc magiczną, zdolność rzucania uroku, a przez to stały się jeszcze bardziej niebezpieczne.
- Coś podobnego! - Myre nadal poprawiała włosy Reny, a na jej twarzy malował się wyraz wewnętrznego skupienia. - A więc to była główna przyczyna, dla której wy wszyscy opuściliście Evelon?
- Myślę, że tak. Opuściliśmy go, bo po prostu nam się udało. - Rena raczej nie miała do swego dziadka pretensji o tę decyzję, jeśli Evelon był tak straszny, jak to opowiadała lady Viridina. - Lorryn uważa, że te domy, które się tu przeniosły, były prawdopodobnie najsłabsze i miały najmniej do stracenia, dlatego próbowały gdzie indziej. Twierdzi, że właśnie dlatego jest tu tak wielu lordów o niewielkiej mocy magicznej.
- Od czasu do czasu zdarza się, że twój brat powie coś sensownego, o pani - zażartowała Myre. - Tak więc słabi uciekli i zostawili wolne pole dla silnych, a ci z kolei zapewne zniszczą siebie wzajemnie i wszystko dookoła, próbując pokonać jeden drugiego. Doprawdy, ja też nie chciałabym mieszkać w Evelonie.
- Teraz mówisz jak Lorryn - zauważyła Rena z cichym śmiechem. - Właśnie coś takiego mógłby powiedzieć.
- Jak już przyznałam, czasem mówi coś z sensem. - Myre odłożyła grzebień i obejrzała swoje dzieło. - Można więc przyjąć, że to z tego powodu żaden z Wysokich Lordów nie wchodzi w otwarty konflikt z innym, lecz wszystkie problemy załatwiają za pomocą intryg albo bitew pomiędzy armiami niewolników lub gladiatorów?
Rena skinęła głową.
Tak. I jest to nie tyle kwestia prawa, co wzajemnego porozumienia. W dawnych czasach, kiedy dopiero budowaliśmy nasze dwory. Wysocy Lordowie łączyli razem swoją moc, i dzięki temu wszystko robiono bardzo szybko. Jednak obecnie... - teraz ona zrobiła wymowny grymas - prędzej mi kaktus na dłoni wyrośnie, zanim ktoś taki jak lord Syndar użyczy swej mocy, lordowi Kylanowi. Mam nadzieję, że smoki lepiej niż oni współpracują ze sobą.
Słyszałam coś o tym - oświadczyła Myre. - Mówiono mi, że pożyczają sobie wzajemnie mocy i że nigdy nie dochodzi między nimi nawet do najmniejszej sprzeczki. Tylko zdrada najgorszego rodzaju może sprawić, że staną się wrogami. Podobno tam, gdzie żyją smoki, pokój trwa przez tysiące lat. Uważa się, iż dlatego udzieliły pomocy półelfom. Czarodzieje próbowali żyć spokojnie w ukryciu, a tymczasem elfi władcy zaatakowali ich, starając się ich zniszczyć. Z pewnością smokom zrobiło się żal półelfów i poczuli antypatię do elfów, którzy chcieli ich skrzywdzić.
- Szkoda, że my tacy nie jesteśmy - westchnęła Rena, przyglądając się swemu odbiciu.
“Gdybyśmy byli do nich podobni, to nie podawano by mnie jak na tacy jakiemuś śliniącemu się, staremu ramolowi - pomyślała ponuro. - Gdybyśmy tacy byli, mogłabym robić to, na co miałabym ochotę, a ojciec zostawiłby mnie w spokoju”.
Robić, ale co?
- Co robią smoki, kiedy nie pomagają czarodziejom? - zastanowiła się głośno.
- O, wspaniale spędzają czas - natychmiast odpowiedziała jej Myre. - Szybują w powietrzu, bawią się w różne gry, badają nieznane tereny, tworzą piękne rzeźby za pomocą magii, opowiadają sobie ciekawe historie i robią jeszcze mnóstwo innych cudownych rzeczy. Musiałabym cały dzień ci opowiadać.
Rena przełknęła ślinę, gdyż wizja takiej swobody ścisnęła ją za gardło. “Gdybym tylko mogła jakoś uciec - marzyła - uciec do krainy, z której pochodzą smoki! Gdybym mogła znaleźć się w miejscu, gdzie już nigdy nie musiałabym być posłuszna rozkazom ojca, gdzie nie byłoby żadnych nakazów. Nakazy i wola ojca ciążyły jej tak namacalnie jak te okropne klejnoty, które dla niej stworzył. Jak można szybować z takim ciężarem na sercu?”
Lecz marzenia o ucieczce były równie bezsensowne jak marzenia o smoku, który przyleci i ją stąd zabierze - jedne i drugie były tak samo nierealne. Jak mogłaby uciec? Nigdy w życiu nie była nawet poza granicami posiadłości! Nie miała zielonego pojęcia, jak sobie samej radzić, a to właśnie musiałaby robić, żeby jej nie znaleźli i nie przywieźli z powrotem, gdyby tylko postawiła stopę poza terenem ojca.
Ucieczka nie wchodzi w grę.
Co gorsza, przeciągnęła już te przygotowania na przyjęcie najdłużej jak mogła. Jeszcze chwila, a ojciec zjawi się tu, by zobaczyć, co spowodowało taką zwłokę i z pewnością nie będzie zachwycony, zastawszy ją całkowicie wystrojoną i gapiącą się w lustro.
Wstała ponownie, wprawdzie bez entuzjazmu, ale z godnością.