- Są w zmowie - szepnął Mikołaj do Michaela z rozszerzonymi niepokojem oczyma...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W pewien sposób cieszyła się, że Egwene oraz jej przyjaciółek tu nie ma, cieszyła się, że nie może widzieć ich twarzy, a na nich, być może, piętna...
- Komnata znajdowała się na samym szczycie najwyższej wieży fortecy Przeoczenie na południe od Pułapki Cienia, miasta położonego na południowym krańcu...
- - Niedobitki Shaido wycofują się na północ - oznajmiła ponuro Amys - a coraz ich więcej przekracza Mur Smoka, jednak Rand al'Thor najwyraźniej o nich...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
- Nałgała mu coś o jednym jedynym weekendzie w łóżku z narzeczonym, który poszedł do wojska i zginął, co potem okazało się szczerą prawdą, gdyż...
- Brezovsky wstał i zwrócił się do adwokata: - Niestety, będziemy zmuszeni zatrzymać pana Lebovitza, bo może okazać się bardzo ważnym świadkiem...
- Wyniki te przeczą dosyć silnie zakorzenionemu w psychologii przekonaniu, że albo stosujemy racjonalne, czyli zaradcze sposoby przezwyciężania...
- Zresztą Rena i tak wolała słuchać o smokach, które były tematem dostatecznie bezpiecznym, nawet gdyby ktoś podsłuchiwał...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Izomag wita was na rubieżach Xanadu - oznajmił Shahpur. Nikoła j jęknął.
- Wspaniale, wspaniale! - krzyknął wyrzucając ręce w górę. - Teraz nie masz żadnego wyboru. Ja też nie.
Rozdział czterdziesty pierwszy
Harka przywitał się znużony z Michaelem i przysiadł na piaszczystym brzegu rzeki. Tik i Dour stanęli obok niego. Obaj młodsi Sidhowie sprawiali wrażenie zdenerwowanych; tylko Bek i Harka pozostawali swobodni, z tym że Harka nie był chyba zdolny do czegokolwiek innego. Shahpura nie dawało się rozgryźć.
- Czuwaliśmy nad tobą, ma się rozumieć - powiedział Harka. Nie odepchnął sondy Michaela; był, jeśli to w ogóle możliwe, jeszcze bardziej pusty niż wtedy, gdy Michael ostatni raz zaglądał w jego umysł. Jego pustka była tak samo niepokojąca, jak straszliwa pełność Shahpura.
- Nie potrzeba mi ochrony - powiedział Michael.
- Izomag jest innego zdania. Niewiele mógł pomóc, kiedy podróżowałeś z Ziem Paktu do tego miejsca, przez terytoria Sidhów. Ale kazał nam wyjść ci na spotkanie w góry, a nawet poważył się wysłać z tobą Beka do Inyas Trai. Teraz gdy zbliżyłeś się do jego włości, mamy o wiele więcej swobody. Możemy pomagać, kiedy zajdzie taka konieczność.
- Mówiąc o pomocy - odezwał się Shahpur - Harka rozumie, że musimy zadbać, abyś dotarł do Xanadu. Takie jest życzenie Izomaga.
Sidhowie, jakkolwiek niski był ich status, zachowali nadal pewne swe umiejętności. Michael zorientował się co do tego zaledwie muskając ich aury. Nie mógł uciec. Wciąż czuł się silny, ale nie był to ten rodzaj siły, jaki mógłby bezzwłocznie zastosować; dyscyplina Biriego zakłóciła w jakiś sposób nawet jego elementarne umiejętności. Gdyby był tu Biri, siły byłyby co najmniej wyrównane; w obecnej sytuacji opór był jednak bezcelowy.
- Cały czas to właśnie planowałem - powiedział Michael. - Żaden przymus nie jest potrzebny.
- Wspaniale - powiedział Harka. - Izomag będzierad. Jak łatwoesię domyślić niewielu. gości go odwiedza.
- A co ze mną? - spytał Nikołaj.
- Wszyscy, którzy pomagali dziecku-człowiekowi, są mile widziani w Xanadu. Ruszamy zaraz, czy musisz odpocząć po swej... pracowitej nocy?
- Jestem wypoczęty - powiedział Michael. Nikołaj wyprostował się i skinieniem głowy dał znak, że też jest gotów do drogi. - Świetnie. To przyjemna podróż. Będziemy na miejscu póź
nym wieczorem. Oczywiście, gdybyśmy wszyscy mieli konie... zerknął z zazdrością na wierzchowca. - Niestety nie mamy. Bek zaopiekuj się eponem.
Na odcinku pierwszych piętnastu kilometrów ściany kanionu stawały się coraz wyższe, aż w końcu szli dnem głębokiej przepaści pogrążonej w wiecznym cieniu. Przy brzegu rzeki tłoczyły się mchy i paprocie, a były wśród nich i takie, które wybujały - wysoko tworząc nad ich głowami gęsty baldachim spowijający wszystko w zielonym mroku. Rzeka stała się głębokim, rwącym potokiem o szerokości nie przekraczającej dziesięciu metrów.
W jej przezroczystej toni Michael dostrzegał Rzekoli :połyskujących niczym pstrągi, lawirujących między skałami i falującymi wodorostami, spływających do morza.
Do wylotu kanionu dotarli późnym popołudniem. Ściany obniżyły się gwałtownie, a rzeka rozlała szerzej wypływając na rozległą porośniętą lasem równinę. Równinę omiatały ruchliwe tumany mgły; niebo w górze stapiało się w barwę leżącą gdzieś pomiędzy masłem a polerowanym brązem. Drzewa porastające równinę podchwytywały ten brązowawy odcień i przyjmowały kolor bladej, umbrowatej zieleni. Chmury o złotych obrzeżach rzucały na wszystko długie cienie.
Równina opadała łagodnie ku bezkresnemu, płaskiemu morzu, spokojnemu w ostatnich. promieniach gasnącego dnia jak lustro odbijające niebiosa i dodające mu od siebie tylko nieco ciemniejszy odcień.
Nadal posuwając się wzdłuż rzeki weszli w czerwonej poświacie zachodu słońca w najbliższy gąszcz drzew. Woda wzdychała i szumiała w szerokim korycie pokrytym małymi kamykami. Którędy podążyli Rzekole, skoro głębokość rzeki na tym odcinku nie przekraczała kilkunastu centymetrów, Michael nie potrafił wydedukować.
Harka ponaglał ich do szybszego marszu przez wieczorne cienie. Leśny szlak był zarośnięty i łatwo było z niego zboczyć nawet w jasny -dzień, ale to zdawało się dopingować truposzowatego Sidha do tym większego pośpiechu. Bek, Tik i Dour szli kawałek z tyłu. Shahpur trzymał się blisko Michaela, a jego biała postać sunęła niemal bezszelestnie przez krzaki i po zeschłych liściach zaściełających ścieżkę.
Harka zastanawiał Michaela. Panująca w nim pustka coś mu przypominała... ale Michael nigdy nie zetknął się z Sidhem tak zbolałym jak Harka. Jeśli te istoty pracowały dla Clarkhama, to istniała możliwożć, że ten zastosował wobec nich jakiś rodzaj magii - poddał ich może procesowi geas. Ale jak ktoś nie będący Sidhem mógłby podporządkować sobie Sidha?
Michael snuł raz po raz rozmaite plany ucieczki i zarzucał je jeden po drugim. Fermentowały w nim głęboko zakorzeniony gniew i konfuzja. Dlaczego Biri zamącił mu w . głowie tak dziwaczną i niesamowitą filozofią? Może po to, pomyślał, by stworzyć blokadę, która go teraz paraliżowała.
W miarę jak zbliżali się do morskiego wybrzeża, Mikołaj .stawał się coraz czujniejszy. W końcu pojawiła się perłowa wstęga, światła, która oświetlała im drogę przez skraj kończącego się lasu. Szli teraz przez piasek ku krawędzi nieruchomej wody.
--- Nawet dla oczekiwanych gości niebezpiecznie jest zbliżać się do Xanadu pod osłoną ciemności - odezwał się Harka. Zatrzymamy się tu na noc.
Mikołaj poszedł za Michaelem plażą jeszcze kilka metrów dalej. Tamci nie wykonali najmniejszego ruchu, żeby ich zatrzymać. Michael schylił się i zanurzył ręce w szklistej powierzchni morza. Zmarszczka wody podchwyciła światło wstęgi i uniosła je na wiele metrów od plaży. Woda nie była ani ciepła, ani zimna. Michael przytknął wilgotny palec do ust. Była tylko lekko słonawa właściwie miała bardziej mineralny posmak.
- Nie możesz nic zrobić? - szepnął Mikołaj.
Michael pokręcił głową. - A po co? Przecież sam chciałeś tu przyjść - i ja z początku też.
- Ale potem rozmyśliłeś się.