sób nie rozwiąże zagadki, i pierścionek jeszcze staranniej schowała do szafy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- – PrÄ™dko skoczym? – Jeszcze czas! – odrzekÅ‚ pan MichaÅ‚...
- Mimo to w żyÅ‚ach elfa pÅ‚ynęła adrenalina wywoÅ‚ana Å‚owami – górskim szlakiem poniżej uciekaÅ‚ tuzin orków – a jeszcze bardziej...
- Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
- było dosyć, bo oprócz dwojga głównie zainteresowanych trzeba było jeszcze mieć wzgląd na zdanie rodziców i na to, co świat powie...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytaÅ‚a Gale, za sprawÄ… widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- — A czy byÅ‚o jeszcze co jeść na rzece? — zapytaÅ‚ szakal...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nieobecność Pawła znowu zdawała się przeciągać w nieskończoność. Wprawdzie już od
tygodnia wrócił do Europy, ale interesy wciąż go trzymały w ustawicznych przejazdach mię-
dzy Paryżem i Londynem. Na próżno jednak szukała we francuskiej i angielskiej prasie ja-
kichkolwiek o nim wzmianek. Wiedziała tylko, że pozostawał z Warszawą w nieustannym
kontakcie telegraficznym.
Do niej odezwał się tylko dwa razy. Raz, gdy chodziło o wysłanie oferty Zakładów Prze-
mysłowych dla jakiegoś argentyńskiego fabrykanta, bawiącego w Paryżu, drugi raz z prośbą
zmobilizowania wszelkiej możliwej gotówki i przekazania jej dla jakiegoś Isaaksona w Lon-
dynie. Podniosła wówczas z banku wszystkie pieniądze, jakie miała, i zastawiła swoje akcje.
W sumie wyniosło to prawie trzysta tysięcy złotych. Przy zastawie dowiedziała się, że w tym-
że banku zastawione są również wszystkie akcje Pawła.
Ani przez chwilę nie zastanawiała się nad tym, że prowadzi on jakieś wielkie i prawdopo-
dobnie bardzo ryzykowne transakcje giełdowe, przy których może, jak tylu innych, nawet
wyjątkowo utalentowanych finansistów, stracić nie tylko swój majątek, lecz i jej. Hipoteka
Zakładów była przecie niemal nadmiernie obciążona, akcje zaś zastawione. Bankructwo
Pawła oznaczałoby i dla niej kompletną ruinę. Rozumiała to, lecz nie miała żadnej obawy.
Wierzyła w niego.
Zresztą nie wątpiła, że nie wciągałby jej majątku w swoją grę giełdową, gdyby mógł
wszystko stracić. Jego szlachetność nie pozwoliłaby mu ryzykować cudzymi pieniędzmi, a w
dodatku pieniędzmi istoty, która mu bez granic ufa. Mój Boże, przecie doskonale wie, że
zgodziłaby się na ostatnią nędzę, gdyby tego zechciał, gdyby mu to mogło w czymkolwiek
dopomóc... Wystarczyłoby jego jedno słowo.
Nie miała też do niego żalu za to, że nie podziękował. Takie podziękowania trącą zawsze
konwencjonalną grzecznością. Jeżeli tego nie zrobił, widocznie uważał się za uprawnionego,
za tak jej bliskiego, że może jej własność traktować jak swoją, a czego bardziej mogła pra-
gnąć!...
71
Fabryka mniej obecnie zabierała jej czasu niż za pierwszej podróży Pawła. Otrzaskała się
już z wieloma sprawami, wielu rzeczy się nauczyła. Do tych przede wszystkim należał spokój
w ocenie każdej rzeczy. Nie irytowało już jej niedokładne wykonywanie poleceń, nie napeł-
niało niepokojem odkrycie jakiejś wady w wykonanej maszynie, nie podniecały spory z pod-
władnymi ani niezadowolone miny robotników.
Paweł powiedział jej kiedyś:
– Nie powinnaÅ› tak przejmować siÄ™ tymi sprawami. Być szefem, to znaczy panować, a pa-
nować to to samo, co móc sobie pozwolić na wszystko z wyjątkiem okazania tego, co jest
może uzasadnione, może nawet wytłumaczalne, lecz nie jest potrzebne.
Zresztą przyglądając się nieraz jego sposobowi załatwiania różnych kwestyj fabrycznych,
starała się go naśladować. Wkrótce przekonała się, że najlepiej na tym wychodzi.
Dzięki temu, jak również dzięki pełnemu biegowi produkcji miała znacznie więcej wolne-
go czasu. Większość jego poświęcała czytaniu. Najchętniej siadywała w gabinecie Pawła na
wielkiej otomanie. Wszystko tu było duże, surowe, poważne. Połowę bocznej ściany zajmo-
wała wielka kasa ogniotrwała o zielonym matowym połysku i okuciach z brązu. Olbrzymie
czarne biurko, pozbawione wszelkich ozdób, miało spracowany, zniszczony blat, w wielu
miejscach poprzeżerany kwasami lub pocięty głębokimi szramami.
Przy tym w powietrzu był tu zapach jakby świeżej gazety i spalonego laku.
Tu czuła się najlepiej. Każdy mebel, każdy sprzęt przypominał jego. Przed wyjazdem Pa-
weł zostawił jej klucz od tego pokoju i prosił, by nie pozwalała nikomu tu wchodzić. Nigdy,
nawet kiedy wychodził z domu na krótko, nie zostawiał otwartych drzwi do gabinetu. Sprzą-
tanie odbywać się musiało z rana, gdy obok ubierał się w swojej sypialni. Zauważyła to, a
dziwiła się temu tym bardziej, że wszystko tu było przecie pozamykane na mocne zamki, i to
zamki bardzo oryginalne, sądząc z kluczy, które kiedyś, podczas choroby Pawła, miała u sie-
bie.
Gdy przychodziła Nita, co zdarzało się raz lub dwa razy na tydzień, przechodziła do salonu
lub do swego buduaru.
Pewnego wieczoru zjawił się Blumkiewicz. Zabrała go do siebie. Była przekonana, że za-
szło coś ważnego, a umocniło ją w tym przekonaniu jeszcze bardziej to, że na jej pytanie od-
powiedział: