ry ukazała się całemu Paryżowi w koronkowej koszuli jedynie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi; do tych prastarych drzwi z nabijanego ćwiekami dębu za którymi rozciągała się jedynie otchłań białych chmur...
- bynajmniej jedynie o to, by wszyscy si bali, i bali si w ten sam sposb...
- ośnieżonych szczytach Parnasu, odziany jedynie w skórę jelonka; jego ciało poruszało sięnieświadomie, prawie bezwolnie, niczym kwiat w rękach...
- Rozstrzygać o tym może jedynie samo dziecko, ujawniając uczucia, jakie budzi dana baśń wświadomej i nieświadomej sferze jego umysłu...
- Nic nie wskazywało na niebezpieczeństwo, więc Strażnik Księżyca zaczął zsuwać się po prawie pionowym stoku przed jaskinią, wstrzymywany jedynie przez...
- Flinn i Dashiva jako jedyni Asha’mani dotrzymywali mu towarzystwa...
- oddzielony od niego jedynie przejściem...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- Poniżej, ledwie widoczne poprzez gęstwinę krzyżujących się promieni, leżało szare morze i otoczone koronką pian skały...
- Następna fala oblizała jej stopy i cofnęła się, ciągnąc za sobą koronkową pianę...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Dodajmy, że ze świecą w rę-
ku.
Srebrzysta tkanina, przezroczysta jak szyba, tworzyła kotarę. Umocowana była tylko w gó-
rze i można ją było podnosić. Oddzielała salę z marmuru – łazienkę – od komnaty, od sypial-
ni. Komnata ta, niewielka, tworzyła coś na kształt zwierciadlanej groty. Weneckie lustra,
przylegające do siebie wielościany pospajane złotymi listewkami, odbijały zewsząd łoże sto-
jące pośrodku. Na łożu tym, również srebrnym jak i szezlong, i toaleta, leżała kobieta. Spała.
5 Piesek u stóp.
112
Spała z głową w tył przechyloną, odrzuciwszy nogą przykrycie, jak piękna upiorzyca, po-
nad którą sen unosi się na skrzydłach.
Jej koronkowa poduszka spadła na kobierzec.
Dwie przeszkody stały pomiędzy nagością tej kobiety i spojrzeniem – koszula jej i zasłona
ze srebrnej gazy, dwie przeźroczystości. Komnata – raczej alkowa – oświetlona była dość
wstrzemięźliwie odblaskiem przedostającym się z łazienki. Kobieta, być może, nie znała
wstydu, lecz znało wstyd światło.
Łoże nie miało kolumn ani baldachimu, ani poręczy; kiedy kobieta otwierała oczy, mogła
ujrzeć się po tysiąckroć nagą w lustrach rozmieszczonych nad jej głową.
Bezład pościeli opowiadał o niespokojnym śnie. Piękno fałd świadczyło o cienkości płót-
na. Była to epoka, kiedy królowa pewna obawiając się, że może zostać potępiona po śmierci,
wyobrażała sobie, że piekło – to łoże zasłane grubym prześcieradłem.
Zwyczaj sypiania nago pochodził z Włoch i brał swój początek od Rzymian. Sub clara nu-
da lucerna – mówi Horacy.
Zwierzchnia szata poranna z niezwykłego, chińskiego chyba jedwabiu – gdyż w fałdach jej
dostrzec można było wielką jaszczurkę złotem tkaną – porzucona była w nogach łoża.
Z tyłu, za łożem, w głębi alkowy, znajdowały się zapewne drzwi, zamaskowane i zazna-
czone zarazem dużą taflą lustrzaną, na której wymalowane były łabędzie i pawie. W komna-
cie tej, urobionej z cienia, wszystko połyskiwało. Szpary pomiędzy taflami luster i ich obra-
mieniem złotym wypełnione były błyszczącą masą, zwaną w Wenecji „żółcią szklaną”.
U wezgłowia umocowany był na ruchomych podpórkach pulpit srebrny z dwoma świecz-
nikami; leżała na nim otwarta księga z wypisanym czerwonymi literami u góry każdej stroni-
cy tytułem: Alcoranus Mahumedis.
Gwynplaine szczegółów tych nie dostrzegał. Widział jedno tylko: kobietę.
Stał jak skamieniały i wzburzony zarazem; zdarza się bowiem, ze współistnieje to, co się
nawzajem wyklucza.
Poznawał tę kobietę.
Oczy miała zamknięte, lico zwrócone w jego stronę.
Była to księżniczka.
Ona, owa istota tajemnicza, w której połączyły się wszystkie blaski nieznanego, ta, która
prześnić mu kazała tyle niewyznawalnych snów, ta, która mu napisała list taki dziwny! Jedy-
na na świecie kobieta, o której mógł powiedzieć: „Widziała mnie i chce być moją.” Odpędził
sny, list spalił. Wygnał ją, jak tylko mógł najdalej, ze swego marzenia i ze swej pamięci; już o
niej nie myślał; już o niej zapomniał...
I widzi ją znowu!
I widzi ją, jakże groźną.
Kobieta naga jest zbrojna.
Nie oddychał wcale. Czuł się jakby podniesiony na obłoku i naprzód pchany. Patrzył. Ta
kobieta przed nim! Czy to możliwe?
W teatrze – księżniczka. Tu – nereida, najada, wróżka. I tu, i tam – piękne widziadło.
Próbował uciec i czuł, że nie jest to możliwe. Spojrzenie jego zamieniło się w dwa łańcu-
chy, które go przykuwały do tej zjawy.
Czy była dziewką? Czy dziewicą? I tym, i tym zarazem. Mesalina, obecna tu, być może,
choć niewidzialna, uśmiechała się pewnie, a Diana czuwała. Na piękności tej leżał blask nie-
dostępnego. I jakąż to czystość porównać można było z tym kształtem niewinnym i dumnym?
Rozpoznaje się od razu śniegi, których nigdy nie dotknęła ludzka stopa. Była w tej kobiecie
święta białość Jungfrau. Z jej nieświadomego czoła, z rozrzuconych, płomiennych włosów, ze
spuszczonych rzęs, z ledwie dostrzegalnych błękitnych żyłek, z wyrzeźbienia krągłych piersi,
z ud i kolan wymodelowanych różowym dotknięciem koszuli tchnęła wspaniałość boskiego
snu. Bezwstyd ten rozkładał się w promienistość. Istota owa była naga ze spokojem tak wiel-
113
kim, jakby miała prawo do cynizmu bogów, była naga ze swobodą mieszkanki Olimpu, co
stała się córą otchłani, co rzec może Oceanowi: „Ojcze!”, i oddawała się, niedostępna i wspa-
niała, wszystkiemu, co mogło przejść mimo, spojrzeniom, pragnieniom, żądzom, marzeniom,
uśpiona w tym łożu sypialni tak dumnie jak Wenus w pianie morza.
Usnęła w nocy i teraz, choć był już dzień biały, jeszcze spała; ufność, zrodzona wśród
ciemności, trwała wśród światła.
Gwynplaine drżał. Podziwiał.
Podziw to niezdrowy, nazbyt wszechogarniający.
I bał się.
Szkatułka z niespodziankami ludzkiego losu nigdy się nie wyczerpuje. Gwynplaine sądził,
że jest już u kresu. I oto rozpoczynał od nowa. Czymże były te błyskawice rozrywające się
nad jego głową raz po raz, bez ustanku, i ten grom wreszcie, najpotężniejszy, rzucający przed
niego, drżącego człowieka, uśpioną boginię? Czymże było to stopniowe rozwieranie się nie-
biosów, z których oto wreszcie wychodził sen jego upragniony i groźny? Czymże były te
uprzejmości nieznanego kusiciela, podsuwające mu po kolei jego niejasne pragnienia, nie-
określone zachcianki, jego złe myśli w końcu, co żywym stały się ciałem i przygniatały go
narastającym a upajającym ciężarem rzeczywistości czerpanej z nieprawdopodobieństwa?
Czyżby wszystkie mroki świata zmówiły się przeciwko niemu, nędzarzowi? I co się z nim
stanie teraz, wśród tych wszystkich złowrogich uśmiechów fortuny dookoła? Czymże było to
oszołomienie zawrotne, ułożone z rozmysłem? Ta kobieta! Tam! Dlaczego? W jaki sposób?
Nie było wytłumaczenia. Dlaczego on? Dlaczego ona? Czyżby go zrobiono parem Anglii