oddzielony od niego jedynie przejściem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W końcu wybuchnął jak francuska bomba wodorowa, dwadzieścia pięć kilometrów nad Sidi Ben Hassid, oślepiając wszystkich, którzy na niego patrzyli...
- cio nie ma worka z pieniędzmi? W gronie najbliższych tak nazywała teraz hrabiego, a panowie nie pytali już o niego inaczej, jak: „Czy widziałaś wczoraj...
- Po jakimś czasie, badając nowe terytoria, napotkali na uroczej, przybrzeżnej wyspie źródło i napili się z niego, i napoili swe konie...
- cej żony, próbując z nią rozmawiać, ale nie chciała się doń odezwać ani też pozwolić, żeby ją trzymał za rękę, a kiedy już na niego patrzyła, to z...
- ba, wybrał także tego syna Izaaka i Rebeki, by przez niego realizować swoje obietnice (Rdz 28,3-4...
- decznoci czy sympatii, psychoterapeut moe potraktowa je jako ekspresnowego, bardziej niezalenego i dojrzaego stosunku pacjenta do niego, a...
- 55 najpierw, jak to z Tomkiem Sawyerem znaleźliśmy te sześć tysięcy dolarów (tylko że z sześciu zrobiła dziesięć) i wszystko o tatku jakie to z niego...
- Opowiedział to wszystko Madze, która obudziła się przytulona do niego, mrucząca i senna...
- Tej nocy, kiedy khal Drogo przyszedł do jej namiotu, Dany czekała na niego...
- wkleiliśmy skopiowany styl na wszystkie podręczne, a z niego wybieramy polecenie Paste jednocześnie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Alex stłumił nagłe pragnienie ucieczki i usiadł.
26
27
Wyjął z podróżnego neseseru nocne pantofle, które, zdjąwszy buty, wsunął szybko na
nogi. Oparł głowę o miękką poduszkę oparcia i przymknął oczy. Miał pragnienie i ma-
rzył o tym, żeby puścić sobie na plecy strumień zimnej wody, ale na to przyjdzie czas,
kiedy samolot oderwie się od ziemi. Start musiał wkrótce nastąpić. A później spać!
Wiedział, że wyśpi się doskonale w czasie lotu. Przez maszynę przebiegło lekkie drżenie
i przygasło. Próba zapłonu któregoś z silników.
Joe pomyślał o tym, co w tej chwili robią piloci. Zaczął odtwarzać sobie w myśli ich
krótkie uwagi, jakiś rzucony mimochodem żart i uważne spojrzenia przesuwające się
po oświetlonych zegarach na tablicy. Przed startem zawsze chce się jeszcze raz wszystko
sprawdzić, chociaż pozornie nikogo nic specjalnie nie obchodzi, bo wszystko zostało
już wielokrotnie sprawdzone. No i oczywiście nocny start… Ale przecież teraz nocny
start niczym nie różni się od dziennego. Wtedy, przed laty, reflektory na pasie starto-
wym zapalały się tylko na chwilę, a hangary i pozostałe budynki były tak zaciemnione,
że personel lotniska często błądził wśród nich po omacku, nie mogąc znaleźć drzwi do
własnego baraku albo kantyny.
Pan Knox, nadal pomrukując cicho jak rozjuszony niedźwiedź, zdjął z podręcznej
półki swoją teczkę i zaczął wyjmować z niej papiery, które wkrótce wsunął z powrotem.
W przodzie zabrzmiał basowy głos Fighter Jacka i odpowiedź jego maleńkiego impre-
saria. Wnętrze kabiny było ciche i senne. Najwyraźniej długie oczekiwanie odebrało pa-
sażerom samolotu do Londynu całą niemal energię.
Joe zerknął przez okienko. Schodki odsunęły się i ruszyły własnym mechanicznym
napędem w stronę budynku dworca lotniczego.
Usłyszał za sobą odgłos zamykanych drzwi. Stewardesa wynurzyła się z pomieszcze-
nia w tyle samolotu i ruszyła pomiędzy fotelami w kierunku znajdujących się w przo-
dzie drzwi do pomieszczenia pilotów. Idąc rozglądała się gospodarskim okiem, jak
gdyby chciała odgadnąć, kim są ci wszyscy ludzie, z którymi musi wejść już wkrótce
w osobisty kontakt i spełnić tak wiele najrozmaitszych ich życzeń, jakże różnych, a czę-
sto zaskakujących. Kiedy minęła Alexa i Knoxa, ten ostatni uniósł się z fotela i złożył
swą teczkę na podręcznej półce. Choć wszystkie górne światła paliły się jeszcze, do-
piero teraz dostrzegł Joe’ego i uśmiechnął się do niego szeroko, a później opadł na bliż-
szy z dwu foteli, tuż obok przejścia. Wychylił się ku Alexowi.
— Nie uwierzyłby pan, gdyby nie widział pan tego na własne oczy, prawda? I to ma
być republika, kraj wolnych ludzi, posiadających jednakowe prawa! Czy wie pan, że
od pół roku prześwietlają mnie każdorazowo aparatem rentgenowskim? Mnie i waliz-
kę! Prawdopodobnie jakiś idiota w tym przeklętym urzędzie celnym wierzy głęboko,
że któregoś dnia zdobędzie wymarzony awans zobaczywszy na ekranie rentgena bry-
lant wielkości śliwki w moim żołądku! Czy naprawdę sądzą, że poważny przedstawiciel
wielkiej kopalni może choćby przez sen pomyśleć o przewiezieniu drogiego kamienia
26
27
w brzuchu do Anglii? Wydaje im się zapewne, że człowiek mający co dnia do czynienia z tak ogromnymi skarbami nie może być tak samo drobiazgowo uczciwy jak pastor, lekarz albo ten arogancki facet z czaszką swojego pradziadka małpy w pudełku! Sam pan
słyszał: „Przepraszamy, panie profesorze! Dziękujemy, panie profesorze! Życzymy szczę-
śliwej drogi, panie profesorze!” Ciekaw jestem, dlaczego mnie nigdy nie życzyli szczęśli-
wej drogi i nie przeprosili, chociaż jestem równie niewinny i uczciwy jak on?
Joe rozłożył ręce. Z jednego z foteli, mniej więcej pośrodku kabiny, wstała młoda
dziewczyna, zbliżyła się ku nim i rozejrzała, a później zajęła miejsce przed panem
Knoxem i usiadła znikając z pola widzenia Alexa. Była to ta sama osoba, którą dostrzegł
dopiero w komorze celnej. Nie było jej w poczekalni, więc albo przybyła w ostatniej
chwili, co było dość nieprawdopodobne, gdyż samolot miał już zbyt wielkie opóźnienie,
albo może jadła kolację w restauracji dworca lotniczego i nadeszła wprost stamtąd. Gdy
zbliżyła się, dostrzegł wyraźnie jej twarz. Nie była brzydka, ale nie nazwałby jej bardzo