Ruszył tą drogą, zanurzając się w cień i głęboką ciszę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Od samego początku nasza praktyka ruszyła ostro z kopyta, mieliśmy dostatecznie dużo pracy, by jako młodzi lekarze poczuć się zadowoleni, ale i na tyle dużo,...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
- szyki w uniesieniu zwyciêstwa, Thrasybulos nagle ruszy³ do natarcia,a rozgromiwszy skrzyd³o Mindarosa zawróci³ swe okrêty w g³¹b cieœninyi rozbi³ bez³adnie...
- Kiedy skończyłem i usiadłem, pewien mężczyzna, siedzący w trzecim rzędzie ławek, podniósł się ze swego miejsca i ruszył w moją stronę...
- Najgorsze ze wszystkiego jest oczywiście "ja", które jest prawie wszechobecne i prawie nieoporne, choć poprzez swe głębokie zakorzenienie nie do końca...
- CZĘŚĆ TRZECIA ULGORozdział XIII Następnego ranka skręcili na północny zachód i ruszyli ku stromym, białym...
- bitwie dostał takie straszliwe cięcie mieczem przez twarz, że mu wypłynęło lewe oko i na21resztę życia pozostała głęboka blizna...
- Uduchowienie, głęboka moralność, mądrość i wewnętrzne światło, a przede wszystkim miłość do świata i ludzi stanowią wzór i natchnienie dla tych,...
- Ruszyłem przed siebie, wsłuchując się w miękki zgrzyt żwiru pod stopami...
- Kiedy ruszyli w dalszą drogę, Shan odwrócił się do Yeshego...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Mniej więcej po godzinie dotarł do niewielkiej polany z drewnianym domem. Dach i ściana szczytowa były już wygięte ze starości i poszarzałe od deszczu. Połamane, puste okna straszyły swym wyglądem. Zaintrygowany podjechał bliżej. Przed niską werandą, gdzie spomiędzy wypaczonych desek wyrastała już trawa, zsiadł z konia. Ślady w pierwszym pomieszczeniu wskazywały na to, że czasem znajduje tu schronienie zabłąkane bydło.
Na piętro wiodły schody. W kominie Jim znalazł popiół; wyglądało na to, że palono tu niedawno. Zupełnie nieoczekiwanie w głębi domu rozległy się kroki, a potem w drzwiach stanęła dziewczyna. Mogła mieć trochę ponad dwadzieścia lat.
Na jego widok zatrzymała się, wstrzymując oddech. Zdziwienie i zaskoczenie sprawiły, że zaniemówiła, znieruchomiała, w jej oczach pojawił się strach.
***
Jim przebiegł myślą wszystkie wrażenia, jakie odebrał w tym krótkim czasie. Dziewczyna musiała jakoś przyjechać w to odludne miejsce, nie dostrzegł jednak na polanie żadnego konia. Może zostawiła go w lesie.
Nieznajoma była średniego wzrostu i miała złociste jak pszenica włosy. Oddychała teraz szybko, a jej policzki zarumieniły się. Przerażenie znikało powoli z jej oczu, jak gdyby zdążyła ocenić sytuację i wyciągnąć określone wnioski.
- Przykro mi, że zakłóciłem pani spokój - powiedział.
Jej odpowiedź zdawała się mieć cel z góry zamierzony: nie okazać specjalnego zainteresowania.
- To chyba wolny kraj; każdy może sobie jechać tam, gdzie chce.
Mimo woli uśmiechnął się.
- Z pewnością. Wolny dla mnie... dla pani... i wolny dla mężczyzny, którego pani oczekuje.
W jej oczach zamigotał znowu błysk strachu.
- Którą drogą pan przyjechał? - zapytała.
Wskazał ręką na wschód.
- StamtÄ…d.
- Nigdy jeszcze pana nie widziałam.
- Jestem tu po raz pierwszy.
Jej twarz złagodniała i ten fakt był dla niego kolejną wskazówką. Będąc kimś obcym, nie stanowił dla niej żadnego niebezpieczeństwa. Obserwowała go z nieskrywanym już zainteresowaniem, a na jej twarzy niemal natychmiast widać było to, o czym myślała. Sprawiała wrażenie, jakby w głębi jej oczu i na ustach czaiły się śmiech i miłość do życia, czekając niecierpliwie na moment wyzwolenia.
- Czy to właściwa droga do Barrów? - zapytał.
- Tak - odparła.
Wyjął fajkę i nabił ją.
- Ten dom wygląda na dosyć zapuszczony - mruknął. - Nie wiedziałem, że ten kraj jest od tak dawna zasiedlony.
- Ten dom postawiono w roku 1860.
Nie ukrywał swego zdumienia.
- To dlaczego uległ tak szybko zniszczeniu?
- Proszę spojrzeć na to lewe okno.
Cofnął się trochę, aby ogarnąć wzrokiem ścianę domu, a dziewczyna podeszła za nim do końca werandy.
Szyby w oknie były wybite, a rama wyłamana. Teraz zrozumiał, co miała na myśli. Pod oknem widniały w drewnie ślady kul.
- Nie wiedział pan o tym? - zdziwiła się.
- Przecież powiedziałem pani, że jestem tu po raz pierwszy.
Zapalił fajkę i ponownie ogarnęło go nieokreślone uczucie zagrożenia; nie wiedział nawet, z jakiego zakątka podświadomości nadeszło.
- Pojadę już chyba dalej - dodał.
Nie spuszczała z niego wzroku, zdawała się rozmyślać nad czymś intensywnie. Wreszcie w jej oczach pojawił się błysk zrozumienia.
- Proszę poczekać! Pracuje pan dla Barrów?
- Nie - potrząsnął głową. - Nie.
- Szkoda, że widział mnie pan tu.
Jego podziw dla niej wzrósł jeszcze bardziej. Potrafiła podjąć szybko decyzję i to mu się w niej podobało. Spojrzał jej prosto w oczy.
- Wcale tu pani nie widziałem.
- Dobrze. Wyświadcza mi pan w ten sposób olbrzymią przysługę, może więc się pan dowiedzieć, jak się nazywam. Jestem Edith Sultan. Zresztą i tak dowiedziałby się pan o tym, chyba że nie zostaje pan tu dłużej.
Ściągnął z głowy kapelusz i szybko odwrócił się do gniadego. Ukradkowe spojrzenie na skraj lasu nie zdradziło mu żadnego podejrzanego faktu, ale w dalszym ciągu jego nerwy odbierały ów sygnał ostrzegawczy, i to właśnie z tamtego kierunku. Jednym susem dosiadł konia. Jechał dalej tą samą ścieżką co przedtem i wkrótce wchłonęły go las i cień rozłożystych koron drzew. Powietrze przesycone było zapachem piachu. Co pewien czas przeszukiwał wzrokiem miękkie poszycie i w pewnym momencie dojrzał trop jeźdźca. Ślad wyglądał na świeży.
Była zapewne druga po południu owego pogodnego, jesiennego dnia, kiedy wynurzył się z lasu i dotarł nad skraj wąskiej doliny; ciągnęła się z północy na południe wzdłuż poszarpanego łańcucha gór, które piętrzyły się aż po ośnieżone, sięgające błękitnego nieba szczyty.
Południowe ramię rozwidlenia rzeki Ute zajmowało większą część wąskiego dna doliny; promienie słońca iskrzyły się w spienionych nurtach wody. Brzegiem wiodła ścieżka, wraz z rzeką ginęła za zakrętem, tam gdzie wzgórza zdawały się ostatecznie przegradzać kotlinę.
Jim skierował się w dół. Dotarł do ścieżki i skręcił tak, jak wiodła. Na niewielkich łąkach pasło się bydło, wysokie świerki tworzyły na stromych stokach ciemną, jednolitą masę. Tu ściany po obu stronach doliny były wyższe.