Rozejrzał się po pomieszczeniu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - dwadzieścia jeden najazd krzyżacki zniszczył kurie, leżące na zewnątrz warowni, kanonicy szukali sobie pomieszczeń zastępczych w poklasztornych...
- Z głębi pomieszczenia pofrunął ku Sabie obłok rozgrzanego blasku w kształcie kobiecej twarzy o niezwykle szerokich ustach i oczach tak zapadniętych, że...
- Pomieszczenie, gdzie Bazyli znalazł ukrycie w parę chwil później, znajdowało się w magazynie...
- Z pomieszczenia wychodzi kobieta, cała biała od przesiewanej mąki...
- - To pomieszczenia personelu - wyjaśnił Lioren...
- Kawałek dalej, na odcinku Guthrie, na którym mieszkał Reynold Peaty, rozejrzałem się za Seanem Binchym, ale go nie wypatrzyłem...
- rozejrnw SztumdorfieW tej sytuacji Szwedzi musieli si ugi...
- Do jego specjalnie faworyzowanych klientów należał ogniomistrz Werktreu, pan na magazynie mundurowym...
- - Czy zamiast tego mam powiedzieć parę słów? - zapytał...
- zwierzchnika; utwierdzając nadanie panującego swym konsensem i pieczęcią repre-zentował on instytucję, której potrzeby i uprawnienia odróżniano od potrzeb...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wszystkie te ozdoby i dzieła sztuki musiał naprędce zamówić w Executor's Lair przed przylotem Katarna i Ors, żeby sprawiać przed nimi wrażenie szacownego obywatela. Obrazy i holograficzne gobeliny zostały dostarczone niemal natychmiast, ale Centrala zastrzegła, że mają do niej wrócić zaraz po odlocie Jedi 47
z Geratonu. Barron wielokrotnie zastanawiał się, skąd admirał Morck wziął tyle dzieł
sztuki. Jego przywódca powiedział mu co prawda, że Jix ukradł je z Góry Tantiss bardzo dawno temu, ale Barron nie do końca wierzył, żeby jeden człowiek mógł prześlizgnąć się niezauważony na Wayland, ukryć się przed szalonym Ciemnym Jedi i odlecieć z transportowcem pełnym kosztownych i niepowtarzalnych dzieł sztuki. Ponieważ jednak Omwati nie miał w zwyczaju kwestionować słów dowódcy, przyjął tę wersję jako aktualną i prawdziwą.
Teraz jednak przeklinał siebie, że pozostawił na ścianie wizerunek swojego flagowego okrętu z dawnych czasów, zanim Darth Vader rozkazał mu przejąć projekt produkcji tytoniu. Tym sposobem Katarn mógł trafić do Morcka i Rogrissa, ponieważ pancernik Barrona był najważniejszym okrętem w jego pirackiej flocie, którą obecnie dowodzili dwaj admirałowie. Przez chwilę spotkanie z Katarnem i Ors było nawet przyjemne, ale to tylko dlatego, że stanowiło jakieś urozmaicenie. Teraz oboje robili się niebezpieczni i należało ich usunąć.
Jednak nie w tym momencie. Jakikolwiek zamach na Kyle'a Katarna na Geratonie ściągnąłby tu wielu innych, nieproszonych gości. To natomiast znacznie utrudniłoby proceder, którym potajemnie zajmował się Barron, a generał wiedział, że wszelkie oznaki niekompetencji oficerów Darth Vader eliminuje w jeden sposób. Razem z oficerami. Katarn i Ors muszą być zabici, ale w taki sposób, aby nie dało się tego skojarzyć z Geraton Smoke Industries, dlatego trzeba to zrobić poza planetą. Na planecie Jedi nic nie znajdzie, tego akurat Barron był pewien, ponieważ osobiście zadbał
o zlikwidowanie wszelkich poszlak wskazujących na ukrytą działalność dyrektora. Jan Ors także powinna wrócić z niczym; według Barrona kobieta połączy się z najbliższym archiwum, jakim jest Obroa-skai, a tam już od dawna nie ma informacji na temat Barrona. Generał rozsiadł się wygodnie, zadowolony z siebie. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to Jedi i jego towarzyszka wkrótce odlecą z Geratonu, a Omwati będzie mógł
wrócić do tego, czym się zajmował przed ich przybyciem. Jedyną wadą takiego obrotu sprawy była nuda, ale cóż...
Rozglądanie się po fabryce dało dokładnie taki efekt, jakiego Barron się spodziewał.
Żaden.
- Tu jest zbyt doskonale.- powiedział Kyle do Jan po powrocie na "Raven's Claw" -
Czysto, porządnie, robotnicy wykonują swoją pracę sumiennie, nawet szczurów nie ma!
Tylko uczucie powszechnej monotonii i trochę strachu, ale to pewnie przez te kamery.-
- W archiwach natomiast jest pełno brudu.- odparła Jan, uśmiechając się tryumfalnie
- Znalazłam kilka ciekawych rzeczy o naszym dyrektorze.-
-
Łączyłaś się z Obroa-skai?- zapytał Kyle.
- Nie, od razu z Coruscant.- odparła Jan - Wyszłam z założenia, że na Obroa-skai mogłoby nie być kompletnych informacji, a poza tym w Pałacu Imperialnym mnie już znają.-
- No i co wyszukałaś?- spytał Katarn, siadając przy monitorze, obok kobiety.
- Ano to, że pancernik Barrona nazywał się "Nihilanth" i był jednostką flagową w flotylli pirackiej jakieś dwanaście lat temu. Wtedy też grupa zniknęła i dotąd nie dała znaku życia.-
Kyle
podrapał się po siwiejącej brodzie. Teraz rozumiał; Barron starał się zrobić jak najlepsze wrażenie, żeby odwrócić ich uwagę od swojej kryminalnej przeszłości. Nadal jednak coś się tu nie zgadzało.
-
Może to właśnie oni założyli Geratron Smoke Industries?- zapytał - Sprawdziłaś, czy członkowie zarządu nie byli powiązani z tą grupą?-
- Ano sprawdziłam.- odparła dumnie Jan - Są czyści. Wszyscy piraci poza Barronem zniknęli razem ze swoimi statkami. Ich obecne miejsce pobytu nie jest znane.- ostatnie zdanie wypowiedziała dokładnie naśladując głos droida bibliotekarskiego z Coruscant.
48
To znaczy zaszyli się gdzieś, a Barron postanowił zacząć uczciwe, normalne życie i został dyrektorem GSI. Kyle westchnął i pocałował Jan w policzek.
-
Dzięki.- rzucił z uśmiechem na twarzy - Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił.-
-
Zginąłbyś.- Jan odwzajemniła uśmiech, po czym odwróciła się do komputera -
Wygląda na to, że nasza misja tutaj zostaje zakończona.-
-
Właściwie to chciałbym jeszcze porozmawiać z Barronem...- zaczął Kyle, ale przerwało mu pikanie połączone z mruganiem diody na konsolecie. Były to oczywiste oznaki próby połączenia. Jan natychmiast wcisnęła odpowiedni przycisk i na projektorze holograficznym wbudowanym w konsoletę pojawił się wizerunek Tionny, obecnej opiekunki Akademii Jedi.
- Witajcie, przyjaciele.- powiedział uprzejmie hologram - Mam dla was wiadomość nie cierpiącą zwłoki.-
- Witaj, Tionno.- odrzekł Kyle - O co chodzi?-
- Mistrz Skywalker zwołuje naradę wszystkich Jedi.- rzekła kobieta podekscytowanym głosem - Tu, w Akademii. Dobrze by było, żebyście się pojawili.-
-
Naradę?- zdziwiła się Jan - Luke nigdy czegoś takiego nie robił. O co chodzi?-