Robotę wyznaczono mu na hotelowym podwórku - rąbał, a raczej próbował rąbać drwa na opał...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- liacji, ponieważ próbowały realizować oba te cele Załóżmy na początek, że oba efekty powstają dzię- dzięki skoncentrowaniu się na odczuciach...
- Aby współżyć w owocnej spółce z okrętem, trzeba poznać nie to, czego on dokonać nie może; trzeba raczej posiąść dokładną wiedzę o tym, na co się okręt...
- Czemu wiÄ™c pÅ‚akaÅ‚a? ObawiaÅ‚ siÄ™ jednak, Åœe jeÅ›li bÄ™dzie próbowaÅ‚ nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoiÅ‚ jÄ…...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- b) dokonaæ wyboru i rozpoznania miejsca zasadzki,c) okreœliæ czas rozpoczêcia, przebiegu i zakoñczenia zasadzki,d) wyznaczyæ i przygotowaæ sprzêt oraz...
- - Niech żrą gips i srają ikrą łososia!!! ***Roman, siedząc na ruinach wieży poniemieckiego stanowiska dowodzenia, próbował rozkoszować...
- otwarcie się horyzontu czasowego w przyszłość, lecz raczej w przeszłość:„Idziemy do przodu oglądając się za siebie" - napisał jeden z...
- Janina Kobylińska Urząd Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast w Warszawie Podstawowe rozwiązania prawne w zakresie wyznaczania i oznakowania...
- Kiedy Carlos próbował odzyskać równowagę, Kim wymierzył mu cios latarką...
- Zapyta³em, czy Stalin wyznaczy³ przed œmierci¹ swego nastêpcê...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Szybko dorobił się pęcherzy na obu dłoniach i uczucia zniechęcenia. Nigdy nie pociągała go ciężka praca fizyczna. Machając tak siekierą i chybiając, machając i chybiając. machając i trafiając, porąbał wreszcie jedną wiązkę drew, ale nade wszystko pragnął znaleźć się teraz z powrotem w domu, na łóżku, z książką na kolanach i ze szklaneczką piwa imbirowego na nocnym stoliczku.
Do zmierzchu - który według niego zapadł trochę za wcześnie - porąbał trzynaście wiązek drew na kawałki mieszczące się w hotelowym piecu. Brecker, kręcąc głową, obejrzał niewielką kupkę. Patrząc na pierś Michaela powiedział: - Na pewno z czasem się wyrobisz. Jeśli tu zostaniesz. Ale nie przejmuj się. Dziś wieczór jest zebranie. - Na jego twarzy pojawił się wyraz zadowolenia. Mrugnął do Michaela.- Wszyscy już zawiadomieni. Pogadamy o tobie; w każdym razie tematu na dzisiaj starczy.
Dali Michaelowi pół godziny na umycie się do obiadu. Cały jego posiłek tego dnia stanowiło parę kromek suchego chleba i dwie szklanki przezroczystego, niebieskawego mleka, i był znowu wściekle głodny. Udał się do przydzielonego mu pokoju, położył się na chwilę na dolnej pryczy i zamknął oczy. Był zbyt zmęczony, aby jeść, i zbyt głodny, aby zapaść w drzemkę. Obmył pokryte pęcherzami dłonie w misce wody i wydłubał drzazgę spod paznokcia. Z miednicy zaleciała mu ostra woń ziół. Powąchał mydło tłustą, ziarnistą, bezwonną laseczkę - i wytarł ręce w ścierkę. Zapach ulotnił się od razu.
Zdjął koszulę i wytarł się od pasa w górę wilgotną szmatką, a potem skorzystał z prymitywnego ustępu w końcu korytarza.
Podejrzewał, że następnego dnia będzie znosił na dół wiadra pomyj, chyba że...
Chyba że co? Chyba że rozmowa z Lamią da pomyślne rezultaty? Co ona może zrobić poza rozmową z nim i co ją łączy z jeźdźcami, z tymi Si..., czy jak ich tam nazywała Ryzyk?
Był zbyt wyczerpany, by snuć na ten temat przypuszczenia. Zszedł po schodach na obiad i walcząc z opadającymi powiekami zasiadł obok Breckera za stołem o kamiennym, wypolerowanym przez liczne łokcie blacie.
Zapadła noc i stół oświetlał tuzin łojowych świec wetkniętych w lichtarze stojące przed każdym krzesłem. Miejsc było dwanaście, każde zajęte, a siedzący na nich ludzie - zarówno mężczyźni, jak i kobiety - przyglądali się Michaelowi z żywym zainteresowaniem, kiedy tylko odwrócił głowę.
Michael siedział wyprostowany, jakby kij połknął, usiłując wyglądać godnie i nie zasnąć. Gdy Ryzyk wniosła wazę zupy, jarzynowej, Brecker wstał i podniósł w górę kufel wodnistego, brązowego piwa. Panie i panowie zaczął. Dziś wieczór jest między nami nowo przybyły. Na imię mu Michael i, jak sami widzicie, jest młody; najmłodszy z ludzi, jakich do tej pory spotkałem w Królestwie. Powitajmy go.
Mężczyźni i kobiety wznieśli swe kufle i zakrzyknęli dezorientującą mieszaniną języków: - Cheers! Skaal! Slainte! Zum Wohl.~ Zdrowie Michaela! i jeszcze więcej, ale tylko tyle toastów udało mu się wyodrębnić. On też uniósł swój kufel. Dziękuję mruknął.
- Teraz jedzmy powiedziała Ryzyk. Kiedy skończyli zupę, wyniosła wazę do kuchni i wróciła z następną, dopiero co zdjętą z pieca. Była to misa pełna kapusty, marchwi, dużego brązowego grochu, jak również jarzyn, których Michael nigdy dotąd nie widział - jakby ogórków w brązowej skórce, ale o trójkątnym przekroju. Mięsa nie było.
Powieki mu opadły, ale ocknął się, żeby jeszcze usłyszeć: ...tak więc widzisz, chłopcze, nasza sytuacja tutaj nie jest do pozazdroszczenia. - Mówił to wysoki, potężnie zbudowany jegomość o bujnej, szpakowatej brodzie, siedzący naprzeciw, o jedno krzesło na lewo od niego.
- Co? Znaczy się, słucham? - wybąkał Michael mrugając powiekami.
- Mówię, że miasto nie znajduje się w najlepszym położeniu. Od kiedy Izomag przegrał wojnę, zostaliśmy internowani na Ziemiach Paktu, pośrodku Przeklętej Równiny. Oczywiście żadnych dzieci...
Pulchna, kasztanowowłosa kobieta siedząca obok syknęła i wzniosła oczy w górę. -- Z pewnym wyjątkiem -- ciągnął posyłając jej surowe spojrzenie -- i wybacz tę niedyskrecję, ale chłopiec musi poznać swoje położenie.
W tym momencie kilkoro stołowników zakrzyknęło: - A gdzie jest Savarin''
To on powinien uczyć tego chłopca powiedziała kobieta o kasztanowych włosach.
Chłopiec - upierał się mężczyzna - musi widzieć, że są tu swego rodzaju dzieci, żeby przypominać nam o ryzyku, na jakie się narażamy. Mieszkają w Kojcu pośrodku Euterpe. - Kasztanowowłosa kobieta przeżegnała się i spuściła głowę poruszając bezgłośnie ustami. - I w całej tej krainie nie ma żadnego instrumentu, na którym można by grać.
- Grać`? spytał Michael. Wszyscy siedzący przy stole spojrzeli po sobie.
- No, muzykę - powiedział Brecker.
- Muzykę - powtórzył za nim Michael wciąż zdezorientowany.
- Chłopcze powiedział silnie zbudowany mężczyzna wstając - chcesz przez to powiedzieć, że nie grasz na żadnym instrumencie?
- Nie gram.
- Nie znasz siÄ™ na muzyce?
- Lubię jej słuchać - powiedział Michael czując niepokój z powodu ich zaskoczenia. Siedzący za stołem znowu wymienili między sobą znaczące spojrzenia. Brecker sprawiał wrażenie zakłopotanego.
- Chłopcze, twierdzisz, że trafileś tutaj nie za sprawą muzyki? - Chyba nie - bąknął Michael.
Kobieta o kasztanowych włosach wydała rozdzierający jęk i odsunęła swoje krzesło od stołu. W jej ślady poszło kilkoro
innych. A więc skąd się tu wziąłeś? spytała, nie patrząc mu już w oczy.
- On chyba nie jest dzieckiem, co? - zawyła tęga kobieta siedząca na końcu stołu. Towarzyszący jej mężczyzna chwycił ją za ramię i siłą zmusił, aby z powrotem usiadła. Oczywiście, że nie powiedział. - Znamy przecież te dzieci. On ma normalną twarz.
-- No to jak się tu dostałeś?
Zacinając się Michael opowiedział w Waltirim, o karteczce. o domu Clarkhama i o przejściu. Coś - może zmęczenie - nie dało mu wspomnieć o postaci w sukni z falbanami. Gdy skończył, zebrani pokiwali zgodnie głowami.
- To najniezwyklejsza z dróg stwierdził potężny mężczyzna. Nigdy o niej nie słyszałem.